Zdjęcia z wypraw rowerowych po okolicy, strzępki informacji dotyczących miasta, gminy i okolicy
RSS
czwartek, 03 kwietnia 2014

'K' nogę skręciło, z 'i' nie jest już  miło, 'e' pionu nie trzyma, 't' nędzne jak zima, 'r' poszło gdzieś  z wiosną, na 'z' kwiatki rosną; zabrało już abecadła, blogo-sprawa więc upadła. Ci, których irytowałam może wreszcie odetchną.

Wpisując w Google 'ksiądz Pieczka, położył się pod sosną, stepy akermańskie', a potem klikając  www.nasza-wiara.pl poczytacie o ks. S. Pieczce i jego epizodzie kietrzańskim. Jeśli zaś w Google wpiszecie 'rowerologia, Łódź-Bergamo, Kietrz' i klikniecie 'Łódź-Bergamo, maj 2012, Część II', przeczytacie nie tylko 'Kilka równie jak Kietrz smutnych wsi'.

English, August

Ziemianin; sądził się z burmistrzem Kietrza (szczegóły w wycinku gazetowym, p. Galeria H.Husa w nk.pl). Nagrobek  w prawym rogu cment.


Czerwińskiego Piekarnia

W bud. obecnego GCI i sklepu spoż. do połowy lat 1960 mieściła się piekarnia. Być może to Czerwiński zainstalował ładne kraty na tyłach bud.

                 

Juraschek, Irena; Biblioteka

Dla ciekawskich, zmiany w życiu Kietrzan w świetle danych biblioteki miejskiej. Wieloletnia bibliotekarka, latami prowadziła Kronikę. W 1972 Bibl. mieściła się w nieciekawym pomieszczeniu w podwórza za Ludową, potem w obecnym USC, jeszcze później na rogu Głub., obecnie 'Okna' (Jak prawie cała Głub. lokal nie miał WC, korzystano ze starodawnego wychodka w podwórzu), wtedy właśnie, ok. 1978 Irena przestała pracować w Bibl. (Dziękuję obecnym bibliotekarkom za dostęp do Kroniki).






                

2011- Biblioteka ma ponad 40 000 (40 tysięcy) książek, czytelników 444; międzybiblioteczne wypożyczenia wymarły (zbyt się rozpowszechniła praktyka nieoddawania książek).

Krowiarki

Szkoła w Krowiarkach bardzo przyjazna dla petentów. Krowiarki z Kietrzem łączą nie tylko sprawy kombinackie, włąściciele pałacu i zamku oraz hrabianka, która popełniła mezalians zostając żoną Schmacka, właściciela Cegielni w Kietrzu (to oni mieszkali w Willi pod Krotoszynem). Lasek Schmacka,  niedzielna atrakcja Kietrzan, oferował napoje i przekąski wśród zapachów i świergotu. Przed laty Willę i Park wpisano na listę zabytków.  Synowi Schmacków zabiegającego o wykup podupadłego domu odmówiono. Tak wyglądała Willa Schmacków 30 marca br:

                     

Kietrz i Krowiarki łączą m.i. Jadwiga Husak i Zygmunt Winnicki. Jadwiga, ur. w Krowiarkach (1931), zamieszkała u nas, pracowała w Welurze od 1949, jej syn Jerzy był nauczycielem muzyki w Sz.P. nr1. Zygmunt Winnicki, nauczyciel tej samej szkoły, przeszedł wraz z żoną do szkoły w Krowiarkach, przez kilka lat był tam dyrektorem szkoły.

                                    

Maryjna Kolumna

Pytano mnie kilka razy, co przedstawia ten pomnik. Niepewny to dla mnie grunt, ale spróbuję.

Jeden z naszych rarytasów, postawiony na chwałę Bogu i dla przypomnienia wizyty N. Marii Panny u św. Elżbiety. Datowany na rok 1730, odnowiony sto lat temu; wys. 13 m, piaskowiec; żelazna balustrada również atrakcyjna, przy niej 3  figury świętych, czwartej   brak. Chociaż www.gliwiczanie.pl  podaje, że wg dr J. Gorzelika pomnik nie jest dziełem sławnego artysty Johanna  Melchiora Oestereicha, jednak  nie skąpi zwrotów 'bezsprzeczne piękno', 'naprawdę mnie zachwyciło'. Poniżej tylna część kolumny:


Na samej górze mamy postać Matki Boskiej odwiedzającej św. Elżbietę, która wkrótce urodzi Jana Chrzciciela (Mąż Elżbiety, Zachariasz, był kapłanem i krewnym Matki Boskiej. Maria była  z domu Lewi, a Lewi to ród kapłanów). Zachariasz i Elżbieta byli już w podeszłym wieku, kiedy urodził się ich syn, Jezus urodzi się kilka lat po nim.


Posągi  na dole  to wg jednych święci Jan,  Józef, Jakub i Anna, wg innych to  Ewangeliści. U każdego z trzech  świętych widzę brodę (zarost). Niżej kolejno:  obaj święci od str. Długiej (z lewej i z prawej), figura  od skweru (brakuje prawej dłoni i kija w niej), figurka od Ośr. Zdrowia:
                  

Podobna Kolumna na Rynku w Raciborzu ufundowana przez  M.E. hrabinę z domu Gaschin; zrobiona przez samego Johannesa Melchiora Oesterricha; 3 aniołki/putta identyczne z naszym jedynakiem.


Marynarz

Kolejny nasz marynarz

Relikwie w Koźlu

W niedalekim Koźlu, w malutkim kościele przy rynku (nie w Kędz.!) relikwie dwojga świętych, Jadwigi Śląskiej i Zygmunta, obraz równie stary jak częstochowski i takiego samego rodzaju. Udało mi się zrobić kilka zdjęć i nie wszystkie zmarnowałam.

  

              

Rowery

Nie tylko tapicerowanie, ale i rowery (używane), naprawa rowerów; Niepodległości/Armii Czerw. Skorzystałam z błyskawicznej niedrogiej   naprawy, na 2 rowerach się przewiozłam, ten zielony oldskulowy naprawdę zdumiewa. Może i go kupię.

      


Róże, Malwy 

Wiosna, lato i jesień 2013. Pachnące róże na Głub. blisko rzeki (2 zdj.) i Wieżowej, przy Remizie; drobnokwiatowe w N. Cerekwi (2 zdj.), w Niekazanicach (jest ich tam cała kolekcja) i  Nasiedlu koło źródełka.

              

                 

Zapach niewyczuwalny, róże atrakcyjne w Dzierżysławiu, na Głub. koło fitnesu (2 zdj.), w Dzbańcach Os., Rogożanach, Ściborzycach W., Branicach i Głubczycach.

                    

              

Czarne i czerwone malwy w Rozumicach; lilie czarne przed Łamańcem, żółte w Ogrodzie Jord. (nowa nazwa dla mnie zbyt długa i zbyt napuszona), leszczyna w Lubotyniu. 

 

Torty

Niepowtarzalne smaczne i atrakcyjne torty, tu telefon i zdjęcie niektórych:

Jadłam firmowy wyrób,  b. smaczny, soczysty i leciutki; o ile dobrze pamiętam ciemne -kakaowe- ciasto przełożono  śmietankowym kremem lub bitą śmietaną.

Uciechowice, Szkoła

Podobnie jak w Krowiarkach, także i tu traktują petenkę bardzo przyjaźnie. Nasz malutki  przyrost naturalny nie do ukrycia.

                            

***

Ranking najbogatszych i najbiedniejszych gmin polskich (we Wprost), gmin ponad 2 tysiące; Opole na 163 miejscu, Baborów 405, Racibórz 455, Głubczyce 491, Branice 779 i Kietrz 976.


Czosnek niedź. na targu za 5zł, także na targu sadzonki bazylii i włoskiego maggi po 4zł (bez zdjęć), a zielarska pierwsza pomoc w moich blogowych linkach; przed Arkadami, na Głow. i przy miedzy ponad RGG.

                         

00:02, open123
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 marca 2014

ZA MAŁY DRUK- PROSZĘ POWIĘKSZYĆ CZCIONKĘ W SWOIM KOMPUTERZE.

PRZEPRASZAM ZA NIEDOGODNOŚĆ

Z 'i' nie jest już miło

Od jakiegoś czasu blox.pl jest b. krnąbrny, m.i. pożera tytuły wpisów i wymaga drobnej czcionki.

Budynek szkolny Kościuszki & Norwida

Ryzalitowa klatka schodowa itp mądre i ciekawe rzeczy o budynku przeczytacie w pewnym dok., szukajciecie w Google  'nieznany modernizm, architektura górnego śląska, kietrz'. Niestety,  na zdj. już te brzydkie drzwi. Moją uwagę w Kietrzu zwracają i inne budowle,  m.i. niezwyczajny  Dom Kultury).

Kto chodził do tej szkoły pamięta drzwi wejściowe i boczne murki przy schodach, jedno i drugie odeszło w niebyt, przesolidne stoły w gabinetach  doświadczalnych poszły na rozwałkę. Zostały jednak  obie studzienki

(Pamiętam praczasy, gdy dyżurni przychodzili tu moczyć gąbkę, nabrać wody dla zielonych parapetówek i były tu nieodzowne kałuże). Jest sklepikowy lokal z kratą, a boczna klatka schodowa wreszcie ogólnie dostępna (Jakim cudem kolejne inspekcje pożarowe pozwalały na ich niedostępność?)

W l. 1970 posadzono przed szkoła sporo wiecznie zielonych drzew, niewiele zostało.

Nie jest już smutnie szaro; mnie brak i murków przy schodach, i 'tych' drzwi, a w święta państwowe bardzo mi tu, przy głównym, wejściu brakuje  flagi. Nie pojmuję też, dlaczego znikły nie wiadomo kiedy liczne licealne tablo.

Wiem, wiem, muszę mieć jakieś odchylenie. Dlaczego to, co sto razy ciekawsze dostał (znowu) chłopak? Nic dziwnego, że dziewczyna smutna.

                                           

Ten trójkątny występ mnie przypomina  szpary w oknach i wieloletnie dygotanie z zimna. Wymianę okien zaczęto od auli, pozwalając na kolejne lata marznięcia w klasach. Utrapienie to także hałas, konieczny z budowanego równoległe z lekcjami łącznika i ten kosiarkowy, wuefowy (b. głośna 'muzyka' podczas wuefów).

Kiedyś sklepik Hades; w l. 1990 sprzedawano tu także słodkie bułki, pączki z cukierni Gałeckich. Ekipa sklepikowa działała pod patronatem A. Koziny, potem E. Szwasta (a przedtem?), liczyła 3-4 osoby. Na pocz. lat  1990 ekipa była żeńska- dwie Ele, L. i W., plus Ada T.

Lata 1986-90, SzP na Głowackiego ma Spółdzielnię Uczniowską i Koło Sprawnych Rąk z godnymi podziwu wyrobami. Piszą o nich w NTO, nadają nagrody (Towar  Koła/Spółdzielni  prezentowany przy okazji odbioru nagrody w Opolu wykupiono na pniu). Stosowne zdjęcia pożarł mój poprzedni komputer.

Suche, okaleczone studzienki


Frydrych,Jan

Ochotniczy strażak

Piątkowski, Jan (1900-77)


1921, Jan z kolegami


1906, ma 6 lat, umiera ojciec, a matka oddaje go do Domu Sierót we Lwowie. Kończy sz. podst. w 1914, gdy wybucha I Wojna Światowa (wojna skończy się w 1918). 1915, zaczyna gimnazjum i praktykę u Zimensa&Halskiego, instaluje  kable el. 1918, kończy się praktyka i kończy się wojna, Polska odzyskuje niepodległość. Na karku Wojna Bolszewicka. 1919- powstanie przeciwko Ukraińcom, Jan walczy w obronie Lwowa. Ranny, spędza rok na leczeniu we Lwowie i w Krakowie, traci 85% wzroku; potem i resztę. Tak wtedy go widziała malarka, której parafka załączona jeszcze niżej:

Kolejne dwa lata spędza na szkoleniu inwalidzkim (we Lwowie)- maszynopisanie, wyplatanie koszy, masaż. !922, jeszcze rok szkolenia w Warszawie- kurs jak uczyć maszynopisania metodą ślepą (maszynopisania będzie Jan uczył w Koźlu). 1923, wraca do Lwowa,  pracuje na różnych posadach. Zakłada Związki Inwalidów Woj. w Dolinie, Stanisławowie i Bolechowie. W Bolechowie, później Sołotwinie prowadzi własną hurtownię dywanów (prócz ambicji, mądrości życiowej, ma też smykałkę do biznesu i łatwość nawiązywania kontaktów, to ostatnie jest skarbem w narodowościowym tyglu Kresów). Żeni się i zamieszkuje w Nadwórnej, ma 2 synów. Jesienią 1939 w Wiedniu ma przejść operację, we wrześniu wybucha wojna. 1940- wkracza ZSRR, zabiera hurtownię. 

Hurtownię, którą Jan mógł otworzyć ponieważ był inwalidą wojennym i miał ten dokument:


1945, zamieszkuje w Koźlu, otwiera tu sklep/komis, który prowadzi wraz z żoną. 1946, przyznano mu  rentę inwalidzką z dodatkiem na psa przewodnika.


Działa w Izbie Kupieckiej, zakłada Zw. Inw. Woj.  w Opolu, Koźlu (w obu prezesuje), także  Strzelcach Op. i Krapkowicach;, jest radnym. 

Koźle, Jan w jasnym płaszczu wśród inwalidów woj. (1 Maja) i z dziećmi ('choinka' w Izbie Kupieckiej).

Włosińscy, Regina i Tadeusz

Tadeusz ma 1o lat, gdy okupanci każą mu pracować w pewnym gosp. rolnym w jego rodzinnej wiosce Lekarzewice ('gdzie Kujawy Białe, gdzie Potęgowa, Witek i ja'). W naszej Fabryce pracuje od 1950. Od 1968 jest instruktorem zawodu. Szkołę podst. robi wieczorowo, potem zdobywa dyplomy czeladnika, tkacza, a w 1971 kończy kurs pedagogiczny. Przez prawie 20lat kilka razy w roku przychodził do szkoły w związku  z Zas. Sz. Wł. (koniec semestru, ocena z praktyki, ukończenie szkoły itp). Słuchanie jego wypowiedzi było i pouczające, i przyejemne.


Żłobek

Budynek postawiono dla przedwojennego dyrektora fabryki (Gł. księgowy mieszkał w domu Matejów/Bajorków.) Tu podczas ostatniego remontu znaleziono przy roletach inf, że zrobiono je w Lądku Z. ( Z Lądka pochodzi ciekawy nagrobek pewnego naszego VIPa;  w Lądku mieszkają nasi ludzie prowadząc kawiarnię. W Lądku zaliczyłam jako wych. pierwsze kolonie letnie, tam odkryłam moc bajek w hipnotyzowaniu wychowanków (Mieli lat 8-12), błagalne: Będzie nam Pani czytała? Opowie nam Pani bajkę?)

W ciągu półwiecza sporo personelu się przewinęło przez żłobek; m.i.  kucharka Elżbieta Mateja, intendentka Zofia Pyrek, opiekunki Izabela Śliwicka i Urszula Szydło, w potrzebie krawcowa Kubiena, szefowa żłobka Maria (znana jako Teresa) Dados.

W chwili, gdy wojna się kończyła E. Mateja została wdową z czwórka dzieci; próbowała zamienić dom na mieszkanie, nie udało się. Pochodziła z wioski pod Koźlem.


Kazimierz Pyrek, kierowca Weluru.

***

Róg Długiej i Niepodległości już bez niepowtarzalnego okna, p. 4. Retro (2).

Na Troi w Kietrzu w strefie stanów niskich. Przedszkolny? kot idzie na ryby.

              

W Jordanie oprysk

              

Długa przy rzece

Koleje podobno chcą poprawić swój wizerunek, przyciągnąć pasażerów. Dziwnie to robią. W Raciborzu szkaradne i bezsensowne rozkłady jazdy. Umieszczone wysoko, literki maciupkie, nawet słowa 'Odjazdy', 'Przyjazdy' trudno tam zauważyć.

W Koźlu mają księgarnię, mają nowości. W tej mowa o grzechu nieodmieniania nazwisk (głównie z ambony, ale i na dyplomach szkolnych!)

Za parę dni ostatni wpis, blog się dokona.



21:11, open123
Link Komentarze (2) »
niedziela, 23 marca 2014

Kietrzanin X  zbliża się do bryły idealnej (i ja też). Kolano wymienią ma za 4 lata, teraz może tylko siedzieć, leżeć, pływać. Jak długo  można pływać w basenie? Nudziarstwo przecie. X kucharzuje, ma do tego smykałkę; potrafi zrobić ślimaki z czosnkowym masłem, a to niełatwe. Ślimak trudny klient. X jada winniczki raz na 5 lat, nie przepada. 

20 lat temu całe stada winniczków w niegorące dni wylegiwały się na niewysokim czerwonym murku na rogu w WojPol. Potem zaczął się spadek 'pogłowia' zajęcy, żab i ślimaków. W międzyczasie u Motyków na Głow. wiosną skupowano winniczki, wymiarowe.

*Sorry, przed świtem alfabet trochę się pomieszał, a tu nie ma 'kopiuj/wklej'.  Potraktujcie to jako kolejny znak charakterystyczny blogu. :(

Cieślak, Andrzej

Pamiętany jako prowadzący kółko modelarzy w Klubie. Także jako opiekun plastyków amatorów (ta inf od I. Śliwickego, jednego z plastyków).


Hantke

Choć niewiele jest na cmentarzu grobów przedwojennych, powtarzają się okazałe groby różnych Hantke. Ci Hantke to rolnicy. Gdy szermuje się słowami 'wiocha', 'wieśniak' jako obraźliwymi, ten niewinny  znak staje się jeszcze piękniejszy. 'Bauer' też kiedyś używano  obraźliwie, ale było to podszyte zazdrością.


Hodowla kotów w Welurze

Takiego terminu użyła X. Pracowała w Zakładzie na Traugutta, tam wraz z kłębem wełny nieraz wrzucało się do do maszyny kota, skutki nieciekawe; także w tych kłębach nowe pokolenia kotów na świat przychodziły. Czasem wisusy wpadły/wlazły do farby.  Fabrycznych kotów było dużo, myszy też; koty dostawały 'służbowe' mleko. X mówi, że wełna z ZSRR często była obrzydliwa (nieczysta?). Mówi też o  różnorodnych dermatologicznych kłopotach pracowników.

J.M.

Mieszka na Górskiej. Chciał pójść do szkoły wojskowej, nie udało się. Pracował na wysokościach, kręgosłup się zbuntował. Wiele wie o Kietrzu.


Maziarz, Wincenty

Do 1939 cieśla, potem zmobilizowany do XIV Pułku Ułanów we Lwowie walczy na froncie poznańskim, pod Kutnem i w obronie Warszawy. Wzięty do niewoli, w obozie jenieckim w Łambinowicach (1940), potem w obozie pracy przymusowej w Kietrzu. Tu pracuje u bauera. Po wojnie zostaje w Kietrzu i organizuje życie miasta. W Fabryce pracuje od 1945 do 1973 (ma wtedy 70 lat).



Milicjanci

'Za moich czasów' przy różnych okazjach w Liceum i Zawodówce pojawiali się na apelach milicjanci, n.p. Motyka, Wintoniak, Wolaniuk, Zaszatka. Posterunek był wtedy przy UMiGu. W połowie lat 1970 wymagano od milicjantów ukończenia szkoły średniej, matury (Także w Welurze i gdzie indziej powiał ten wiatr. Do 1981 nasze  Liceum Wieczorowe skończyło 111 osób). Walter Kuziora był wstrząśnięty i poruszony, gdy jeden z milicjantów mając nóż na gardle poprosił go o krótką notatkę,  licealny materiał fizyki na jednej karteczce.

*Berechulka

Bliski mi przez miejsce urodzenia, Złoczów. To okolice moich przodków po kądzieli. Mieszkał na Niepodległości, obok dawnego komisariatu. Po wojnie zalicza wojsko i wstępuje do MO. W MO Kietrz od 1953. Był tu Komendantem Posterunku, był też radnym miejskim.


*Wolaniukowie, Maria i Józef

J. Wolaniuk urodził się w Brodach (Kresy); niewysoki, szczuplutki. W czasie wojny na robotach przymusowych, po wojnie w kopalni węglą Bobrek k. Bytomia. Od 1946 w MO- Katowice, Strzelce Op., Głubczyce. Był komendantem posterunków w Pilszczu i Baborowie. Od 1956 w Kietrzu. Uprzedzająco grzeczny; pamiętam go jako szarmanckiego dla dam- mimo wzbraniania się kobiet, zawsze składał ucałowania dłoni. Nie lenił się także, gdy przyszła pora wygłoszenia  słów, czy to jako milicjant odwiedzający szkołę, czy jako Komitet Rodzicielski. Żona pracowała bodajże w spożywczym koło piekarni na Długiej. Oboje ludzie z sercem.


Lecznictwo (niekompletne, jak wszytko tutaj)

W Ambulatorium Weluru były przeróżne gabinety zabiegowe (analizy robiła renomowana pielęgniarka z Dzierżysławia, Lodzia, chyba Muszyńska) i stacja krwiodawstwa; dentystka Danuta Mokry (jej mąż Bolesław to internista); ginekolog Piłat, potem A. Kisiel; internista?; dermatolog Wiktoria Kralewska. Kazimiera Kralewska mówiła mi, że córka pisze pracę doktorska na temat związku pracy w Welurze z dermatologicznymi kłopotami pracowników.

Kiedy Welur dogorywał, w Ambulatorium pojawiły się lekarki z Raciborza przyjmujące prywatnie. Ja dobrym skutkiem korzystałam z pomocy okulistki Jolanty Nowak (Nosiłam już od 30 lat okulary, kiedy ona odkryła wrodzony astygmatyzm. Przedziwne to było, dwa ruchy kompetentnej okulistki i znika  brudna pofalowana szyba zasłaniająca dotąd świat. J. Nowak ma u mnie jeszcze kilka innych zasług.). Także obecność młodych lekarek pediatrów bardzo mi się przydała.

Likwidacja szpitala -mimo społecznej niezgody Kietrzan- i pojawienie się ZOLu to dość świeże sprawy, więc odpuszczam. Tuż po wojnie, gdy Helena Plura Brom (W.S. mówi, że z pięknymi włosami i zawsze z makijażem.) organizowała tu lecznictwo, Ośrodek Zdrowia mieścił się na Głubczyckiej, w głębi podwórza przy dzisiejszym USC. Ja pamiętam Ośrodek na Armii Czerwonej, czasem kosmicznie zatłoczony (1972-4).


Dentystą na A. Cz. był J. Olbert (leczył w K. od 1956). Jego syn Romek - wielbiciel samochodów sportowych- zechciał mi pożyczyć b. łakomy wtedy kąsek, 'Ulissesa' J. Joyce'a (niełatwe to  w czytaniu), zaś córkę Jolę pamiętam m.i. z powodu pięknego, ciepłego ponczo w kratę? w pasy? identyczne ponczo miała jej koleżanka Beata Murlowska. Zwłaszcza Jolę zaczepiano na ulicy pytając, czy rodzice nie mają pieniędzy na normalny płaszcz. Internistą na A.Cz. był Jan Plonz; dobrze się zapisał w pamięci i on, i jego żona Małgorzata, bodajże pielęgniarka z wykształcenia. Mówiono, że za prywatne wizyty nie bierze pieniędzy od nauczycieli (przez lata finansowo prawdziwych  pariasów), ani za wizyty u chorych dzieci. Słyszę też o jego wspieraniu Kietrzan już z RFN, potem z Niemiec. Doktor Plonz był lekarzem zakładowym Weluru. Poniżej Dentysta i Internista. Olbertowie wyjechal (Felicja z d. Kretek, z Kretków od zajazdu Kretków), przybyła Krystyna Nizińska.


Dzięki M. Krawczyk Nowotnej przedstawiam zdjęcie służby zdrowia sprzed lat. Pierwszomajowe święto, idą w obowiązkowym dla uczniów i pracowników pochodzie. Pielęgniarka Katarzyna Nowotna na biało, środkowa w górnym rzędzie.


Kiedy Plonzowie wyjechali do RFN nastała Krystyna Sołtys (Jej mąż, Łukasz uczył w Liceum muzyki. Ze względu na wzgląd szybko przeszedł do Szkoły Muzycznej w Raciborzu). Nieciekawie się zrobiło i przyjazna lekarka wraz z rodziną  opuściła Kietrz (ok. 1990). Pamiętam jak za darmochę dostałam od niej dla X ówczesną nowość, Augmentin; pomógł. Na krótko pojawiła się para młodych lekarzy, Byczyńskich? Wcześniej, w l. 1970 otwarto obecny Ośrodek Zdrowia. Budowano go m.i. z dobrowolnoprzymusowych składek ludności. Około 1980 pojawili się pediatra i chirurg, Irena i Janusz Podobowie.


Urolog A. Owczarek pracował w Kietrzu w l. 1990. D.B. jest mu wdzięczna za wyleczenie córki. Pytany przez pacjentkę, czy leczenie zadziała, odrzekl:  'To jest jak z rybami. Bierze albo nie bierze.' Przy innej okazji rzuca: 'Jak to mówią, z księdzem grzech, z lekarzem zdrowo'.


Lekarz z Hnevosic odbył pielgrzymkę do Compostelli. Oczywiście pieszo, szlakiem św. Jakuba oznaczonym jego muszlami i z całym swoim bagażem na plecach. My do południowego szlaku św. Jakuba możemy dołączyć w okolicach Nysy. Compostella leży na najdalszym zachodnim krańcu Europy, nad  Atlantykiem.

Lekcje języka, prywatne

50-60 lat temu chodzono na francuski do ... Nowak  na Mick., angielski i niemiecki do Elżbiety Nozon/Nocoń na Reja, angielski do Siostry Katarzyny na Racib., (a 20 lat temu na hiszpański do księdza tamże). Piętnaście lat temu chodziło się także na rosyjski, w okolicy i w Kietrzu, tu np do ... Oliwy na Głub. Słynny łacinnik Dominik Amborski (wieloletni dyrektor Sz.P. 1, Liceum, Zawodówki i kierownik internatu), o ile wiem, prywatnych lekcji nie udzielał. Horrendum, horrendum.


Rutkowski, Stefan

Urodził się na Kresach. Od 1945 w Suchej Psinie, od 1958 w Kietrzu. Pracował kolejno w Rejonie Dróg Publicznych, Prezydium Pow. Rady Nar., Miejskiej Spółdz. Zaopatrzenia i Zbytu, PKSie Racibórz. Od 1973 prowadził prywatny zakład mechaniki pojazdowej na Głubcz., w podwórzu przy USC.


Sorokowski, Leon

Jako dziecko był świadkiem rzezi rodziny. Banda UPowców wpadła nocą do rodzinnego domu Leona, mały przeżył masakrę, ponieważ jedna  z krewnych zarzuciła go pierzyną. Absolwent naszego Liceum. Mieszkał w Łamańcu. Był m.i. menadżerem Banku Kredytowego? Rolnego? w Głubczycach i dyrektorem Unii tamże. S., jego podwładna, pamięta go jako przyjaznego pracownikom, dobrego i zapobiegliwego dyrektora (Włókiennictwo już w całej Polsce upadało). Także jako nie wynoszącego się, kulturalnego człowieka, który kłania się kobietom, ustępuje miejsca w autobusie (Zarówno S. jak  i L. S. dojeżdżali PKSem), dosiada się, żeby porozmawiać, żartuje. G. jest mu wdzięczna za organizowanie letnich obozów, na które jeździli jej synowie.


Szewczykowie, Rozalia i Tadeusz

Mieszkali na Żeromskiego. Rozalia, jak nieliczne wtedy panie, paliła papierosy. Wiele razy słyszałam jakie to pyszne ciasta ona i ... Glocowa piekły na licealne zabawy klasowe. Parę razy i ja jadłam takie  ciasto Rozalii  (pamiętam to dekorowane zapiekaną pianą z białek). Tadeusz był -wbrew nazwisku- stolarzem. I skrzypkiem. Współorganizator  zakładowej orkiestry Weluru i jej kapelmistrz/pierwsze skrzypce, Zdzisław- jego syn jedynak, nauczyciel Liceum grał w niej na saksofonie. Chociaż nie mam talentu muzycznego i ja dostrzegłam piekne brzmienie skrzypiec Tadeusza (wielkie podziękowania za nie Zdzisławowi); instrument ma prezencję, chciałoby się poznać jego historię.


Sznajdrowski, Paweł

Również stolarz (i również wbrew nazwisku);  warsztat i dom na Głubczyckiej koło Lotka. Do dziś mam parę 'drutów' do robótek, które dla mnie wytoczył; w PRLu metalowe druty do robótek były bardzo cieniutkie, te mają grubość 10mm- grzeszna ekstrawagancja w owych czasach. Podziwiałam i inne jego wyroby- b. ładne saloonowe drzwiczki  (Znacie z westernów?) i obudowę przenośnej maszyny do szycia. Udzielał się m.i. w Radzie Parafialnej i Komitecie Rodzicielskim. W latach 1980 dostał pechowej niekończącej się czkawki, trafił do szpitala. Podobnie jak P. Liczkowski nękany przez UB.


***


Poprawiają Promenadę dla Lunatyków?

                      

Veni, vidi, vici. Kluski zostały zjedzone.

                            

Na Promenadzie

Kiedyś wielki łan, dziś tylko jeden skromny okaz barwinka. W pobliżu przewrócony kosz, śmieci wokół niego i przy ławce. Buuuu! Wygrzebana i złożona cegła pochodzi z leżącego słupa, jednego z dwu. Płyta '120' zapewne oznaczała jeden z żołnierskich grobów ekshumowanych po wojnie.

Na niebiesko- cebulica dwulistna na cmentarzu niebieski śmieć na wysokościach i niebieskie dżinsy.


03:01, open123
Link Komentarze (4) »
piątek, 21 marca 2014

Rozbawię was? Popysznię się w stylu z czasów Gierka, kiedy media ciągle piały o kolejnych sukcesach Polski, 10tej potęgi świata. *Siostra franciszkanka mówi, że czyta ten Blog:) *X oskarża mnie, że zaraziłam go aktywnym kietrzowaniem (zwłaszcza przedwojennym?) :) *Latem wniebowziął mnie telefon z Rzeszowa od Nieznanego (wtedy) Niekietrzanina, z pochwałą :)

Wiem, wiem. Pycha poprzedza upadek.

Aktorzy

*Cwen, Aleksandra /Ola Cwenówna

Nie z Kietrza, z Głubczyc. Aktorka teatralna; ostatnia żona Adama Hanuszkiewicza

*Skawina, Jolanta

Kietrzanka z Glowackiego, absolwentka Liceum. Od lat w Gnieźnie, gdzie od 1985 gra w teatrze. Jej foty dostępne w Google/Grafka i w Google/Facebook. M.i. Jokasta w 'Królu Edypie' Sofoklesa, Marysia w 'Weselu' S. Wyspiańskiego', Telimena w 'Panu Tadeuszu' (wg A. Mickiewicza), Sprzedawczyni II w 'Gelsomino ...' G. Rodari. W 2010 odznaczona Medalem Tysiąclecia Zjazdu Gnieźnieńskiego

*Przyłęcki, Mateusz

Aktor teatralny i filmowy, ostatnio scenarzysta i reżyser teatralny. Jesienią oglądaliśmy w Raciborzu spektakl przez niego przygotowany. Foty: jak wyżej, także w tym blogu. M.i. Edek w 'Tangu' S. Mrożka, Paweł w 'UFO', niemiecki operator w getcie w filmie 'Karol- człowiek, który został papieżem';  scenariusze i reżyseria m.i. : 'Życie/instrukcja obsługi', 'Lajonia' (wg tekstów L. Kołakowskiego).

*Nie aktorka. Helena Jędrysek prowadziła w Kozłówkach zespół teatralny. Kiedy po wojnie odbudowano zburzoną boczną ścianę Klubu na WojPol i przywrócono budynek do użytku (sala widowiskowa i scena już nie tak wypasione jak przed wojną, np bez dębowego parkietu,  lóż i sceny obrotowej; także kanał orkiestry z czasem zabudowano) dorośli i młodzież m.i. wystawiali tu sztuki, śpiewali i tańczyli dla publiczności (a pracowało się wtedy 6 dni w tygodniu). O dzieciach nie wspominam. Kto przyjeżdżał do Klubu wiemy z Księgi Pamiątkowej (pokazywałam ją już).

Bank Spółdzielczy (na podst. inf od kierujących Bankiem i książek od nich otrzymanych)

W 1950 powstaje w Kietrzu Gminna Kasa Spółdzielcza, w 1954 Kasa staje się SOPem z siedzibą w Baborowie, od 1959  samodzielny SOP działa w Kietrzu. W owym czasie z naszą bankowścią związany był Józef Bujniewicz z Kozłówek , absolwent Liceum. Jakie stanowisko pełnił?

1970: Prezesem SOP w Kietrzu jest Henryk Jeziora, klientów/kont  ok. 1000, w kasie banku pracuje ... Żużewicz (jej córka chodzi wtedy  do Liceum).

Od 1999 nasz bank jest oddziałem Banku Spółdzielczego w Raciborzu. Mam tu konto od lat 1990 (w porywach dwa konta) i razem z bankiem przechodzę kolejne szczeble- czeki, karta bankomatowa; już od 1972 obserwuję rozszerzanie usług, modernizacje banku i samego budynku (wtedy z nakazu byłam opiekunką SKO.)

2012: Odziałem kieruje Marian Stania, klientów/kont jest ok. 3000.

Cyrylik

Z. Skoczylas podaje (p. 'Utopki c.d.'), że w Kietrzu tu,  gdzie 'rozchodzą się drogi do Branic i do Głubczyc stał nieduży krzyż z piaskowca'. Był podobny do krzyża pokutnego, często również  nazywanego cyrylikiem. Cyryliki nawiązywały do św. Cyryla i św. Metodego (wg legendy szerząc chrześcijaństwo stawiali po drodze takie krzyże) i były znakiem dla wędrujących kupców, że na danej drodze są bezpieczni od rozbójników, że strzeże ich miejscowy książę (nic za darmo- płacili myto). Pobliski Włodzienin osławiony był z powodu swoich rycerzy rozbójników. W Raciborzu na Starej Wsi stoi zabytkowa budka mytnika; najbliższe krzyże pokutne mamy w Nasiedlu, Dzielowie, Baborowie; ten w Nasiedlu:


Dom Uciech

(Przez wzgląd na ewent. nieletnich odwiedzających blog podwójnie liczę się ze słowami.) Przedwojenny b-l gdzieś w Kietrzu był, może chodzi jedynie o pewien hotel z szerokim wachlarzem usług (przy Rynku). Niewinne dziewczę,  Y zajmowała  jakiś czas dzieckiem prowadzącej hotel. Dziwiła się, że panie z hotelu nie suszą swojej bielizny dyskretniej. Sporo czasu minęło, zanim zrozumiała o co chodziło.

GS 'SCh', czyliGminna Spółdzielnia 'Samopomoc Chłopska' (liczby pracowników, spółdzielców i kilka faktów podano mi w GeeSie)

Działa od 1947, Przewodniczącym był wtedy F. Rykała; pierwsi organizatorzy GSu to (afabetycznie)  A. Bondarewicz, E. Gęgotek, P. Jagiełło, K. Orian. Przez lata GS był potęgą w Kietrzu i w gminie (mimo niezbyt licznych w mieście sklepów). Z lat 1970 pamiętam spożywcze sklepy na Głub. (1), dziś tu Poligrafia (1);  na WojPol, dziś Roman (1); na Raciborskiej (1?2? ); na Długiej (1? 2?). Na terenie Weluru był kiosk spożywczy.

Lata 1978-83, podobne krzesło, pomarańczowe, zobaczyłam w sklepie spoz.na Długiej (dziś komputery). Wpadło mi w oko, jednak GS sprowadził tylko dla siebie. Żeby było gorzej, drugie takie -też pomarańczowe- dręczyło mnie w Pawilonie na górze.


Najlepsze lata GSu to 1973-90. Prowadzono w wioskach, jak w całej Polsce,  Kluby Rolnika (tzw Klubokawiarnie).Zarządzać firmą nie było łatwo, miażdżąca większość pracowników to rodzące i wychowujące kobiety (także opiekunki chorych dzieci).

1983: nasz GS ma 333 pracowników i 1 482 spółdzielców, prezesem J. Wysłobocki;  Praktyczna Pani (w podwórzu za Ludową) w niej zakład  krawiecki, repasacja pończoch i wypożyczalnia naczyń.

2011: 19 pracowników i i 17 spółdzielców

(O Pawilonie osobno)

Pracownicy sklepów, punktów usług., Bajki i obu restauracji zasługują na przypomnienie, jednak tu go nie będzie. Poniżej niektórzy prezesi i niektóre inne osoby związane z GSem.

*Biedrzycki,Benedykt

Prezes. E. Żydek ciepło wspomina Prezesa Bierzyckiego, także pewien wieczór sylwestrowy spędzony z Biedrzyckimi (Pracowała wtedy w Bajce. Ja Emilię  pamiętam z l.1970, w pasmanterii na rogu Głub; dziś to sklep spoż).

*Bondarewicz, Emilia i Anatol

A. Bondarewicz w Kietrzu od 1945, w GSie od jego początków. Organizował spółdzielczość także w Chruścielowie, N. Cerekwi, Kozłówkach. Prezes w l. 1953-72. Pochłonięty pracą w GS i innymi obowiązkami. Szczupły i długonogi, zawsze prosty jak struna, cichy.

                           

Emilia jak inne kobiety gotowała, piekła i zmywała (gazu, lodówek, Ludwika długo nie było), sprzątała (bez odkurzacza, środków czyszczących). Prała (Frania nastała dopiero w l. 1960, nawet z Franią nie było lekko- wodę trzeba było do niej wlewać, płukać wielokrotnie poza pralką, wyżymać kilka razy) i prasowała. Uprawiała ogródek przed domem (tu jej pamiętne krokusy) i warzywa. Zajmowała się inwentarzem- krową, świnią, kurami, czyli karmienie, czyszczenie, dojenie, robienia sera i masła etc. W dodatku szyła, obszywała rodzinę i dom. Szyć lubiła i potrafiła. Jej syn E. wspomina spodnie i bluzę jakie mu zręcznie uszyła z teksasu (prawie dżins). Kto jest dość stary zrozumie jego dumę; oczywiście w szkole kilkukrotnie zwrócono mu uwagę, że jest nieodpowiednio ubrany. (Miał też E. konfliktowe dla niektórych włosy, za długie. Pożądana była fryzura 'na rekruta'.) 

Kiedy pytano kobiety takie jak Emilia lub ich dzieci w szkole o zajęcie/zawód danej kobiety, mówiło się 'nie pracuje', 'nie pracująca'.

*Gęgotek, Edward i Stanisława 

Edward po okresie pracy w  GSie pracował w powszechnym  dziś stylu- na wyjeździe. Stanisławę pamiętam spacerującą z kolejnymi w rodzinie maluchami.

*Kralewska, Kazimiera

Najbliższa -przez ścianę sąsiadka, jaka szkoda, że nie wiedziałam, co ona wie! Mieszkała przy Jordanie w żółtym budynku (tam nieszczęsna drabina, z którą kilka osób Kazimierę kojarzy)  do wybudowania naszego bloku. Nie dała sobie w kaszę dmuchać, to pewne;  gdy kiedyś zaszła do mnie, uniosła wymownie narzutę tapczana/łóżka, jakby sprawdzała, czy jest pościel i, czy  czysta. Gdy u niej siedziałam przy karcianym stoliku sprawdzała co robią moje ręce- podejrzewała, że bawię się frędzlami narzuty, a było to zabronione). Od niej po raz pierwszy usłyszałam o Jaruzelskich w Kietrzu.


Urodziła się w 1914 k. Gdańska, wspominała, że mieli jakąś 'resztówkę' (nie np 300 hektarów, tylko mały kawałek dawnej połaci); pochowana w Raciborzu. W Kietrzu od czerwca 1945, skierowana tu przez Urząd Osiedleńczy w Krakowie. Pierwsza praca w Urzędzie Miejskim, organizuje USC, prowadzi Referat Opieki Społ., organizuje Urząd Zatrudnienia, potem Referat Księgowości. Zrobiła na terenie gminy ewidencję mogił żołnierzy radzieckich przed ich ekshumacja w l. 1949-59. Jakiś czas zastępuje gł. księgowego w GSie. Od 1960 w Administracji Służby Zdrowia. Bezpartyjna (niełatwe to było), należała do Ligi Kobiet. Zręczna w tzw robótkach kobiecych- szydełko, druty, szydełko smyrneńskie, szycie. Pamiętam zielony kostium, który z włoczki zrobiła dla córki, granatową sukienkę z wełnianej żorżety, jaką dla siebie szyła.

*Makarski, Edward

W GSie od 1957. Był tu głównym księgowym i prezesem (to drugie w l. 1970). Absolwent Liceum. Z kolegami w Jamie grał w piłkę, szmacianką! Na bramce stał Jan Osuchowski, brat Stelli i Prezydent Raciborza. Inny Kolega, Bronisław Dziedziński został pilotem wojskowym (pierwotnie miał być księdzem), latał na długich zagranicznych trasach. Sam Edward w wojsku zajmował się naziemną obsługą lotnictwa- radiopelengator, radiostacja.                         

W 1958-9 Edward kupił sobie Jawę, czeski motocykl dostępny tylko za talon (sama gotówka nie wystarczyła), cena 22 tysiące zł. Był jeszcze jeden szczęśliwiec, posiadacz Jawy- B. Dobuch. 

*Markiewiczowie, Maria i Tadeusz

Tadeusz, członek SD (partia głównie rzemieślników), w Kietrzu od 1950. Najpierw pracował w PKP, potem wraz z żoną prowadził sklep prywatny (na Głub., tam, gdzie przed wojną piekarnia C. Philippa, a po sklepie Markiewóczów sklep Gładkowskich, dziś Komputery). Jeszcze później pracował w GSie. Od 1966 prowadził zakład szklarski na Głub. naprzeciwko Banku SOP.

                                  

*Piotr Liczkowski

Nękany przez UB; w 1945 Miejski Urząd Bezpieczeństwa w Kietrzu  liczył ok 20 funkcjonariuszy). Dla GSu zajmował się objazdowym skupem żywca ((W Kietrzu punkt skupu żywca mieścił się tam , gdzie kiedyś sklep meblowy, a dziś Miraż i tyły Biedronki. Tam także był po wojnie zakład produkujący wino, zwany winiarnią.)

*Sawka, Józefa i Edward

Edward urodził się we Lwowie. Od 1951 był sprzedawcą w Baborowie. Od 1958 pracuje w GSie w Kietrzu, najpierw jako referent zaopatrzenia, magazynier owoców i warzyw, potem kierownik Wytwórni Wód Gazowanych ( budynek na skrzyż. Niepodległości i Długiej). Lubił zrobione w domu flaki, zupę grzybową (kapelusze całe!), orzechy włoskie.

Józefa nie znosiła konfrontacji, nieporozumień. Lubiła róże, maliny (tylko z ich dużego przydomowego ogrodu na Zielonej). Z malin robiła ucierane przetwory (bez gotowania!), soki. Piekła babki. Kochała dzieci. Była elegantką, lubiła swoje falujące włosy.

*Szwec, Jan

Od 1958 w GSie w Kietrzu. Pracownik zaopatrzenia, potem kierownik sklepu. Mówiło się i nadal często mówi 'u Szweca', 'pójść do Szweca'. W dobre dni jego perelowskie samoobsługowe Delikatesy (dziś Roman) -z piecem węglowym w kącie- oferowały sezamki, migdały, KAWIOR, kawę. W najlepszych latach sklepu była tu ekipa młodych dziewczyn, jedna z nich na foto poniżej, druga do dziś tu pracuje. Poprosiłam wtedy o kilka jajek, jedna z tych dziewczyn zapytała: "Na kaucję?"

Kościół mini, Wódka

W Wódce tuż przy głównej drodze przydomowy ogród z kościołem; podobna rzecz w Chróścielowie.

Pawilon i Pokaz mody

Pawilon otwarto w lipcu 1974, wkrótce rocznica. Nie zdołałam znaleźć osoby, która -jak ja- pamiętałaby pokaz mody na schodach Pawilonu. Było ciepło,  stroje modelek  letnie. Może 1976-8?


Powstanie Warszawskie i Czwarta Siostra

Siostra Brunona, Stefania Górecka i Krystyna Skawina spotkały się w Powstaniu Warszawskim. W zrujnowanej Warszawie niewielu udało się znaleźć szansę na życie. Siostra Brunona -skierowana do Kietrza- zachęciła obie dziewczyny, by pojechały z nią 'na Zachód'. i tak się stało. K. Skawina pracowała w Welurze, S. Górecka w sklepie na Głub. 


Jest i piąta zapamiętana Siostra, leczyła Kietrzan. Jej imię nieznane. Wdzięczna mama dziecka, które przytuliło twarz do gorących drzwiczek pieca (dziś ani śladu), nie zapomina Siostry. Kolejna (ta sama?) Siostra wspomniana będzie  w 'Lecznictwo'.

Utopki c.d.

Z. Skoczylas w 'Folklorze Kietrza' podaje, że na Śląsku i Morawach -gdzie wodom towarzyszył strach przed żyjącymi w nich Utopkami- dla ochrony przed paskudnikami stawiano posągi św. Jana Nepomucena.

Wietnam, Kryzys Kubański, Wermacht

W 1968 Z i paru innych poborowych  z Kietrza wpisano na listę wysyłanych do Wietnamu, NA WOJNĘ. Byli to przymusowi ochotnicy (pod przymusem  wyrazili zgodę). Z się bardzo ucieszył na wieść, że jednak NIE pojadą.

Również w latach 1960, ale dużo wcześniej, w czasie 'kryzysu kubańskiego' jeszcze poważniej niż dotąd świat liczył się z wybuchem III Wojny Światowej (my młodzież szkolna codziennie słyszeliśmy i czytali o kolejnej wojnie). Powołano do wojska Y, kietrzańskiego  kaprala rezerwy i jego rówieśników, m.i. W.Łogasza i  T.G. Zależnie od sytuacji wysyłano ich gdzieś na Górnym Śląsku z odziałem  poborowych. Byli w gotowości. W ramach odświeżania swej sprawności Y dozorował załadunek/wyładunek wagonów we Włodzisławiu, budowę kopalni w Jastrzębiu Z., jakieś prace w kopalni w Pszowie (tam jego podkomendnemu  zdarzył się wypadek śmiertelny).


Na rowerowych szlakach spotykam różnych ludzi. W Hnevosicach To usłyszałam: Chłopak uczący się na misjonarza przyjechał do rodziców w Hnevosicach, tu go złapało powołanie do Wermachtu. Jego brat również w Wermachcie, wzięty do niewoli trafił do Władywostoku (syberyjsie mrozy), gdzie zmarł w 1964.  Ich ojca wojsko ominęło, był zbyt stary, pracował w samoobronie (samoobrona nic nie poradziła, kiedy wiosna 1945 amerykański nalot podczas operacji Ostrawa zabił 9 osób, w tym dzieci; ich zbiorowy grób już pokazywałam).

***

Przy cmentarzu


Nieksięgarnię otworzą 7 kwietnia.


Na cmentarzu 20 marca wygrzewały się w słońcu, dla gołego oka czarne mrówkopodobne, dł. ok 7mm (tu okaz powiększony)

!8 marca, ok 18.00

Kot Pawilon ma ogon kietrzański.

Cała Polska na rowery

                                                        

01:39, open123
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 marca 2014

Cymbałerka, Kasia

Katarzyna i jej matka Róża podobno Żydówki z poch. Zastanawiałam się jak, gdzie przeżyły wojnę. Kilka osób Kasię pamięta, z faktami gorzej. Przezywano 'Żydówka', ona wołała: 'Zobacz moja dupę, czy żydowska.' Pięknie wyszywała i haftowała. W ostatnich latach życia spacerowała z 'zaczepnym' psem;  mieszkanie ciągle zmieniała; nie umiała gotować, wkrótce po śmierci matki ona też zmarła. Gdzie w Kietrzu pracowała? Wojenny czas spędziły K. i R. na Węgrzech (z Węgier Żydów także wywożono do obozów konc.).

Spóźniłam się, Tu pochowano K. i R., ani śladu po kobietach, po grobach.


Pamiętam- niewysoka tęgawa, włosy srebrzyste kręcone. Zagadnęła mnie grzecznie  na ulicy raz, drugi; był powód by mówić sobie dzień dobry. Słynęła Kasia z tzw niewyparzonego języka. Na pewnym pogrzebie mówi: 'Panie Boże, takich dobrych ludzi zabierasz. A X nadal po ziemi chodzi."

Dekarz


Gródczanki

Póki liście drzew nie zasłaniają widoku odwiedźcie Gródczanki, obejrzyjcie zabytkowy dworek i jego etcetera (Liście nie przeszkadzają w oglądaniu drew. kościoła, zaś  Arboretum traci widziane w bezlistnym sezonie); zdjęcia sprzed roku.

Front dworku, jego detale i  tyły


Dworek, przed nim dom dla pracowników sezonowych  i kuźnia-zabytek widziane  z boku

Kuźnia naprzeciwko dworku.

 

Przy dworku kilka drzew rpp: dąb, klon i klon jawor; w pobliżu także św. Jan Nepomucen.

Tu klon drobnolistny i dąb o obw. 500cm na tyłach dworku, ten sam  dąb od str. pól pietrowickich.


Dąb o obw. 240cm

Klon jawor, obw. 207cm (Zastosowałam wzór 2pi x r, żeby dzięki średnicy uzyskać obwód- dostęp do pnia odcięty).

Św. Jan Nepomucen pod parasolem,  podobnie jak w Kietrzu przy ABC na Głub.


Keczeroczka

W języku pietrowickim 'pociąg do Kietrza', patrz: 'słownik' w www.grosspeterwitz.de. Ciuchcią z Kietrza do Raciborza jechało się czasem bezpośrednio, czasem z przesiadką w Pietrowicach W., podobnie w odwrotną stronę; dojeżdżano głównie do Weluru, do szkół. Z Pietrowic W. można też było bezpośrednio dojechać do Głubczyc, a nawet Racławic Śl, a z Racławic (po przesiadce tamże) ho, ho! Na przykład do Nysy/Otmuchowa/Kłodzka. Trudno mi samej uwierzyć, że przed fatalną powodzią dworzec PKP w Raciborzu był dosyć nowoczesny, przyjazny i pociągowo b. ruchliwy.


Tuż po wojnie szło się z Kietrza skrótem do PKP w N. Cerekwi, żeby w Opawie zrobić zakupy i zaraz wrócić do domu.

Kupcy

Jest na cmentarzu kilka nagrobków kupieckich, m.i. Josef Benja (wyroby rękodzielnicze?) i Otto English.



Legendy kietrzańskie

Jest ich co najmniej garstka. Pierwsza o jakiej w latach 1970 słyszałam, to Legenda o Krowie w Butach. Swego czasu miało w Kombinacie dojść do kradzieży (jej próby?) krowy. Dla zmylenia przeciwnika krowie założono tzw gumiaki.  Niestety, znam tylko początek.

Liczkowscy, Maria  i Piotr

Liczkowscy mieszkali w domu Pod Kotwicą (Wielka szkoda, że tak marnieje). P. Liczkowski to jeden z Kietrzan, których 'ubierano' w aferę szpiegowską w l. 1950? 1960?. Mimo starań nie udało się to władzom i organom. Co P.L. i pozostali, ich rodziny przeszli, możemy się tylko domyślać, relacje z takich przejść znany z publikowanych wspomnień, z filmów.

                                                           

Ogrodnik

Po wojnie, 'w naszych czasach' ogrodnictwem zajmowali się Hołubiczkowie na Kil., Banaś na końcu Głub., Katolikowie na Woj. Pol., Weygand na Nowej. Zdarzyło mi się z R.B. przyjść w l. 1980 po rozsadę pomidorową do Hołubiczków, a tam na ziemi w błotku -akurat deszczowo było- gazeta do rozsad  i portret  E. Gierka. Wymieniliśmy we trójkę spojrzenia - 'tak przemija chwała tego świata'.

Pani Walewska

Cały zestaw kosmetyków firmy Miraculum (nam maluczkim od lat 1980 znanych tylko ze słyszenia) miał wielkie wzięcie wśród osób zbliżonych do pań w drogeriach i w ZSRR. Pracownice Weluru czasem korzystały z delegacyjnych wyjazdów do Łodzi. W.P. kosmetyki przywoził mąż, zdjęcie kremu tejże W.P. zrobiłam  w lutym br.


Pod Kotwicą, rz (rz= r-a zabytek)

Amatorskie tłumaczenie R. Hofrichtera podaje, że w l. 1856-78 w domu szewca Proskeń Proske?) mieściła się klasa szk. dla Nowego Kietrza i mieszkał tam nauczyciel, a ok. 1912 mieściła się tu karczma Pod Kotwicą.

Dom stoi na Morawką, to coś, co w nim podobno straszy, może być Utopcem, niedobrym wodnym stworem. Prawie w każdej okol. miejscowości grasowały Utopki (w Krowiarkach Utopełżki), o Dziewczynach-Utopcach z Troi przy kietrzańskim młynie do lat 1940 krążyła legenda. A może to Szewc P. rozgniewany rujnacją?


Romowiczowie, Gertruda i Zbigniew

Pamiętam oboje, mieszkali na Głubczyckiej 1. Gertuda była bufetową; w Bajce i Ludowej? Przekazała swój gen bliźniakostwa, ma wnuka&wnuczkę i dwu chłopaków prawnuków. Zbigniew (pracownik Kombinatu?) to jeden z trójki Kietrzan wcześniej więzionych podczas wojny w miejscowym obozie pracy przymusowej (dwaj pozostali to W. Madziarz i W. Zemła).

Stepy Akermańskie

Ma Kietrz swoje Stepy Akermańskie, wiem o tym z dzieła o księdzu Pieczce.

Skoro Stepy Akermańskie to i Fontanna Bachczyseraju, Skała Ajudahu.

I poprzednia, i obecna Fontanna Bachczyseraju skłonne do suchości.

Wiem ze szkoły, że piasek to skała. Piasku i piaskowni w bród dookoła. Jednak Skała (piaskowa) (A)judahu może leżeć w stepie.

A może to jest Skała (piaskowa) Judahu? Jedna z dwu Wielkich Piaskowni przy polej drodze Kozłówki- Lubotyń.


Tokarczukowie

Wanda i Józef Tokarczukowie pracowali w Klenicy pod Ziel. Górą. Tamtejszy  Lubuski Uniwersytet Ludowy dzięki hojności Kółka Rolniczego dorobił się ludowych strojów lubuskich, łowickich i krakowskich; W. Tokarczuk uczyła piosenek -akomp. akordeon- zaś J. Tokarczuk uczył tańców. W Kietrzu (od 1971) oboje pracowali w Sz.P. nr1, ok. 1973 Józef dowodził zespołem harcersko-szkolnym Czarne Wrony.

                                                     

Jedna z Córek uczyła angielskiego na Głow., druga wiadomo, komu brak o niej inf lokalnych może popytać krewnych i sąsiadów (Myślę, że O.T. należy się trochę prywatności, dlatego się tu nie rozpisuję). Olga Tokarczuk pisarka dwukrotnie odwiedziła Liceum, pierwszy raz, tuż po wydaniu Podróży Ludzi Księgi, wspominała wtedy m.i. o wydanym wcześniej arkuszu? tomiku? poezji.  Ok. 1998 przyjechała na spotkanie autorskie, zorganizował je W. Janicki (przez jakiś czas  nauczyciel polskiego w Liceum). Spotkanie odbyło się w DK, udział wzięło kilkadziesiąt osób (może i setka)- DK,  kilkoro nauczycieli i dwie licealne klasy. O. T. opowiedziała o swojej pracy literackiej, zadawano pytania, kupowano jej książki , proszono o  autograf.

Te jej książki stały ostatnio na bibliotecznej półce w DK, inne w czytaniu.

Jedną z moich książek z autografem O. T.  zachowałam, resztą podzieliłam się z bliźnimi. Korzystam z okazji, żeby pochwalić się także wpisami  innych naszych ludzi.

Tu kilka słów ręką nieżyjącej już Gustawy Sobczak, przed laty w Klubie  śpiewała duty z przyszłą sopranistką operetkową, Stellą Osuchowską.


Siostry, Trzy

Siostra Maria Gabrielis (wcześniej hrabianka Monika Ballestrem), której długo nie udawało się zostać mniszką. Przeszkodą była jej głuchota. Po zakonnym pobycie w Wiedniu, Rzymie, Warszawie zamieszkała w Kietrzu. W nocy z 31.03 na 1.04.1945 do klasztoru na Rac. wtargnęli dwaj czerwonoarmiści. Jeden z nich złapał za rękę młodą mniszkę, by ją wyciągnąć z refektarza, M. Gabrielis odepchnęła go od mniszki. Żołnierz strzelił w głowę M. Gabrielis. Zmarła po dwu godzinach, pochowano ją przy krzyżu w klasztornym ogrodzie. W listopadzie zwłoki przeniesiono na cmentarz. Niedawno zmarł brat Siostry M. Gabrielis, ostatni żyjący z całego rodzeństwa.

Siostra M. Katarzyna, do niej chodzono na lekcje angielskiego. Siostry  misjonarki znały różne języki obce.


Siostra M. Tyburca; do niej na lekcje pianina chodzili Krysia (dziś K. S.) i nieżyjący już Janek Cz., czasem grywali w duecie (każde miało w domu instrument). Podczas lekcji siostra robiła  coś na drutach, w razie potrzeby robótkowym drutem stukała w niezręczne uczniowskie palce.


Także do Sióstr na Traugutta przychodzili -może nadal przychodzą- w swoich sprawach Kietrzanie. Również na lekcje angielskiego, ale i na zastrzyk. Ja 2-3 za radą koleżanek zanosiłam w l. 1970 pończochy, rajstopy do repasacji, czyli tzw. podnoszenia oczek.

Wojewódka, Jan

Wysoki, szczupły, poważny; w kiosku, gdzie Kurczak sprzedawał lody gałkowe, ciastka.


Wyższe szkoły w Kietrzu 

   Omc filia WSR, około 1980 w Kombinacie przebywali studenci roku 0 Wyższej Szkoły Rolniczej (obecnie to Uniwersytet Przyrodniczy) we Wrocławiu, zajęcia z chemii i biologi prowadzono w Liceum. Przy okazji; wykładowcą tej uczelni we Wrocławiu jest absolwent Liceum pochodzący z Dzierżysławia  dr hab B. Wojtuń (jego brat bliźniak jest znanym lekarzem).

   WUM-L; chyba także w l. 1980 w Liceum odbywały się zajęcia Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu-Leninizmu. Wśród przychodzących na zajęcia widziałam kilka znajomych twarzy. Kto wykładał? Absolwenci uczelni mieli uprawnienia lektorów partyjnych, na zabraniach POPów PZPR  oświecali pracowników okolicznych zakładów pracy, a zarazem członków PZPR.

   Sorboną nazywano Włókienniczą Szkołę Zawodową, a potem i Wieczorowe Liceum. Czy to było dobrotliwe, czy trochę z przekąsem?

***

Św. Florian na Rynku- zwrócono mi uwagę, że w Boże Ciało przy powstaje tu jeden z ołtarzy. Jak się to mówi, słuszna racja. Hmmm, ... .

Serce się kraje, pod Krotoszynem  solidna skórzana torba. Teczka ma ok. 50 lat. Została ostatnio przewietrzona i wyrychtowana przez Mistrza J. Lechoszesta. Czeka jeszcze na pastowanie.

                                         

Przed kombinackim sklepem wiosna, w środku nie tylko mięsiwa, także przeróżne mąki. Można tu poprosić o zmielenie wybranego mięsa, unikając mycia maszynki:)

RGG podobno zmienił nazwę, jednak on o tym nic nie wie. Byli tam jacyś goście, ale mama i tato nie nauczyli; nawet kwitnący przetacznik nie poprawi humoru.

 

04:08, open123
Link Komentarze (3) »
środa, 12 marca 2014

Apteki i aptekarze

Apteki, aptekarze jacy i gdzie są, każdy wie.

Przedwojenna apteka podobno była na Cegielnianej w nieistniejącym już budynku. Natomiast w niedawnej aptece obok tzw internatu żeńskiego w latach 1970 pracowali Jankowiakowie. Po śmierci Stanisława, żona jeszcze jakiś czas tam pracowała, potem z córkami wyjechała do Niemiec.  Córki spacerowały z nianią i seterem irlandzkim. Kolejne apteczne psy to jamnik/i, a teraz  czekoladowy labrador.

M. Irmer z d. Botzian; nie podano daty ur.,  dostępne mi materiały nie podają inf  o  takiej aptekarce.  Prowadziła aptekę poza Kietrzem?

C. Winter, aptekarz, społecznik, nasz pierwszy rycerz. Paczków, Nysa, Ząbkowice Śl.,  Wrocław; szkoły, studia, staże i od 1879 apteka w Kietrzu.


Był szefem Górnośląskiego Zw. Aptekarzy, radnym pow., inspektorem szkolnym. Otrzymując Order Czerwonego Orła IV klasy został Rycerzem, czyli Kawalerem świeckiego Zakonu Orła Czerwonego. Potem otrzymał kolejne odznaczenia,  Czerwonego Orła III Klasy i Krzyż czerwony II klasy (zdjęcie i inf. dostępne dzięki H.H. oraz K.G.).  Ordery mogły wyglądać tak:


Tu człowiek  z odznaczeniami Czerwonego Orła i stosownymi łańcuchami:


Do pruskiego Zakonu Czerwonego Orła -po otrzymaniu odpow. odznaczeń- należeli także cudzoziemcy, m.i. słynni książęta, francuski  Talleyrand i nasz Józef Poniatowski.

Bauerowanie

Hilaria, emerytowana rolniczka, mieszkała w domu wycużnym.

Synek Horschelów to Emanuel, ewangelicy może.


J. Schmack z Rakowa, krewny naszego Schmacka, właściciela wielkiego gospodarstwa przy Łamańcu, Lasku Schmacka i Willi w Lesie, w której mieszkał?

Bauer, właściciel majątku.


Blacharz i strażak


Budowniczy organ

 

Hannover

W wojenny czas wyjechał do Hanoweru, do pracy.


Katja 

Kasia (l. 84),  kuzynka X spod Kietrza  zaprzyjaźniona z moją kozielską rodziną. Jako dziewczę została brygadzistką w kołchozie, polecono jej czuwanie nad uprawą 'gumowych drzew', tych  których soku używa się do produkcji kauczuku. W czasach Łysenki i Miczurina różnych  sadowniczych cudów miano dokonać; drzewom gumowym klimat umiarkowany nie odpowiada, ich uprawa padła. Czyja to sprawka? Brygadzistki Katji B. Ona i drugi 'winowajca' wylądowali w pewnym obozie/łagrze w Kazachstanie, (ukarano i inne osoby), nad jej przegubem wytatuowano 'Katja'. Rok w Kazachstanie  był b. długi. Do Polski przyjechała w 1957.

Kobiety przedwojenne

Nie tylko Bauerauszuglerin i aptekarka, ale także właścicielka domu (Wynajmowała mieszkania?) oraz Frau Doktor (Lekarka spoczywa w Księżym P. przy kościele, w Kietrzu leczył A. Wilczek, jej syn/mąż/szwagier?)

 

Komrektor, Adolf Heisler (z żoną Stephanie)

Szef chóru? Jakiego, Komisariatu (w znaczeniu kościelnym) w Kietrzu?


Wiele osób prowadziło zajazdy/hotele/restauracje, także M. Heisler. Pokrewieństwo z rektorem?


Kozinowie i R. Ogerman

Edmund pracował w Welurze i grał w zakładowej orkiestrze. Oboje pamiętani jako dobrzy ludzie i sąsiedzi. Gdy przeciekał, kran chętnie i szybciej pomagał niż pracujące, mieszkające osobno dzieci sąsiadek.

W latach 1960 sąsiedzi E. Kozina i R. Ogerman (w Welurze elektryk i muzyk orkiestry) o  świcie wdrapywali się na kościelną wieżę i grali szykującym się do pracy na pierwszej zmianie.


Krawiec renomowany

K. Pochwała, krawiec z Raciborskiej, także żona szyła. Ich syn, Ryszard (szkolny kolega J. Gadżały) założył firmę bud., zajmował się remontem cukierni Gałeckich.

 


Koziołek Matołek

Ten bohater-naszych-czasów trafił i do Kietrza. Nic dziwnego, skoro zawędrował do Indii, dlaczego nie do Kietrza? Na Langen. 


Nocny Klub w Kietrzu

A jakże. Na Racib. w miejscu gdzie dziś sklep z wyposażeniem łazienek stał nieduży budynek. Tu  w 1990-1 mieścił się kietrzański Night Club. Wybuchł pożar, klub zamknięto, budynek zburzono, rozbudowano sklep elektryczno-łazienkowy. Dziś nieliczni pamiętają o najtklabie.

Norwid&Kościuszko

Ten portret C. K. Norwida pojawił się w Liceum po zwycięstwie polonisty J. Szczupała, ojca chrzestnego szkoły, wielbiciela Norwida. Obraz malował S. Jasiński, wychowanek szkoły i długoletni mieszkaniec ul. Mickiewicza. W podobnym stylu namalował patrona Sz. P.1, T. Kościuszkę. Kto malował podobnej wielkości portret Lenina z gab. rosyjskiego?


Pisarewicz, Władysław (Ojciec i Syn)

Święto/rocznica sprawiły, że na apelu Liceum pojawili się goście, wśród nich W. Pisarewicz St. Po apelu goście i belferstwo przeszli do  tzw kawiarenki. Tu swą opowieścią zahipnotyzowal mnie Władysław St. Miał gadkę! I to soczystą. Ale i to co mówił nie było zwyczajne. Na historii uczono mnie  o Rewolucji Paźdz., o Radach Robot. Delegatów, a tu on, który takim właśnie delegatem był. Dla mnie było tak, jakby  powiedział, że dawał znak salwą z Aurory, albo burzył Bastylię w 1789 (Dzięki ci Olu G., za oswojenie mnie z tą datą).



Przodkowie Władysława, ci po kądzieli, przybyli w białostockie skądś z Niemiec, hodowali konie. Jego przodkowie Pisarewicze -miejscowi- mieli łąki. Babka i dziadek rozsądnie połączyli rody, czy było uczucie, nikt dziś nie wie. Babka Niemka pilnowała, by odwiedzający ją Władek mówił po niemiecku. Przydało się w czasie wojny, i po wojnie w Kietrzu. W 1945 został tu skierowany (nakaz pracy) jako znający włókniarską pracę- w Białymstoku pracował jako włókniarz. Wędrował przez całą Polskę pieszo,  z tobołkiem. Kiedy się dało prosił czerwonoarmistów o podwiezienie, prócz j. niem., pol. znał  białorus. i ros., a przeklinać potrafił nie gorzej niż czerwonoarmiejcy. Jego syn jedynak, także pracował w Welurze.

Koła Łow. w Głub., który z nich?

Rzeźnik? Masarz?

Tkacze

Nie jedyne to nagrobki z informacja 'tkacz'. Przemysł włókienniczy, tkactwo upadały w całej Europie, nie wiem, jak rozumieć 'tkacz' z tych nagrobków. Może w swoich młodych latach mieli własne warsztaty tkackie, za tkaczy uważali się do końca życia?

Zboża magazyn, tyły Głub.

***

Jurka Gadzałę, b. bystrego i na miejscu chłopaka,  pamiętam ze szkoły, n.p. jak w ciemnym kącie koło Pokoju Nauczycielskiego Dyr. pouczał go o niestosowności noszenia dżinsów (Ok. 1973, spodnie nie postrzępione, nie dziurawe, były bez zarzutu.)  Takie czasy.


Na Krymie moi ludzie, co z nimi jest, co będzie?

Giena P., jeden z moich penpals z lat 1970 i 1980, kolejarz i wielbiciel polskich zespołów muzycznych. Mieszkał w Symferopolu i to  na ul. Sewastopolskiej. Czy będzie mu dane zostać emerytowanym kolejarzem, cieszyć uszy muzycznym zgiełkiem?

Tatarzy, zapewne przodkowie tajemniczej babci po mieczu, Marii z d. Bachryj.

*

Moskaliki lokalne

(Moskalik musi być umiejscowiony,  okrutny i zaczepiony o świętość.)

Ty, co zwierza w Rezerwacie

Płoszysz kłodem lub motorem,

To z Franciszkiem* powiem, bracie:

"Serce twoje wyrwiem chore."

Ze świętym Franciszkiem z Asyżu; na Racib. mamy Siostry Franciszkanki. Czy kozaczyzna wjeżdża do samego RGG? Nie widziałam. Jaki dla nich problem? "Tropy" dwuśladów widoczne są w RGG  przez 3-4 pory roku. Widziałam i słyszałam ich na przyległych pagórkołąkach. W mieście widziani i słyszani nawet przez przygłuchych, we dnie i w nocy, bez wychodzenia z domu.

Kto powiada, że Kietrzanie

Przyklejeni do komórki,

Tego ja z rozkoszą, panie,

Spod Tomasza* wyślę w chmurki.

Spod kościoła św. Tomasza. Co za pech. Właśnie dziś w Romanie, i to przy samej kasie, Gościu bez końca b. głośno gawędził sobie. Z kobietą.

Kto zaś mówi, że lokalnie

.... jest co drugie słowo,

Temu do łba raz się palnie,

Pod figurą Jakubową*.

Kolumna Maryjna na Rynku miała w rogach figury świętych- Jakuba, Anny, Józefa i Jana, nie wszyscy z nich dziś obecni.

*

Piekielny hałas w ub.  czwartek lub piątek od 1. Zakładu. Toto ?


Tu przez pól wieku była księgarnia.

Na Niepodległości magnoliowe liście ino, ino.

Koło Bajki wesoło i niewesoło.


Najwyraźniej jest już kietrzańska rasa kota, mają one czarno białe ogony w paski.


Osobliwy gość wynurzył się -wyraźnie oszołomiony-  się spod zlewozmywaka, nie przedstawił się. Odegrał dramat w 3 aktach.

            

Pies dobrze ułożony, po 3 spotkaniach chyba mogę tak powiedzieć. Golden retriever.


05:10, open123
Link Komentarze (1) »
piątek, 28 lutego 2014

Do mety coraz bliżej, ale też siły na wyczerpaniu. Uda się dowlec? Nie uda?

Jednym z nieznośnych spadków po trochę ogłupiającym PRLu jest częste i niezgodne z duchem poprawnej polszczyzny podawanie nazwiska PRZED imieniem. Zwłaszcza biurowo-formularzowa 'polszczyzna' kocha ten błąd. Nazwisko przed imieniem stawiamy wyjątkowo, n.p. sporządzając alfabetyczne listy. I ja mam dobry , alfabetyczny powód, żeby  pisać jak piszę w Kietrzańskim abc. Zaznaczam tu przecinkiem, że kolejność jest niezwyczajna (Jednak bez kłopotu znajdziecie u mnie różne kwiatki).

Alklerowie

Przytłaczająco wielki grób rodziny Johanny i Rudolfów  Alker jest przy samym wejściu, wystaje ponad mur i z daleka go widać. Leży tu Rudolf Alker (1846-1914) budowlaniec, jego żona Johanna z d. Krischkowsky (1859-    )  i  Rudolf Alker (1885-1905) ich syn jedynak.

Moja koleżanka dostała kiedyś od mądrego księdza pokutę - spacer po cmentarzu. Wiele o Życiu,  Kondycji Ludzkiej może powiedzieć cmentarz.

W l. 1861-3 Josef Alker był kierownikiem szkoły na Traugutta, tu gdzie obecnie Siostry. Ojciec Rudolfa Starszego? Dużo starszy brat? Wujek? Przy szkole stoi krzyż.

        'Krzyż marmurowy /.../ ufundował chłop Marker Józef w 

         swoich starszych latach w 1882.' (podaje R. Hofrichter)

Deptuchowie, Maria i Józef

Wiem tylko tyle, ile tu widać, ale te daty i zdjęcie to już mini opowieść o tych ludziach.

Gucio

Z pierwszą falą małych biznesów pojawiły się w latach 1990 kiosk Królów i ten sklep. Sklepowi Szczuckich nazwę nadal lud, lud dziecięcy. Właściciel, człowiek z poczuciem nie tylko biznesu ale i humoru nazwę zaakceptował. W latach 1990 stamtąd przez pół miasta nosiłam m.i. wielkie paczki proszku do prania, wiadomo, atrakcyjne ceny; lat przybyło i kiosk już nie na moich głównych szlakach. Zanim 'zaistaniał' sklep pojawił się charakterystyczny talerzowiec (jest w okolicy kilka takich, np we Włodzieninie),  przy nim zwykle zajmująca się ogrodem sympatyczna i chętna do pogawędki Irena (?)  Szczucka (nie żyje).


Horodecki, Jan

Wywieziony podczas wojny na przymusowe roboty zaginął bez wieści. Mieszkał w Jurjampolu na Kresach, to stamtąd nasi kietrzańscy Horodeccy, jego krewni, pochodzą. Był stolarzem, przyjaźnił się ze swoim sąsiadem  Kazimierzem Pacholewiczem. Tyle po nim zostało:


Karmicielka Wszy, Waleria Długosz Piątkowska z d. Fichtel

Lwowianin (potem we Wrocławiu, gdzie jest pochowany na cm. Bujwida) Polak i patriota o niemiecko brzmiącym nazwisku, prof. Rudolf  Weigl zajmował się m.i. badaniami nad tyfusem. Najeźdźcy Niemcy tyfusu się bali i w czasie wojny Profesor mógł nadal prowadzić badania zapewniając gromadzie ludzi dodatkowe kartki na żywność i dokumenty pozwalające swobodniej poruszać się po Lwowie, a zarazem będące 'kryciem' dla nich, w większości osób działających w podziemiu. Karmicielem  Wszy nie każdy mógł zostać. Byli nimi w większości sławni, zasłużeni już wtedy  i/lub potem ludzie, np poeta Zbigniew Herbert. Wśród nich Babcia naszego ziomka, Waleria.

O prof. Weiglu i Karmicielach Wszy możecie poczytać w Wikipedii, jest tam zdjęcie z wszami przyłożonymi  do uda Karmicielki.

Lwowianka Waleria po wojnie, po 'wszawym' czasie z Kresów trafiła na krótko  do Wrocławia, potem Legnicy i wreszcie korzenie na nowo zapuściła  w Koźlu. Osób z korzeniami lwowskimi wśród kietrzan i okolicznych  nie brakuje (ani tych związanych z Wrocławiem, Koźlem). Korzystając z okazji przedstawiam  Eufrozynę Głazowską, córkę lwowskiego szewca i jej męża H. Głazowskiego, przedwojennego policjanta; mieszkali na Mickiewicza, H. Głazowski pracował w Urzędzie Gminnym na Cegielnianej, gdzie potem była apteka (Fot. Głazowskich od M. Krawczyk Nowotnej).

                  

Karmicieka Wszy Waleria: 1. ze starszym rodzeństwem (1907), 2. Idzie do  I Komunii Św. (1910), 3. Jako 'marynarska' Waleria z rodzicami, rodzeństwem i siostrzeńcami w mundurach austriackich (ok. 1915), 4.  Tu już jako Waleria Piątkowska. Zanim się pobrali była wdową po ... Długoszu, a Jan Piątkowski wdowcem (Wszystkie zdjęcia udostępnił Wnuk).



Królowie, sklepy

Tu zaczynali swoją 'prywatyzację' Elżbieta i Roman Królowie. Kiosk miał kolor drewna, Ela sprzedawała owoce i warzywa.

Potem przez prowadzili sklep warz.-spoż. po drugiej stronie ulicy, w dawnym   sklepie mięsnym (pracowała w nim ... Wrona) na Głowackiego. Ich sklep jakiś czas nosił nazwę 'Elżbieta'. Kolejny sklep Królów mieści się w dawnym samie na Wojska Pol., to 'Roman', jakiś czas 'Elżbieta' i 'Roman' działali równolegle. Obecnie E.i  R. Królowie sezonowo otwierają swój pensjonat w Mielenku nad morzem.

Z Mielenka do Mielna, Unieścia  spacerkiem (tuż za Unieściem jezioro łączy się z morzem, jest tam i plaża dla nudystów); wszędzie piękne plaże, szczególnie w Unieściu i Sarbinowie. W Gąskach morska latarnia. Wszędzie, zwłaszcza w Mielnie wczasowe atrakcje i 'musy'. Jażem-tam-była (parę razy, jeszcze przed Królów pensjonatem).

Lakiernik&Samochodziarz(?)  Strażak

Albert pełnił różne role, a jego żona Josefa była z domu Klein (Śmiszno smutne, ale tak podaje tablica; dżenderyzmu, a nawet walki o elementarne równouprawnienie jeszcze nie było). Josefa nie tylko przeżyła Alberta, żyła kilkanaście lat dłużej niż on. Nagrobek okradziony.

Z ostatniej chwili: zakład Alberta mieścił się na Niepodległości 17, przejął go syn, Otto (D.G.).



Majątku właściciele

Właściciel majątku i rolnik, Josef Meissner (właścicieli majątków znajdziemy na cmentarzu kilku, a rolników jest mnóstwo, co zrozumiałe). Zmarł tuż przed 11 listopada 1918. Żona pochowana osobno i równie pysznie?

I tu hiena ukradł/ukradła element grobu.

Mur na ul. Bezimiennej? Żymierskiego?

Jest Mur Chiński, był Mur Berliński, a tu przy Troi  mamy Mur Kietrzański. Na tym Murze jeszcze w latach 1980, może i 1990 widniał historyczny napis '3 x Tak', powojenna wskazówka/nakazówka  wyborcza. Białych wielkich liter na czerwonym murze  nie można było nie zauważyć. Kiedy znikły? Trudno się dowiedzieć. Jednego z Kietrzan na czas owych powojennych wyborów zatrzymano  w areszcie, trochę nie rozumiem dlaczego; powszechnie znane były słowa Pewnej  Persony: 'Nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy.'


Palka i Świątynia Opatrzności Bożej

Kietrzanie, Kietrzanki potrafią. Potrafią i chcą. To palka z herbem (ok. 20cmx20cm), dar dla Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie i Warszwskiego Księdza Metropolity Kazimierza Nycza. Pracę skończono wyszywać haftem gobelinowym parę dni temu. Każda kolorowa kratka powstaje dzięki trzykrotnemu wbiciu igły, tu -jak sądzę- ścieg zw. 'petit point'.


Pawelke, Eugen

Lekarz pediatra,  mieszkał chyba naprzeciwko młyna na Długiej (inf D.G.). W marcu 1945 podczas jednego z radzieckich nalotów  bombowychł przysypany  młyńskim gruzem (Inf: Lesisz&Pisarewicz, D.G. i E. G.). Na cmentarzu znalazłam tylko grób kobiety o tym nazwisku; w Pilszczu jest grób księdza Pawelke, także w innych miejscowościach i w Liceum spotykałam się z  nazwiskiem Pawelke/Pawełek.Pewien Eugen Pawelke napisał książkę o leczeniu dziecięcej choroby, kokluszu; data i miejsce wydania pozwalają myśleć, że to może być nasz doktor E. Pawelke.

Hildegard Pawelke z d. Push ( p. poniżej) to pierwsza żona lekarza , jego druga żona z synem (jak ojciec, został lekarzem) wyjechała do Niemiec (inf  D.G.).

Piekarz

Jeszcze jeden piekarz dzisiaj . Po jego śmierci piekarnią przejęła wdowa (inf od D.G.).



Pierwszy Zakład

 I on lada dzień runie?


Pijawki

Pijawki z Kietrzem łączą się być może tylko przeze mnie.

W dzieciństwie taplaliśmy się w strumyku płynącym od Huty Szkła na teren Roszarni w roszarnianym basenie ppoż i w gliniance przy Hucie (Był jeszcze przy naszej ulicy plac kolejowy ze składem bali drewnianych, czyli 'belki', tamże 'szkiełka', była też  stacja kolejowa i wiadukt nad torami; Fabryczna 2, niepowtarzalne miejsce i możliwości dla gromady dzieciaków). W strumyku pijawki nie były rzadkością, wyciągało się nogę z wody, a tu niespodzianka! Czarna pijawka przyssana do niej. Pijawki widziałam też u Prababci Karoliny, stał sobie słoik, a w nim woda i pijawki. Te pijawki -zapewne z rzeki obok domu- Ciocia Marcelka przykładała do skroni swej matki; klasyczne upuszczanie krwi? W latach 1967-70 we Wrocławiu pod Hala Targową wśród 'bab' była i taka ze znanym mi słojem, wołała: 'Do Pijawek! Do Pijawek'. Ostatnio w moim dawnym sąsiedztwie, w Namysłowie energiczny gość biznesowo hoduje pijawki lekarskie (Te z rzeki nie są właściwe) dla celów medycznych. Na nowo zaczęto ich używać w szpitalach w Polsce i za granicą.

Lekarska pijawka ssie tylko raz.

Stelmach

Stelmach , rzemieślnik robiący koła (wtedy 'kołodziej') lub całe karety, powozy. Naszego  stelmacha Roberta Schaltke/Schattke (1876-    ) czas karet i powozów w zasadzie ominął. Robert to kolejny mężczyzna, który coś robił i którego żona jedynie była z domu ... . Anna SchaltkeSchattke (1876-1939) była z domu Bennek . I ten nagrobek ohienowano, płacze po stracie.

Jak donosi D.G. rodzina mieszkała na Raciborskiej, niedaleko klasztoru. Co do nazwiska są dwie wersje, na nagrobku Anna i Robert mają takie:

Świdniczanin w Kietrzu

Nie tylko zaraz po wojnie ludzie ze Świdnicy i jej okolic przybywali do Kietrza.

Żaby jedzą

'W Kietrzu żaby jedzą', takie powiedzenie (w j. niem) o Kietrzanach podobno krążyło. 3 lata szukam, pytam i nic. Aż tu nagle! Jeden z wywiadów dołączonych do pracy Pawła Czajkowskiego przynosi inf. o pysznie pachnącej zupie z żółtymi rosołowymi okami, zupie jak się okazało z żab/żaby, nie podano, czy były w niej  udka. W 1945 roku przyjazna Niemka przyniosła ją wygłodniałym repatriantom  z Kresów.

***

Gdy tu trafiłam w listopadzie, jeden z niemłodych mieszkańców właśnie utwardzał drogę, musi to stale robić, inaczej nic by do jego i kilku kolejnych posesji nie dojechało; karetka pogotowia, straż pożarna, gazownicy i wszystko inne było by odcięte. Droga najwyraźniej niczyja, proszalne chodzenie do Urzędu w zasadzie nic nie daje. Nadbrzeżna to z kilku powodów nie najlepszy adres.


Przedwojenne żelazne bariery, mostki i na Langenowskiej murowany most są atrakcją dla amatora staroci. Jak długo jeszcze będzie można z nich  bezpiecznie korzystać? (Zdjęcia z list. 2013- stycz. 2014)

                  

                  

Targową  środę, 19 marca przerwał jak się okazuje 'brudny' deszcz z drobnym piaskiem niesionym z S a h a r y. Cmentarne tablice zachowały ślady tego deszczu z piaskiem. Wystarczyło palcem dotknąć płyty, by usunąć saharyjski pył. 'A więc' mam już na miejscu sziszę, jest i piasek pustynny. Kolej na Beduina na wielbłądzie, na fatamorganę?

Poniedziałek, 24 marca, 9.00 rano, mleko się rozlało.

"W naszej klatce działo/dzieje się." No i patrzcie. W poniedziałek Starsza Pani,  (87) kapryśna i z temperamentem wyrzuca ptakom -przez okno- kluski śląskie, które jej córka wcześniej przyniosła wraz z dodatkami. Córka miała się nie dowiedzieć, niestety strzał niecelny; 'sprawa się rypła'. Prąd ciągle mamy.

Ciepły wtorek na Wojska Pol., Długiej i gdzie indziej

Jeden przedszkolak wiosny nie czyni, a cała gromada?

Dom przy welurowskich gruzach, koło niego ta rzeczułka. Spędza sen z powiek mieszkańcom domu, chodzą i 'się proszą' bezskutecznie, jak mówią. W ub. roku porządkowano w gminie rzeki i rzeczki, tej nie. Dwa kroki dalej pasieka w pogotowiu.

Dwa kroki dalej pasieka i inny  nastrój.

Psy się zaczęły  skarżyć, że faworyzuję koty. Ten czuwa na tyłach Głubczyckiej i na Okopowej.

Pod Łamańcem od ulicy i od podwórza kilka rabatek, na nich już różności kwitną i do następnej zimy  będą kwitły.

Skoro kwitną anemony, to ich skromniejsi kuzynowi, zawilce pewnie też. Sprawdzę  pod Ściborzycami W. i Rozumicami po pogrzebowym wyjeździe.

00:04, open123
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 lutego 2014

Cmentarz moim drugim domem. Z przedwojennego Kietrza niewiele zostało. Welur, Klub, przeróżne dokumenty, zdjęcia padły ofiarą przemian i 'czyszczenia akt' w 1991? 1992?; urzędowe i prywatne osoby w większości podejrzliwe lub niechętne albo obojętne zachowaniu pamięci o ludziach, mieście, okolicy, czasach minionych.

Cmentarz. Ma zaledwie 100 lat, jednak tu bez niczyjej łaski mogę znaleźć ślady najnowszej historii Kietrzan, Kietrza. Poruszanie się po cmentarzu to często ostra jazda bez trzymanki, jałowiec uczula, a przy grobach czasem tor przeszkód, zwłaszcza dla ślepawych i starawych jak ja. I jeszcze litery wyżłobione, ale już  bez koloru, gotyckie pismo. Niełatwo być odkrywcą nawet gdy nie ma wrogich tubylców kanibali, szkorbutu, sztormów+robaczywych sucharów+braku słodkiej wody+zbuntowanej załogi.

Arcydzieła

Zdjęcia i inf usunęłam ze względu na wzgląd. Kto oglądał, czytał, zapisał także proszony o ostrożność przeciwzłodziejską.

Barcik, Franciszek

Mój muzykalny sąsiad. Zanim zamieszkał w Kietrzu, zaczął pracować w Welurze, mieszkał i pracował pod Legnicą. Jako muzykalny chłopak jeździł jakiś czas do Wrocławia na zajęcia w szkole muzycznej, jednak pogodzić to z pracą było zbyt trudno. Pięknie grał na akordeonie, jego zięć i wnuki także bardzo muzykalni, szkoła muzyczna na szczęście jest w Raciborzu, tam  zamieszkały obie córki Franciszka. Nasza wspólna sąsiadka, znana jako Lodka, w programie telewizyjnym opowiada, jak  bardzo wdzięczna jest Franciszkowi- zabiegał, żeby jej dzieci, Andrzeja i Olę zabrano do domu dziecka. Film/reportaż z udziałem Lodki, która mówi, że dzieci pokończyły szkoły, Andrzej studia -Ola może też- Kietrzanie, ci  na miejscu i ci za granicą oglądali w Planette i jeszcze gdzieś (ja nie widziałam).


Cmentarz

Oto niektóre wspomniane we wstępie antyatrakcje:

            

             

             

Tak wygląda hiena miejska:

Miejskie hieny szaleją w Addis Abbebie, napadają bezdomnych włóczęgów. Ich paszcze równie potężne jak rekinie, pożerają wszystko, także kości. W Londynie groźnym utrapieniem są miejskie lisy, a w Delhi miejskie małpy. W Kietrzu zaś hieny cmentarne.

W nocy ze środy na czwartek cmentarny hieny okradły dwa groby. Z tego i z sąsiedniego grobu odpiłowali posagi miedziane? z brązu?


Łajdaka złodzieja znaleziono (inf podano m.i.  08-03-2014 w nto .pl).

Jednocześnie dzieje się dobrze, wiele zatartych betonem napisów jest odsłanianych. Najlepiej widać to pod cmentarnym murem sąsiadującym z Gimnazjum, ale i nagrobki księży odzyskują napisy.

1 listopada przy grobie Eugenii Kowalenko pojawiło się dziwo-  pomarańczowe, skórko podobne grzyby. Czy dlatego, ze nagrobek myłam sporą ilością magicznego płynu ACE? Wyrosły tylko tu i nigdzie indziej,  może to carskie złociste grzyby?


Kołodziejska, Zofia

Moja sąsiadka znad głowy, każdemu takiej życzę. Pracowała w Welurze, żeby ją tam przyjęli dodała sobie lat (nie miała jeszcze 18). Jej mieszkanie i loggia pełne były kwiatów, tzn roślin. Także działką się zajmowała do końca, mimo podupadłego zdrowia; b. wdzięczna była B.N. za pomoc transportową. Lubiła jabłka ( także te z Kozłówek), zupę fasolową. Na pamiątkę po Zofii zostały mi jej obrotowy fotel i wąski stolik. W naszej klatce się działo i dzieje. Zawsze niektórym brakowało chęci do sprzątania klatki; 'goście' sikali i nie tylko; młodzi odwiedzający  pewne mieszkanie wychodząc wyrzucili bezpieczniki i pozbawili nas prądu prawie do następnego, sylwestrowego  południa (w tym 4 samotne osoby po 80-tce); w  środku nocy wyłamano drzwi sąsiadom X obok mnie; sąsiadka Y poobcinała przy samej ziemi kwiaty hodowane przy schodach  przez sąsiadkę Z;  sąsiadka Y takie kwiaty jeszcze innej u.../zabrała; W chciała się otruć gazem (nie otruła i nas nie wysadziła) itp, itd. Za czasów Zofii Kołodziejskiej aktywne sąsiadki zbierały podpisy przeciwko pewnym sąsiadom, sprowadziły też Policję, UMiG, Hydrokan, Zofia odmówiła podpisu i w swoim grzecznym stylu rzuciła, 'Życie jest krótkie i trudne, po co takie rzeczy sobie robić' albo jakoś podobnie.

        

 

Kozłówki

Piątek, 21 lutego. Tablica inf odnowiona (Kozłówki dbają i mają, Kietrz nie), minusik taki, że nadal podawana jet nieścisłość. Na pomniku Ecce Homo JEST umieszczona lista z nazwiskami kolejnych właścicieli dotkniętego tragedią gospodarstwa. Pokazałam ją chyba we wpisie latem 2012. Ostrożnie! Żeby dotrzeć do pomnika przeskakiwałam rów, bywa pełen wody. Grasują tam kleszcze i jenoty.


Pasą się konie; wypasiony kot sjestuje pośród zeszłorocznych badyli; rustykalny płot przeplatany wierzbami już w styczniu  przycięto; przedwojenny rynsztok trzyma się mocno.


Krajobraz

Parę dni temu skorzystałam z otwarcia bramy i łypnęłam. Tak się wznosi/opada grunt koło rogu przy Głubczyckiej/Niepodległości.  Tuż za skrzyżowaniem, na Okopowej jest jeszcze ciekawiej pod tym względem.

Kunze, Paul i tyfus

Rolnik mieszkający tuż przed Bajką, konie trzymał w stajni u ks. Komarka na plebani. Jedni inf, że  zmarł na tyfus, ktoś sugeruje zapalenie płuc. 'Kochany synek', półroczny Alfred to jego syn, żona i drugi syn Otto (ur. w 1930, żyje) wyjechali do Niemiec, wcześniej polskie władze chciały zabrać/zabrały konie. Grób Paula przy alejce wzdłuż muru, o który oparte liczne tablice, w tym i jego synka. Dom Kunzów został zniszczony w czasie wojny, może w marcu 1945, gdy wojsko radzieckie bombardowało m.i. Rynek. (Uzupełnione na podst. inf od D. G.)


             

Epidemia tyfus w Kietrzu,  od sierpnia 1945 do połowy marca 46, zmarły 44 osoby. Zachorowała także repatriantka z Kresów, X. Zaprzyjaźniona Niemka z Traugutta kazała rodzinie chorej przynieść buraki, cukrowe? na drugi dzień przyniosła zrobiony z nich syrop, wyleczył kobietę! (Te inf. z pracy P. Czajkowskiego; dobrze zorientowany informator D.G. podał mu dwukrotnie wyższą liczbę zgonów.)

W Rozumicach na tyfus zachorowała Elżbieta Gładkowska i syn miejscowego Czecha. Czech zorganizował dzieciom transport do szpitala w Opawie. Elżbiecie wypadły włosy. Wyleczone, ale b. słabe dzieci furmanka przywiozła do granicy w Pilszczu, stąd do Rozumic mozolnie poczłapały polną drogą od cmentarza (jeszcze jej Kombinat nie zaorał).

W Tłustomostach tyfus zabił nastoletnie kuzynki Eryki Ogerman, jej się udało.

Leks, Wanda

Urodzona w Kietrzu. Pracowała w Welurze już jako nieletnia, była magazynierką,  Potem została  instruktorką zawodu.


Philipp, Karl i piekarnia

Na Głubczyckiej koło Banku SOP sprzedawano i wypiekano pieczywo,  piekarzem był Karl Philipp (1846-1913). Paul Philipp (1905-34) też piekarz? Jego syn? Florentina z d. Reik (1840-1938) to żona Karla? Jego bratowa? Babka Paula? Grób Karla blisko wejścia na cmentarz, po lewej, w 2-3 rzędzie; wyróżnia się kształtem i wysokością. Grób Florentiny również po lewej, mniej więcej naprzeciwko głazu Kozłowskich (głaz stoi odosobniony, nieco dalej niż śmietnik), w 3-4 rzędzie od gł. alei, wyższy i całkiem inny niż te które go otaczają, częściowo zasłonięty bukszpanem. Płyta nagrobna Paula oparta o przygimnazjalny mur. Ten ciemny budyneczek poniżej mieścił przedwojenną piekarnię, wytwórnię i sklep. (Oprac. przy pomocy D.G. i E. G.)




Pizza

Można zjeść w Ludowej, można tam zamówić jej dowóz. Zamawiać w Pietrowicach W. niepatriotycznie chyba. U Gałeckich można zamówić pizze pieczone przez nich (na zdjęciu), w wielu naszych sklepach do kupienia mini pizze.

Hotdogi, czyli gorące/pikantne psy ich wielbiciele zjadają w kiosku na Rynku.

Rowerowe części

Mam pechowy rower? Szkodzi mu strong use? Jeśli tylko mogę, części kupuję w tym sklepie, w Koźlu przy Rynku. Jest pożytek z przymusowch jazd do Koźla.

Rycerz Najpierwszy

Jakem Sherlock R. to mój pierwszy rycerz, Heinrich Luczny (W podgłubczyckiej wiosce 45 lat temu poznałam ludzi o nazwisku Ritter, wtedy jeszcze nie bzikowałam na tle nazwisk. Szkoda). Nabieram wprawy i parę dni później mam kolejnego rycerza.


Po mozolnym rozszyfrowywaniu liter i treści -ze wsparciem D.G- wiadomo, że był lekarzem, rycerzem/kawalerem został otrzymując order św. Sylwestra, papieża i męczennika (Za co? Za co?); tym samym przyjęto do Świeckiego Zakonu Świętego Sylwestra.Tak mógł wyglądać jego Krzyż Kawalerski:


Urodził się w Uciechowicach. Pochowany wraz z żoną Martą.

***

Na cmentarzu, pod Łamańcem, w ogrodzie Bondarewiczów na Głowackiego, na cmentarzu i gdzie indziej śnieżyczki, przebiśniegi, żółte ranniki zimowe (Dzięki ci, D.G.),  krokusy.



Na targu Pustynna Burza; kupiłam bukłak za 5zł, sziszy nie kupiłam. Jeszcze nie? Lunął brudny deszcz więc ok 12.00 targ się błyskawicznie zwinął.

Jakiś czas temu I. kupiła tu miskę z niespodzianką, brrr.

              


Okopowa; śmietnikowy kot bardzo płochliwy, najwyraźniej po przejściach.


 

15:47, open123
Link Komentarze (3) »
niedziela, 16 lutego 2014

Kto wiedział, mógł, nie obejrzał może żałować.

Kilka osób w UMiGu mówiło mi, że żadnej kroniki miasto nie ma. Jednak jest, może więc i tom dotyczący 1945 i nast. gdzieś sobie spokojnie leży (wertował go Z. Skoczylas pisząc pracę mgr o folklorze Kietrza, bodajże w 1979). Niektóre przedstawiane tu niechronologicznie wycinki pochodzą  z  poniższej Kroniki.

Były na wystawie tablice wypełnione zdjęciami prywatnymi, jedna poniżej, druga przy końcu wpisu.

 

1990?  Kobiety nie istnieją, 0:9.

I mnie wezwano do tego kopania, na szczęście zachowałam -a ... nie ukradł wraz z innymi ważnymi/pamiątkowymi drobiazgami- zaświadczenie o zdobytym tytule instruktora.

W Kietrzu OC (wcześniej zwana Powszechną Samoobroną) zrobiła wtedy także poprzednie 'ziemne' schody do Jordana.

Nasz sąsiad, Jaromir Nohavica spod Ostrawy, śpiewa o rychliku (Tak trzymać), u nas już nawet vlaków nie widać, nie słychać. No, sorry ... . Są znaki.

W pamięci pokoleń itp; niby-podniosła gadka z czasów szczęśliwie minionych ( choć nie do końca). Cieszcie się ci, którzy tego na okrągło nie musieliście słuchać, czytać i wedle rozkazu. Był nawet -krótko- przedmiot szkolny 'wychowanie do życia w rodzinie socjalistycznej', na studiach obowiązkowo semestr  wykładów i ćwiczeń (1967/68) z wybranych zagadnień ekonomii politycznej i przez rok wykłady+ćwiczenia z głównych zagadnień filozofii marksistowskiej i teorii rozwoju społecz. (1969/70). Po Marcu 68 wprowadzono z miejsca na studiach nowy  obowiązkowy  przedmiot, elementy nauk politycznych.

Wśród dokumentów na wystawie były dwa akty nadania, lubię takie starocie,  obydwa poniżej (jeden 'socjalistyczny' atrament wypłowiał, niestety).

Tzw świeckie chrzciny; wycinek świetnie ilustruje terminy  młodym zapewne nieznane, 'przymusowy ochotnik', 'dobrowolny przymus', '... Polska przy Rusi i też musi'. W minionych czasach niektórzy ich lekko używali -' żartobliwie'- nam, reszcie nie do żartów było. W całej Polsce  dzieci czasem chrzczono i posyłano do komunii poza miejscem zamieszkania, 'po cichu'.

Chleba i igrzysk. Jakaś Ważna Sportowa Osoba domaga się więcej sportu w mieście, spełniło się. Może pora także na coś dla duszy, dla mózgu i to nie w stylu kultury masowej? 

Czyny partyjne, koniec lat siedemdziesiątych XXw., może i początek osiemdziesiątych. Pamiętam dwie niedziele czynów partyjnych (W soboty szło się normalnie, jak co dzień, do pracy, do szkoły). Jedną z tych partyjnych niedziel wyrafinowanie połączono ze szkołą, uczniami,  oznaczało to obowiązkową także dla nas, niepartyjnych nauczycieli 'opiekę nad uczniem'. Stawialiśmy z maturzystami (t.j.  kandydatami-na-kandydatów) ławki w zacmentarnym parku, na betonowych podporach mocowało się deski, oparć nie było (Czyny partyjne itp to b. paskudny temat i nie będę go rozwijać).

'Tymi ręcami' (Zdjęcie zrobił chyba J.Sz.)

Welurowska stołówka (obecnie Mino)

Na wystawie pokazano także prace na temat Kietrza, te dwie i pracę/e profesora Joachima Pokornego w j. niemieckim. O Kietrzu i okolicy pisali już dawniej prace (głównie magisterskie) historycy, poloniści, geografowie, biolodzy i inni. Teraz pisze się także prace licencjackie. Wszystko to generalnie niedostępne Kietrzanom i okolicy. Szkoda, że  Miejska Biblioteka/Czytelnia nie dysponuje nawet dorzecznymi broszurami wydawanymi za unijne pieniądze, widziałam n.p. naprawdę ciekawą  broszurę o Nasiedlu, jego historii, chciałoby się taką mieć. Na babski rozum egzemplarz każdej podobnej pracy  -i innych- powinien automatycznie trafiać do Czytelni. Prace licencjackie, mgr, ... to inna historia, tu potrzebna dobra wola autorów i przekonująca zachęta Ważnych Osób (Biblioteka branicka dysponuje np broszurą i książkami dr B. Pospiszyla).

 

Tę pracę udostępnił mi autor, na Wystawie jej nie było. Znalazłam w niej m.i. informację o jaką bezowocnie rozpytywałam od 2 lat. Do pracy dołączone są wywiady z 7 osobami.

    

***

Nasiedle  naprawdę zrezygnuje z biblioteki ('Polacy nie czytają')?

Targowa środa zaczęła się od deszczu, po chwili nieśmiało, coraz śmielej dołączyły wielkie płaty mokrego śniegu. Na targu kupujących jak na lekarstwo. Wieczorem niebo czerwone, podobnie jest w każdy kolejny wieczór.

Od niedawna w cukierni Gałeckich można kupić kilka rodzajów chleba na zakwasie (żytni z ziarnami, 'zwykły'- pszenny? pszenno-żytni? i kukurydziany), także nienadziewane pączkowe kulki, jedno i drugie własnej roboty. Zwykły -degustacyjne kromki- równie smaczny jak chleby z dawnych lat, jak wielkie okrągłe wiejskie bochny, kukurydziany czeka na sczerstwienie (tak lubię). Biały ser niekapiący wodą kupujemy w cukierni od lat, taki sam jak ten, którego Cukiernia używa do serników itp.


Lada dzień w przychodni urologicznej zaczną przyjmować dwaj lekarze pracujący w szpitalu w Koźlu.

Sobota rano, węszę sobie  na Głubczyckiej. Aż tu nagle ..., coś się dzieje przy banku SOP. Dziewczyna i bankomat. Ooo, jest nowy. Bankomat odrzuca kartę, niewłaściwy PIN, dziewczyna mówi, ze obydwa nasze bankomaty tak ją ciągle traktują. Dla mnie tak i jeszcze bardziej nieprzyjazny stał się program blogu.


Mówią na niego Czarny Pocisk? NSZ pod moim nosem, strach się bać. Na pociechę i ja zdobywam złote medale i to aż trzy w dwa dni. Wieczorem po ciężkim dniu (i nieprzespanej nocy), grając  od niechcenia zostaję z jednym pionkiem w samym środku planszy, wątpiłam, czy kiedykolwiek mi się to uda (Nie liczę ruchów i nie korzystam ze ściągi  w wikipedii). Następnego dnia powtarzam to 2 razy; byle się nie przetrenować.

(Ten okaz Samotnika zrobił stolarz związany z nasza okolicą, zamówiłam 3 egz. i szerzę -skutecznie- grę w rodzinie, grają najmłodsi, średni, emeryci.)


23:18, open123
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 lutego 2014

Brzyski, Ludwik (1933-75)

Fotograf z Głubczyc, od 1965 (?) prowadził zakład w Kietrzu -tu gdzie dziś sklep i zakład foto Kroczaków. W 1973 przyjęto go do do Związku Polskich Artystów Fotografików. Być może zorganizowano w Kietrzu wystawę jego prac albo tylko zamierzano, X nie jest pewny. Brzyski zdjęciowo obsługiwał zapotrzebowania Miasta, Kombinatu, wiele miejscowych zdjęć z lat 1960 i z 1970-5 jest jego dziełem.  Gdy na Głub. Ludwik zobaczył gościa niosącego na szyi chomąto dla konia, zrobił mu błyskawicznie kilka zdjęć (od tyłu), jedno z nich, artystyczne,  powszechnie podziwiano.

Zdjęcia zrobione przez Brzyskiego i informacje o nim znajdziecie wpisawszy w Google 'związek artystów fotografików, ludwik brzyski', będą tam na str. 40-7. Może nawet rozpoznacie osoby przedstawione na zdjęciach.

Duczek, Joanna

To właśnie ona powiedziała X o snajperce, której celny strzał doprowadził do totalnego zniszczenie Kietrza wiosną 1945 (tę samą informację usłyszałam od innej osoby w okolicznej wiosce. Krewny lub powinowaty Joanny, ... Duczek wyjechał z Kietrza w 1945, by w RFN zostać śpiewakiem operowym.

Feniks

Feniks to mityczny ptak, który odradza się z popiołów. Czy kietrzańskie kino Feniks też się kiedyś odrodzi?

Gorzko, Ludwik

Nauczyciel, dyrektor. Pracował w szkołach na Kościuszki i na Głowackiego. Jego zaciekawiające historią lekcje wspominane są do dzisiaj, W latach 1960 wspierał licealny kabaret (z własną kabaretowa piosenką, z grupa instrumentalistów) m.i. poszerzając wiedzę kabaretowców o niektóre okoliczne aktualne ciekawostki (jeżdżąc służbowo do Głubczyc i gdzie indziej był na bieżąco osłuchany). Znany z poczucia humoru, przyjazny ludziom.

      

Helikoptery

Kilkadziesiąt lat temu Kombinat stosował opryskiwanie pól śmigłowcami. Używano ich także jako środka transportu osób. Jeszcze pod koniec lat 1980 w Kombinacie stał śmigłowiec, a czasem i dwa. 'Parking' w pobliżu kombinackiego skrzyżowania na Krotoszyn/Sadek Orzechowy/ Miasto, przy wielkiej oborze.

Hrycyna, Janina

Moja sąsiadka, kucharka w szkolnej stołówce Sz. P. i na obozach letnich pod Wieluniem. Tzw zawołane kucharki -niezawodowe- podziwiały niektóre jej potrawy, n.p. kotlety mielone. Zapytałam ją kiedyś o tajemnicę tych  kotletów (korzystałam jakiś czas ze szkolnej stołówki), było to nieodciskanie namoczonych bułek. Kuchnia szkolna Janiny biały ser robiła z mleka, nie kupowano sera. Pamiętam, że dzieciom uszy się trzęsły, kiedy na obiad był makaron z serem i cukrem, pierogi lubiliśmy wszyscy.

   

Jędrysek, Zdzisław

Pracownik Weluru, lotniarz. Podobnie jak inny welurowiec, Tadeusz Cieślik, znany z poczucia humoru.

  

Kozłowski, Henryk

Pracował w Welurze i fotografował. Przyjaźnił się z Henrykiem Muszyńskim i w bogatych zbiorach harcesko-szkolno-miejskich  H. Muszyńskiego zachowało się wiele zdjęć zrobionych przez H. Kozłowskiego (Obecnie zbiory są pod opieką Jana Muszyńskiego).

      

Legiony Polskie

W Legionach, a potem w Wojsku Polskim był ojciec Emilii Żydek z d. Stonawskiej. 'Paweł Stonawski, ur. w 1894 w Lipowcu, kotlarz, Legion Śląski , Stała Drużyna 'Sokoła' Trzyniec' - te informacje o nim podaje www.legionisci.kc-cieszyn.pl.

P. Stonawski został w wojsku, pracował w kuchni. Rodzina mieszkała, tam gdzie wojsko rzuciło Ojca, Toruń, Grudziądz, Kielce (Emilia urodziła się pod Cieszynem, w Wędryni). Z podobnie patriotycznej rodziny pochodził mąż Emilii, Henryk Żydek. Urodził się on w Rydułtowych, mieszkał w Piecach k. Gaszowic, do szkoły chodził z innym Kietrzaninem, Zygfrydem Łatą/Lattą. W czasie wojny uznany za niepewnego politycznie/narodowościowo Henryk wysłany został do pracy przymusowej w Hamburgu, zajmował się tam liniami wysokiego napięcia. Tu w Kietrzu, mieszkał nad Poczta i pracował w łączności/telekomunikacji.


Łosiewicz, Mieczysław

Być może najstarszy do niedawna Kietrzanin. Do Kietrza przybył z Łęczycy.


Maksymowicz, Jan

Przez kilka lat woźny w Liceum. Spokojny i przyjazny, z obolałymi nogami. Nie żałujący nikomu hasła 'Go home', w rozmowie z Dyrektorem, nauczycielami, uczniami sam siebie nazywał J23 (Jot23, ksywka Hansa Klosa, bohatera tamtych czasów).


Marszałek, Aleksander

Rozsławił Kombinat i Kietrz po całej Polsce; znany jako Aleksander Wielki. Urodził się w 1930 w Oświęcimiu, po UJocie (1949-53) zaczyna pracę jako agrotechnik. Awansuje, jest kierowany w różne miejsca Polski, a po rocznym stażu w USA (Colorado) kierują go do Kietrza, jako Dyrektora Kombinatu, jest rok 1963. Kilkanaście lat później cała Polska już wie, że świetny Kombinat jest w Kietrzu na Opolszczyźnie.  Przyjeżdżają wycieczki polskie i zagraniczne, polscy, przyjeżdżają zagraniczni studenci na staże. Marszałek daje się namówić na posadę w Warszawie, na najwyższych rolniczych szczeblach, ale źle się czując w gabinetach szybko wraca do Kietrza, mówi 'Marszałkowi musi śmierdzieć gnojem.'


Lubił kaszankę z zasmażaną kapustą, nie boi  się  sprzeciwić 'Warszawie', gdy poleca niemądre posunięcia, ciekawy jest nowinek w rolnictwie. Znany z temperamentu i humoru. Pracownicy zwracali się do niego w swoich osobistych sprawach. I ja osobiście -raz- się z nim  zetknęłam, opowiedział wtedy m.i. jak załatwił pewnego autostopowicza. Gość wsiadł do samochodu i w rozmowie zaczął rzucać ciekawostki o słynnym Marszałku. Marszałek wszystkiego wysłuchał, a na pożegnanie podał wysiadającemu rękę i się przedstawił. Autostopowicz przeżył, a przynajmniej nie padł trupem obok samochodu.

Mularczyk, Stanisława

Pod koniec lat 1970 woźna w Liceum, zawsze dyskretnie uśmiechnięta.

Piekarz

Niedaleko wejścia, po lewej, w drugim rzędzie grób przedwojennego piekarza. Pod murem cmentarnym z prawej strony złożona tablica nagrobna innej, młodszej osoby o tym nazwisku.

              


Pociąg Przyjaźni

Wycieczkowy wyjazd do Moskwy tzw Pociągiem Przyjaźni był w czasach PRLu formą nagrody dla zasłużonego  obywatela/obywatelki. Także Kietrzanie jeździli.

Przedwojenni nauczyciele

Na cmentarzu w Kietrzu jest kilka grobów przed- i powojennych nauczycieli, wśród nich grób E. Glusy i T. Grobera/Grosera. Nie odnalazłam jednak grobu nauczyciela biologii, któremu Kietrz zawdzięcza pierwsze wielkie archeologiczne wykopki w latach 1930. Od 1876 nauczycielem był  Maksymilian Glusa, mąż? Theodor Gro?er uczył od 1875, a od 1893 był kierownikiem szkoły i chóru.

Grób Emmy w pierwszej kwaterze po prawej, blisko głównej alei, z bardzo wysokim wąskim krzyżem.

Grób Theodora, nauczciela, kierownika szkoły i szefa chóru (jakiego?) również przy głównej alei, ale po lewej. Przylega do głównej alei, jest mniej więcej na wysokości śmietnika. Swego czasu ks. Pieczka prosił parafian o opiekowanie się nim.

         

Te 'nauczycielskie' płyty stoją oparte o mur. Franz Gebek (1894-1927) i Johanna Plesch z d. Maiss.



Sklep

W tym miejscu (ruchliwe skrzyżowanie Okopowej z Głubczycką) krótko po wojnie była drogeria Plurowej, Marii? A w latach 1970 i 1980-tych był tu sklep warzywny prowadzony przez Jadwigę Górecką -srebrzyste falujące włosy upięte w kok lub rozpuszczone, nieodłączny papieros,  szczupła dość wysoka sylwetka, poczucie humoru. Często z towarem pojawiał się Mąż. Warszawianka z pochodzenia. Z reguły około 1 listopada sklep był zamknięty z powodu jej wyjazdu na groby. Przez kilka lat sklep prowadziła jedna z córek Jadwigi, jej następczyni.

Jej drogeria?


              

Sopata, Jan

W latach 1950? 1960? Miejski Sekretarz PZPR, pamiętany jako porządny człowiek.

Jan Sopata pochowany jest obok swej drugiej żony. Mieszkali na Matejki. Jan, jego pierwsza żona Helena i jego siostra Zofia Sopata (tych ostatnich grobów nie zauważyłam), pracowali w Welurze.

Jan z dziećmi:

Starawy daszek

Tylko na niektórych cmentarzach zachowały się pojedyncze okazy takich drewnianych krzyży z daszkiem. 

Jest i płyta nagrobna maleńkiego A. Kunze.


Woskowacz?

Nie wiem, czy dobrze rozumiem zawód tego człowieka. Woskowacz? Woskował podłogi zamożniejszych Kietrzan? (Ucz się dziecię, ucz, bo nauka to potęgi klucz.)

 


Żeglarstwo

Kietrz ma nie tylko związki z górnictwem,  lotnictwem, ale i z żeglarstwem. To ostatnie to zasługa Jadwigi i Andrzeja Kisielów, także ich dzieci. Jadwiga była nauczycielką, nieżyjący Andrzej lekarzem ginekologiem (Pracował w Dzierżysławiu, potem w Ambulatorium Weluru i w naszym Ośrodku Zdrowia). Grupa żeglarska z Sz. P. w latach 1980 wyjeżdżała na szantowanie do Opola, na żeglowanie do Turawy. Do zdjęć żeglarskich nie udało mi się dotrzeć.

Jadwiga Kisiel


 ***

Na Promenadzie krecia robota, w alejce przy UMiGu bazie przekwitają, w ogrodach róże i inne rośliny zachowują się przedwiośniowo.

W szkole goście, pod sklepem pies z donośnym głosem.

Dom na Okopowej okazuje się najeżonym trójkątami, jego sąsiad ich nie ma.

Wczoraj chmury ponure, ale przedwczoraj było inaczej (Przy okazji moje najnowsze odkrycie: Św. Florian z Głubczyckiej został przeniesiony z powodu nieszczelności przewodów gazowych. Mieszkańcy domu nr 3 kilkakrotnie zgłaszali w MPGK ulatnianie się gazu, przychodził ktoś i stwierdzał, że jest ok. Pewnego nieźle fuknęło -prawdopodobnie od wyrzuconego niedopałka.  Błyskawicznie podjęto akcję przenosząc także Świętego i perfidnie odwracając go tyłem).


 

 

22:55, open123
Link Komentarze (7) »
środa, 05 lutego 2014

Obrazki z Wystawy

Dziś eksponaty z czerwcowej wystawy w Klubie, niektóre już pokazałam, kolejne (już zdecydowanie dla czytających) zapewne pokażę. Wystawę przygotowały klasy gimnazjalne. Była też  film, w nim ksiądz oprowadza po kościele Św. Tomasza, inni po mieście. Mnie się nie udało filmu obejrzeć. Samą wystawę kilkakrotnie oglądałam, świetna rzecz.


 

Dyrektor Weluru, Bolesław Witkoś z Ktosiem i próbnik. Niemal w każdym domu w Kietrzu był próbnik, a nawet kilka. U szczęściarzy telefon na nim spoczywał. U nas w Wołczynie prawie każdy miał karpia naturalnej wielkości -z kolorowego szkła, dzieło wołczyńskich hutników.

Gazety z pierwszych dni września 1939, zauważcie 'naszą bohaterską armię' w ostatnim eksponacie.

Książeczka do nabożeństwa z 1927, o krucyfiksie powyżej brak jakichkolwiek informacji (Zaintrygował, rozpytywałam).

Pamiątka Pierwszej Komunii Św., 1920

Także z 1894

Łykowe? Obóz harcerski

When We Were Young

Budowa Pra-Orlika przed szkołą i Prapra-Orlika na tyłach szkoły (dziś stoi tam Pływalnia).

Youtube ktoś zasypuje ścinką lucerny itp i sprawia, że Kietrz=Kombinat=prace polowe. Co do  Pilszcza i Dzierzysławia, są  filmiki oprowadzające po nich.

Może i tu ścinka lucerny

1986, Straż Pożarna Weluru -utworzona 20 lat wcześniej- obchodzi rocznicę.

'Zawsze razem roześmiane Filipinki', zespół ze Szczecina stworzony przez nauczyciela i jego uczennice. Istniała już wcześniej "Filipinka",  pismo dla młodzieży.

'Za moich czasów' radio i gazety często informowały o kończynach pourywanych, kiedy chłopcy zabawiali się karbidem.

Dzwonek z brązu

Słyszałam o niepsującym się przedwojennym polskim żelazku (nie takim z duszą, lecz nowocześniejszym), to jest to?

Cep do młócenia zboża i innych roślin. Nieżyjący już Jan Gawłowski mówił mi, że u swego dziadka (w Zubrzycach?) młócił cepem ok. 1968-1972. Kiedyś mówiono 'proste jak konstrukcja cepa'. Mówiono też 'cep cepa cepem pogania', (nie powiem, kiedy tak mówiono). Krótka część cepa to 'bijak', długa 'dzierżak'.

Tę książkę wydano w 1946.

Książka wydana w 1836, pierwsze wydanie?

Znalazły się na wystawie także dwa przepisy kulinarne, jeden z nich nie chciał za żadne skarby zdjęcia (placki gryczane), drugi -też oporny- poniżej. To także placki (te, z gotowanych ziemniaków).

***

Taki mam gust wypaczony, że lubię kawki,  gawrony (To ony? Wrony rzadko się spotyka), pod Urzędem i przy dawnej szkole na Głubczyckiej. Stado gawronów spaceruje lub lata na Traugutta.

Fenomenalny zespół zagra w Dzierżysławiu. Miło poszaleć, kiedy czas po temu.

 

07:54, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 lutego 2014

 Znacie hasło 'Żywią y bronią'

Dziś niektórzy z nich,  w nastroju retro.   

   

                                         

                          

Dożynki w Chróścielowie, 1977 (Niektórzy oczekiwali Końca Świata, ponieważ był to Rok Dwu Siekier- 77). Prócz Orkiestry ZTD 'Welur' sprowadzono kabaret z Krapkowic; w dolnym rzędzie 3-ci od lewej Z. Szewczyk?


Ściborzyce W., 1988


Sołtysi (tylko kilku; o niektórych  poniżej  brak mi informacji)

Basamanowicz, JanRolnik, Nasiedle. Ur. w 1917 w Parchole. Z I Armią Woj. Pol. doszedł do Berlina.

Dudek, TadeuszRolnik- mleko i bydło rzeźne, Ludmierzyce. Ur. 1923 w                      Rodatyczach (O tej wiosce i jej mieszkańcach napisano książkę, a W. Moczulski z Rzeszowa śledzi powojenne losy jej mieszkańców). Zmobilizowany w 1944, 59 Składnica Uzbrojenia, Lublin; zdemobilizowany w 1947.

Mazurkiewicz, Adam                   Rolnik? Wojnowice.

Sztangret, Józef                      Rolnik- prod. roślinna, Nasiedle. Ur. w Dubienku, walczył z UPA.

Świętanowski, Antoni                 Rolnik, mleko i młode bydło rzeźne, Kozłówki. Ur. w 1929 w Zbarażu.

Wiącek, Józef                     Rolnik- prod. roślinna i zwierzęca, Pilszcz. Ur. w 1924, w Strzelczyskach.

Inni Mieszkańcy Gminy

Jędrysek, Włodzimierz

Rolnik, bydło i mleko, Kozłówki. Ur. w 1914, w Sosnowcu(?), syn Powstańca Śląskiego. Zmobilizowany w 1939 strzegł granicy zachodniej. Po wrześniu 1939, przez ponad 5 lat jeniec wielu obozów.

Kwiatkowski, Michał                 Rolnik, spec. burak cz., Nowa Cerekiew. Ur. w 1927 w Putiatyczach. Zmobilizowany przez władze radzieckie.

Kontny, Gerhard                         Pracował w Spółdz. Usług Rolnych w Kietrzu, mieszkał w Dzierżysławiu.

Lewańczuk, Władysław Rolnik, bydło mleczne, Rozumice. Ur. w 1915 w Żurawnikach. 1939- walczy pod Warszawa i w woj. lubelskim. 1940- wzięty do niewoli i wywieziony do obozu jeńców w Hanowerze.

Mosiądz, PawełPrezes RSP Chruścielów.

Pilch, EugeniuszRolnik, Dzierżysław. Ur. w 1921 w Konotowy. Wiertacz w górnictiwe, potem rolnik.

Rubczyńska, MariaRolniczka, prod. roślinna i zwierzęca, Nasiedle. Ur. w 1923 w Milowicach.

Sobczak, JózefRolnik-spec. produkcja roślinna, Kozłówki. Jeden z założycieli Spółdzielni Oszczędnościowo Pożyczkowej.

Wolny, Piotr Dzierżysław. Ur. w 1920 w Daszawie. 1938-43, pracuje w kopalni Gazów Ziemnych w Daszwie. 1944, zmobilizowany, doszedł do Berlina. 1948, zakłada w Dzierżysławiu Ochotniczą Straż Pożarną i latami w niej działa. Od 1952 pracuje w Gipsowni, od 1972 w Welurze.

Zatoński, Edward Rolnik, mleko i młode bydło, także ławnik, Kozłówki. Ur. w1922 w Grzymałowie. Zmobilizowany w 1944, I Pułk Samoobrony. 

***

U Czechów 0:8

Wg dostępnych w internecie informacji o  ośmiu okolicznych czeskich wioskach, sołtysi to u sąsiadów wyłącznie mężczyźni.  W informacji  o  wioskach użyto  terminu  starosta/starostka, ale samych starostek nie ma.

W naszej gminie burmistrz to mężczyzna, sołectw 12. Wśród sołtysów jest 5:7, przewaga mężczyzn.

Na str. głównej Urzędu jeden klik i mamy sołectwa, nazwiska i nr. tel. każdego sołtysa/sołtyski, wiadomo, Branice. Gmina Branice ma Wójta kobietę i  21 sołectw.  9:12, duża przewaga mężczyzn.

Turków, Krystyna Lubczyk

          

Gmina Baborów ma sołectw 10? 11? W Suchej Psinie jest sołtys lub nie ma jej/go. Jeśli sołectw i sołtysów/sołtysek  jest 10 (w tym 4 kobiety), mamy 4:6, znowu wyraźna przewaga. Gmina ma Wójta Kobietę.

***

 Na Żeromskiego budują, odnawiają, jeśli kogoś  tu długo nie było, zdziwi się. Ale poniżej tylko 1. Jailhouse Cat, 2. Bliźniak/niebliźniak, 3. Szopa, 4. Lampa nad wejściem.

Nad naszymi głowami ruchliwy szlak.

Dziś wiatrak się najwyraźniej obija.

Dlaczego ma taki dziobek? Ten sam budowniczy co w Pizie?

Niby dla pieszego, ale przejść cało i zdrowo przez plac Biedronki to wyzwanie. Kiedyś uderzono  tu samochodem w kierowcę idącego do/od swego auta (byłam tam wtedy). I nawet nie chlapnęli farbą, żeby na przedłużeniu zebry  nie parkowano. Od sąsiedniej ulicy dojście nie lepsze.




 

21:00, open123
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 stycznia 2014

 Burmistrzowie (poprawki i uzup. w Komentarzach)

Czym się zajmował burmistrz, jak duży  teren mu podlegał- różnie było, samo stanowisko też się różnie nazywało (np naczelnik). Różnie się też burmistrzem stawało- byli wyznaczani/delegowani/wybierani w niewolnych, a potem wolnych wyborach powszechnych. Jednak zawsze była to  osoba płci męskiej (Ryby, kobiety i dzieci ... .)

Nowa władza, burmistrzowanie krótkie i wysoce ryzykowne

Fryderyk Bernard, wiosna 1945,  Wojenny Komendant Miasta zleca mieszkańcom (ok. 300 osób) wybranie spośród siebie burmistrza. Funkcję pełni F. B. prawie do końca maja. We wrześniu wezwano go do Urzędu Bezpieczeństwa w Głubczycach,  aresztowano i  zesłano do kopalnianego obozu karnego w Mysłowicach, życie stracił w paźdz. 1945. Jako jeden z pierwszych przyjął obywatelstwo polskie.

Dawniej 'Kleine Bernard Muhle', na zakręcie Głubczyckiej przy sklepie ABC

          

Bronisław Miś- 1945, pierwszy burmistrz Kietrza pod administracją polską

Edward Mach, 1946

Jan Sawulski, 1947

Marian Plech, 1948

Leon Nowak, 1949 ( wszystkie powyższe dane na podst. Lesisz&Pisarewicz)


L. Nowak wrócił z emigracji we Francji, przywiózł nasiona mniszka? mleczu?, żeby się po francusku delektować wiosenną sałatką z tegoż. Okazało się, że nasiona niepotrzebne, u nas mleczu i mniszka pełno dookoła. (Inf. od J. S.)

Wojciech Paluch, 1950-58 lub -60; wcześniej pracował w kietrzańskiej Fabryce Pluszu i Dywanów. Zmarł nagle wracając z pracy do domu, zawał?  Dobry człowiek, powszechnie lubiany.  Na pogrzebie tłumy, orkiestra welurowska.

W. Paluch na kietrzańskim Rynku


... Cetera

Marian Skalski, 1958-72. Ur. w 1921 pod Krosnem; od 1945  pracuje w naszej fabryce dywanów, 1948-58 Przewodniczący Rady Zakładowej. Kietrz pod jego ręką zadbany, czysty (Było łatwiej, woreczków foliowych i jedzenia-śmieci wtedy nie było. Ludzie, dzieci byli mniej zepsuci.). W pamięci mieszkańców pozostaje M. Skalski spacerujący po mieście -nie w godz. pracy-, rozglądający się czujnym okiem, które konia tuczy, rozmawiający z napotkanymi. Podobnie wielu pamięta M. Łozińskiego.

Następny etap M. S.- kierownik wydziału w MPGK. Żona zręcznie zajmowała się miejską zielenią.

W 1973 Naczelnikiem był Tadeusz Kry... (tak mówi pewien wycinek z Wystawy w Klubie).

... Tadeusz Szramuk, ... . Za jego kadencji posadzono mnóstwo róż rozmaitych  w kilku miejscach, m.i na Cmentarzu Żydowskim i naprzeciwko Urzędu. Wielka rabata z tymi pod Urzędem -gęsto posadzonymi- porządkowana była wielokrotnie przez klasy licealne, krwawe, koszmarnie kłujące zajęcie (może już lekcje lepsze).

Maria D. Szramuk żona i artystka przez rok uczyła plastyki w LO (1974-5), brała udział w plenerach i wystawach. Wśród 7 'plenerowych' obrazów nieodpłatnie  przekazanych przez twórców Urzędowi Miasta i ZDK Welur był zapewne i jej obraz.  Obecnie, w 2014, los tych obrazów nieznany, w Urzędzie ich nie ma.

Roman Werner, 1978-83. Przeszedł do Urzędu Skarbowego w Głubczycach.

Mieczysław Wanicki, 1983-6. Przeszedł do Miejsko-Gminnego Komitetu PZPR jako Sekretarz. Był także nauczycielem i dyrektorem.

Michał Łoziński, 1986-90. Ur. w 1937 w Brzeżanach; od 1958 nauczyciel w Wiechowicach, od 1965 kierownik szkoły (w Bliszczycach), od 1982 dyrektor (Sz. P. nr 2 w Kietrzu). Podobnie jak M. Skalski pamiętany jako spacerujący czujnie po mieście, poza godzinami pracy. Za jego czasów uporządkowano zamkowe ruiny.

Janusz Wądołowski, 1990-94

Józef Matela jest burmistrzem od 1994? 1998?; wcześniej w MPGK. Za jego kadencji zbudowano Pływalnię.

Pamiątkowe? zabytkowe? słupy

Są cztery, musiało ich być więcej, 5-6? Brakuje mi takiego słupa/słupów np na Długiej (Jest Nieciekawe-Coś poniżej Targu,  nędzna to namiastka).  Poza poniższym, są słupy koło Ośrodka Zdrowia, pod Klubem i na Traugutta. Każde z tych miejsc było przed wojną bardzo uczęszczane, dziś na Traugutta tylko słup przypomina o dawnej świetności ulicy. Nie! Prócz słupa jest  nienachalna ciekawostka obok niego (tu na kilku zdj.), wspomnienie dawnej szkoły, wspomnienie sklepu rybnego z basenikiem, tajne/poufne drzwi, zwracające uwagę budynki, modna niegdyś morwa. No i żałosne bałaganiarskie resztki Weluru.

Przy okrąglaku na Traugutta

 

                           

Dom i dom wycużny, oba wychuchane

Dla mnie to echo pysznego domu, przed nim krzyż

Zielony Kiosk (dziś: 'U Sienkiewicza')

czyli

Wigilijny Horror Iksińskiej

Przy platanie i tureckiej leszczynie dyskretnie stoi Zielony Kiosk. Dziś tu, U Sienkiewicza prawie wszystko prócz art. spożywczych; tu mnie odsyłają, gdy szukam zwyczajnych i nieco mniej zwyczajnych rzeczy w sklepach kosmetycznych (np odżywki paznokciowej 8 w 1, płynu micelarnego Ziai).

Zielony Kiosk wyróżnił się na kilka sposobów, m.i. Wigilią o.m.c. w nim spędzoną. W  Latach Pustych Półek pracowała tu X. Owej Wigilii w pracy od 6.00, miała skończyć o 12.00. Aż tu nagle ... !

Klęska Urodzaju. Typowy dla PRL termin tym razem oznaczał dostawę zawsze w PRLu śnionych świątecznych  produktów , owego razu także tych zwyczajniejszych, które stały się luksusem- owoców cytrusowych (Statek zdążył dopłynąć!), kakao, czekolady, kawy, rodzynek, mąki ziemniaczanej itp, itd.

Blitzkrieg- kosmiczna i pod wielkim napięciem kolejka pojawia się w i pod kioskiem. Meganerwowo. Srzedawczyni oblężenie przeżyła. Co więcej, nieustannie obsługiwała nerwowych klientów. Co jej w duszy grało? 

O 17.00 jej mąż i dziecko przedarli się przez kolejkę, po wielokrotnie składanej przysiędze, że w Świętego Szczepana (drugi dzień Świąt) sklep będzie otwarty (I był!), pozwolono X pójść do domu.  Jak ona i jej rodzina przeżywali Wigilię,  Święta i pierwsze dni po 'świątecznym wypoczynku", lepiej nie myślcie, jednak kiedy ktoś powie 'Za komuny lepiej się żyło, wspomnijcie tę historię. PRL potrafił upodlać ludzi na różne sposoby i to nie tylko od święta. (To niejedyna ciekawa inaczej  sytuacja w Kietrzu)

***

Martwa natura z gołębiem

Do Morawki wpada Smrodawka, zapach wiadomy. Smrodawka niesie ścieki z Kozłówek (Inf od zorientowanego wędkarza. Mówi, że staw tuż za Lubotyniem obok kombinackiej drogi jest zatruty. Wędkarze wpakowali weń sporo pieniędzy, a potem gnojówka i ryby brzuchem do góry. Ale lubotyński staw prywatny wart odwiedzenia- rozległa zieloność dookoła, domki i wszystko czego wędkarz poszukuje; w sezonie jest otwarty od 15.00).

Chyba nierealne, żeby zawsze otwierano wszystkie bramki -aż 3- , dlaczego? Ta zwykle jest otwarta, ale druga boczna jest chyba tylko atrapą.

W pobliżu krzywej płyty (a właściwie kilku), pułapki na seniorów i innych

Zima-w-mieście. Istnieje życie na Basenie.

   Gdzieżeś to bywał Czarny Baranie, Czarny Baranie?

   We młynie na Długiej, Mościwy Panie,

   We młynie na Długiej, Mościwy Panie. (...)

Tak to leciało? Przy Młynie (przed wiekami?) robiono Wielką Ślizgawkę, dziś nierealne? Nieopłacalne? Za dużo kłopotu?


Jak na lekarstwo i może lepiej nie będzie.


www.branice.pl informuje o Białej Sobocie 01.02.2014 w opolskim centrum onkologicznym, badania mammograficzne.

Zainteresowanym Kijowem polecam zerknięcie do pisanych cyrylicą gazet, rosyjskiej i ukraińskiej

www.gazeta.ru    www.gazeta.ua



12:11, open123
Link Komentarze (2) »
niedziela, 26 stycznia 2014

Minęły rocznice, minęły Dni, przyszły mrozy i odrobina śniegu.

Poczta

W 1945 w Kietrzu Śląskim otwarto Urząd Pocztowy z 5 pracownikami, m.i. Naczelnikiem Józefem Pustułą. Pierwsi listonosze to ... Zapotoczny i Franciszek Hołyński (tego ostatniego żona,  Maria to welurowa emerytka ).


1948, J. Pustuła odchodzi na emeryturę, Stanisław Fedorowicz Naczelnikiem; 1949 S. Fedorowicz na emeryturę, nowy Naczelnik Rafał Strzondała (dużo później zginął w wypadku drogowym przy skrzyż.  Wojska Pol. i Okopowej).


Niektórzy z byłych pracowników Poczty to listonosze Józef Wiśniewski, Bronisław Siorak,  pierwsza z kobiet-listonoszy  Anna Kędzierska w okienku Anna? Pyrek, Wacława Węgrzynowicz. W Dzierżysławiu jako listonosz pracował Tadeusz Kozłowski, później Kierownik Zakładowego Domu Kultury (jego zdjęcie we wpisie 48. Tak Było).


Rok 2011, Poczta obsługuje dwie gminy, Baborów i Kietrz; pracowników jest 26, listonoszy i listonoszek 14.

 Inf. z lat 1945-9 na podst. książki Lesisza&Pisarewicz, dane z 2011 od Naczelnik Poczty.

Śliwicki, Ignacy

                                        

Dziesiątki lat wyświetlał filmy, prowadził kółko plastyczne, także sam amatorsko malował i rzeźbił; wystawiał w Kietrzu i dalej, także za granicą (tylko nieliczne prace zostały w Kietrzu). W zajęciach kółka wśród innych brali udział przyszli plastycy i architekt. Ignacy Śliwicki jest w Kietrzu od 1962.


Żona Ignacego, Izabela z d. Janocha jest z okolic Krosna, on sam z okolic Bydgoszczy/Torunia. Nazwisko Śliwicki brzmi swojsko, ale niewielu Polaków je nosi; pod Bydgoszczą jest wioska Śliwice, a prapra... Śliwicki w bitwie wyratował z opresji Władysława Łokietka, w nagrodę otrzymał m.i. herb Jelito (to chyba przebija innych herbowych Kietrzan i mnie z Mikołajem Rychlikiem o.m.c XVIIw. królem Polski). Jan Śliwicki, stryj (brat ojca I. Ś, Stanisława) malował, wyszywał, haftował, a inny krewny, Józef Śliwicki to znany kiedyś aktor.

Własny obraz, który I. Śliwicki lubi najbardziej  'Deszczowe chmury', pokazywany był m.i. na wystawie w Poczdamie.



   



***

Po Kebabie Aleksandra i Ubezpieczenia   

                   


No woman no cry, I shut the sheriff, a może by tak Hell's Grannies II?  Gdzie jest Kazik-Co-Po-Ulicach-Łazi, gdzie Gajowy Marucha? Te nieciekawostki z Rynku i Długiej, są i inne.

Miasto się bardzo starzeje, w mojej klatce średnia wieku ok. 52, w pozostałych i w Łamańcu chyba podobnie. Na usunięcie katarakty się długo czeka (leciwemu D. w Raciborzu zamierzają usunąć  w 2018), na wymianę stawu biodrowego podobnie; zesztywniałych stawów nikt nam nie wymieni. Ale mamy ścieżki zdrowia.

 

Niezłe, prawda? Jednak niektórych nawet ten rozpad nie rusza.

..., w dodatku nieprawda.

Dąb rpp, wojewódzki lub powiatowy; wysepka ciągle stoi. Polak nie rychliwy (tfu).

19:57, open123
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 stycznia 2014

Where are you now, my companieros?

Od dziś alfabetycznie prawda-nie-cała, być-może-prawda o Kietrzu, okolicy; zwykle usłyszane, często przeczytane/zobaczone i moje wspomnienia sprzed lat (jestem tu od 1972). Cenzurując omijam rzeczy mogące zniesławiać lub dokuczać, skracam także z przymusu. 'Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem'- kieruję się moimi upodobaniami (Wy, czytelnicy nie zechcieliście zdradzić swoich, z wyjątkiem sporego zainteresowania 'Ludźmi'.) W zasadzie zakończyłam zabieganie o informacje. Mój obecny cel- szybko przedstawić wam z grubsza to , co wiem i udać się na zasłużony.

Banki

4 banki i 1 bankomat w Kietrzu; liczba mieszkańców spada, banki się mnożą jak drożdże. Przy kietrzańskoraciborskim  Banku SOP -przez lata jedynym- przed kilku laty wyrósł SKOK. W 'starej szkole' na Głubczyckiej przez jakiś czas mieściła się filia GBG (bank to poważny/niepoważny - z taką reklamą i nieaktualną inf?).


Rano pod bankiem na Wojska Pol. vis-a-vis Szweca/Króla, NBP? zwykle zewnętrzna kolejka. Także na Woj. Pol. w Arkadowcu, kasa spółdzielni mieszkaniowej przyjmuje i przekazuje przelewy itp do NBP w Głubczycach. SKOK ma się podobno ulokować w lokalu po księgarni. Byłaby to krajowa norma- w centrum bank przy banku i niewiele więcej.

                

Bortel, Urzędnik Dobry Człowiek

W dawnej Aptece na Kościuszki tuż po wojnie mieścił się Urząd Gminny, tu pracował Bortel, imię nieznane. Rozdzielał dary, zapomogi, załatwiał inne obywatelskie sprawy. Kiedyś zapytał Wdowę-z-Małymi-Dziećmi:

   'Z czego Pani żyje?'

   'Mam kawałek pola.' 

   'Co robił mąż?' 'Ma Pani jakieś Papiery?' 'Niech je Pani pozbiera.'

Mąż był budowlańcem w firmie swego ojca, zmarł  -zawał- na początku 1939, wdowa przywiozła tu, 'na Zachód' dokumenty. A Bortel przyjechał do niej na wieś! (Zapewne rowerem, bo czym innym wtedy?), przejrzał dokumenty, zabrał potrzebne, pozałatwiał całą urzędniczą resztę, by któregoś dnia skromnie zameldować:

'P r z y z n a n o   P an i  r e n t ę.'

Może rozumiecie, że to znaczyło więcej niż wygrana w Lotka. Wdzięczna kobieta stale przypominała swym dzieciom tę historię,  dziś po prawie 70 latach jej córka mnie opowiedziała o Bortelu (Bortlu?), Urzędniku Dobrym Człowieku.

Może nie BOrtel lecz BArtel? Może to krewny poniższej osoby? Wiem od prof. K. Gładkowskiego, że nazwisko rodowe Agnes związane jest z liczącym się w okolicy rodem (Rozumice, Pilszcz etc).


Jaruzelscy

Po raz kolejny Zofia Zarembina i Jaruzelscy. Święta listopadowe grób Zofii Zarembiny powitał  oczyszczony, z odnowionym napisem i dekorowany. Dbają o niego od lat Dobrzy  Ludzie troszczący się o nieodległy grób swego krewnego.

Inny Dobry Człowiek zachował pamiątkę po Wandzie Jaruzelskiej i jej kietrzańskim epizodzie. Oto życiorys napisany jej ręką:

                                 

Wojciech Jaruzelski urodził się w 1923 w ziemiańskiej rodzinie patriotów (w poprzednim, szlachetnym znaczeniu) z tradycjami powstańczymi, ich herb to Ślepowron. Skończył katolickie gimnazjum marianów. Miał 16 lat, kiedy rodzinę wywieziono na Sybir, gdzie zmarł lub zginął jego ojciec. Później, jak inni młodzi, dołączył do wojska i w mundurze zastał go koniec wojny. Słynny kiedyś aktor Zbigniew Cybulski to jego krewny. O siostrze Wojciecha nic nie wiem.

Bywał W. J. w Kietrzu, ze stacji PKP w Tłustomostach piechty (tak też robili inni -unikając czekania na przesiadkę w Piotrowicach, a może pociągi nie dojeżdżały do Kietrza- np Jan Kuśnierz geograf licealny); widywano, go gdy samotnie spacerował od Żeromskiego ku Okopowej i dalej. Gdy później stacjonował w Głubczycach sprowadził do Gimnazjum -tak nazywano szkoły, ich budynek na Kościuszki- wojskową orkiestrę, koncertowali (inf od Marii Krawczyk Nowotnej). Podobno pogrzeb jego babki Zarembiny odbył się w obecności żołnierzy- warta itp (inf. z jednego tylko źródła ustnego).

Muszkieterowie

Było ich trzech?czterech? nie ma żadnego. Zmarł Ostatni Muszkieter, Marian Wanicki (welurowski emeryt, sąsiad z Łamańca). Wcześniej zmarli dwaj inni, byli m.i. dowódcami strażnic WOPu, Lucjan Markiewicz w Ściborzycach Wielkich, a Stanisław Wojtas w Boboluszkach, Kietrzu, Pilszczu. Nie żyje i Czwarty 'dochodzący' Muszkieter, Bolesław Witkoś, dyrektor Weluru. Podobno trzymali się razem, stąd przydomek.

       


Przedszkole

Najpierw było tylko jedno, na Raciborskiej, przy kościele. Zarządzały nim Siostry, a dokładniej Kierowniczka/Dyrektorka, Siostra Anna Zawadzka (rodzona siostra polityka, Aleksandra Zawadzkiego). Stefania Szumlańska wspomina ją jako mądrego człowieka i świetnego fachowca; już w 1950-51 przedszkole było dobrze zorganizowane i zarządzane, zaczęło wygrywać  konkursy, jednak linia polityczne rządu przewidywała usunięcie Sióstr z przedszkoli, szkół, szpitali, także lekcje religii i księży 'wyprowadzono' wkrótce  ze szkół. Oprócz pokazanych już w blogu Stefanii  Szumlańskiej i Marii Tratkowskiej, przez Raciborska przewinęły się inne przedszkolanki, mi. Maria Nowotna Krawczyk  i Rozwita Katolik (ona wśród nas od 1957); mąż Rozwity, Kazimierz pracował w Kombinacie. Pracowała tam także wesoła i utalentowana kucharka Franciszka ..., jej piękny sopran wyróżniał się wśród kościelnych śpiewów.     Powojenny Baby Boom, dzieci było tak dużo, że kiedy szkoła podstawowa opuściła budynek na Długiej (1964?) przez jakiś były dwa przedszkola, na Rac. i na Długiej. Później  jedyne przedszkole (na Długiej) miało filię! na Armii Czerwonej, Eryka Markiewicz,  kucharka, wydawała wtedy 150 posiłków dla filii i 'centrum'. W przedszkolu w Ściborzycach W. pracowała S. Stangret.

Kombinat otworzył swoje przedszkole w Krotoszynie. Przeniesiono je potem do specjalnie zbudowanego  pawilonu na Zatorzu, kolejne przedszkolne oddziały Kombinatu powstały w Langowie i Pilszczu. W Krotoszynie i na Zatorzu pracowały Maria Krawczyk Nowotna, potem Zofia Jasińska Płotnicka. Przedszkola w Pilszczu i na Zatorzu miały  baseniki  dla dzieci (do chlapania itp).

             


(Na podst. inf. od wymienionych wyżej z nazwiska osób, za wyjątkiem nieżyjących A. i A. Zawadzkich, oczywiście.)

Te zdjęcia od Marii Nowotnej Krawczyk, która pracowała w przedszkolu na Raciborskiej, potem w Krotoszynie. Ona i inni umieścili tysiące zdjęć w nk.pl w 'Miasto Kietrz' (i w innych profilach tamże).

Krotoszyn, 1966; wychowawczyni Maria Krawczyk z dziećmi

Raciborska, zapewne wszystkie z 1965 (Kucharka Frania ma białą chustkę na głowie).


Wagnerowska Walikiria

Słowo Walkiria brzmiało dla mnie jak wilkołak, wampir. Tymczasem  Walkiria może być bardzo trwała, ładna, funkcjonalna i miła w dotyku. Ciężka biała salaterka/miska zachowała się u XY. Z takiego naczynia jej teść jadał zupę w pierwszej tuż-po-wojennej welurowskiej stołówce, tej w Zakładzie nr1, tuż przy stacji PKP. Mówiono, że te naczynia pochodzą z miejscowej przedwojennej fabryki porcelany. Szkolona przez najlepszych- S. Holmesa, H. Poirot, Miss Marple itp sądzę, że salaterki mogły przyjechać z Bawarii do kietrzańskiego sklepu z białą porcelaną prowadzonego przez Auguste Pokorny. Koleżanki/koledzy detektywi, zerknijcie do komentarzy i linku pod moim wpisem 58.  Jędr&Lew.

We are detectives ... .

        


***

W mieście SNAFU. 

Pogoda? Czwarty miesiąc słyszę o nadchodzeniu zimy/mrozów/srogości. Ostatniej soboty o 14.30 i 15.30 tak było:

    






22:27, open123
Link Komentarze (7) »
środa, 15 stycznia 2014

Z tego co się wydarzyło  i o czym wiem, dwie rzeczy w 2013 były dla mnie naj naj, imprezy szachowe i zwycięstwo naszej ekipy w konkursie ogólnopolskim 'Mam haka na raka' (inf w nr paźd. 'Rzeczy Pow.' w branice.pl, jest foto! i w nto.pl). Pomysł ekipy wykorzystano w spocie reklamowym (podobno pokazywanym w tv, nie mam telewizora, znajomi spotu nie widzieli, o konkursie i wygranej moi rówieśnicy w zasadzie  nie wiedzą).

Zanim rok się skończył ruszyłam do Kluczborka, droga przez mękę. KWITNĄCE OPOLSKIE ?

Przyjeżdżam do Opola, pociąg do Kluczborka właśnie odjeżdża (Dopasować czasów się nie da ?), dworzec tonie w mroku. Na zewnątrz  rozkładu jazdy nie ma, ten wewnątrz druczkiem na kartkach  A4; ostrzegawczych pasków taśmy  nie przykleili. Ale jest pomysł, by ściągać seniorów do nas zza granicy.

                                          

Tę panią już ściągnięto?



Wspomnienie po rozkładzie jazdy

I tu też nie ok, adres mego blogu to przecież www.strych1.blox.pl.

Wcześniej, w Głubczycach prostuję  nogi i rozglądam się.                 

 

 

Autobus z Opola do Kluczborka najkrótszą trasą jechał 50 minut, teraz jedzie półtorej godziny, dlatego robię 150km w ponad 4godz. Wracam przez Opole, Kędzierzyn Racibórz, również autobusem, 2 przesiadki. Naprawdę wolę rower, nawet z beznadziejnymi koreańskimi dętkami.

Coś wam przywiozłam; wygadany gość, zawodowy kierowca zdołał w trasie kupić dziecku jednego dnia 2 pary butów!                           

Przy okazji dwa inne starocie, jeden z USA,  drugi  ze Szkoły Przysposobienia Rolnego z 1969.

 

Wróciłam na Jarmark i Warsztaty w DK. Panie prezentowały swoje wyroby, można je było kupić. (Skąd wiedziały? Helena D. cuda potrafi robić i pewnie  też by je z ochotą pokazała, sprzedała.)

Iwona Kontny

 

  Po lewej Halina; zrobienie gwiazdki papierowej trwa godzinę.

 

 

Zofia (siedzi)

 

Bożena pokazała m.i. 'różane drzewka' z bibuły. Takie drzewko krepinowe zabiera jej ok. 12 godzin.

    

     

 

Jarmarkowi towarzyszyły warsztaty. Instruktorka Dorota Kaczmar i młodzi z kółka plastycznego oraz ochotnicy zdobili 'karczochowo' bombki, choinki. Od lewej: Paweł Tomaszewski, Paweł Delęgowski, Magda Staroń. Adaś Krechowicz lepiej widoczny na  zdjęciu niżej.

Natalia, Karolina, Wiktoria i Alek

Patryk Goniowski

W  Domu Kultury  do obejrzenia rysunki (nie wszystkie pozwalają się fotografować.                                                                  

                             

                   

A to moja sezonowa wystawa: choinka/podłaźniczka, ozdoby to w większości moje  i bliskich wyroby, szyszki i żołędzie z okolicy; paluchy wiedźm; gruzińskie chaczapuri można smażyć/piec (tu ze szpinakiem; 'paluszki'; afrykańskie mandazi; szaliki dla potrzebujących. Dawniej z kukurydzy lub z włóczki robiono dzieciom lalki, Morawianka.

       

      

                  

                                          

O zacmentarny szlak  od kilku lat dba pewna firma. Zarośla przetrzebione, suche konary przycinane, nowe nasadzenia itp. Niestety kolejne drzewa obumierają, psy zostawiają kupy na ścieżce (dziś także na rynkowej ulicy taka ozdoba). Tu spotykam Szafira, tu grzyby wycinane przez smakosza.

                 

           

W mieście nadal Profesor widoczny, czasem także tajemnicze refleksy, ślady UFO? Niebo szalaje.

   
                          

                      

                      

Znacie bardzo pożyteczny Przesmyk Traugutta? Z Raciborskiej k. Biedronki przez żelazny  mostek i ten przesmyk  do Wojska Pol.   


                                  

Stało się, dom na Długiej znikł, Orzeł się odnowił.

             

 

Będzie

Z USC:2013 urodziło się w gminie 102 dzieci, zmarło 114 osób. Gmina liczy 11 160 osób (zameldowanych na stałe), stan z 31 grudnia 2013. 

31 grudnia 2010  było nas 11 395; nie zapytałam wtedy o zgony i narodziny.








21:42, open123
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 stycznia 2014

 Do Siego Roku

Przyjacielskie pozdrowienie, zwłaszcza dla tych w oddali, zwłaszcza dla tych na wschodzie (yandex.ru)

Bigbitowe serwus,

Szachowe imprezy na razie zakończone. Ostatnia seria odbyła się w list-grud. W rozgrywkach z 3 list zwyciężył Jiri Bolacky, Czesław Gil był drugi. 15 grud znów zwyciężył Jiri Bolacky.

15 grud, turniej; sporo znanych twarzy

Karolina i Adrian. Karolina Bąk już wcześniej zdobyła nagrodę- piękną szachownicę. Szachy poznała w szkole dzięki J. Wojnarskiemu, teraz trenuje z Cz. Gilem. Adrian ma już kategorię szachową V.

Jerzy szybko skończył rundę, wyczuwacie?Ci trzej szachiści mają wysokie kategorie szachowe.

                                                 

Andrzej Klucznik (szalik) i Zdzisław Gruca (wąsik),  podobnie jak Z, Marszałek, o którym niżej) znajdą się na najwyższych pozycjach po zakończeniu turnieju (Nr 1 to Jiri Bolacky).  Z. Gruca ma kategorię I+, jest nie tylko świetnym szachistą, pisze też wiersze. Zdzisław Marszałek, kategoria szachowa 2000 (okulary);  mój guru tego dnia. Odwdzięczam nieudanym zdjęciem! Jego zdjęcie poniżej wykadrowałam z pewnego prudnickiego biuletynu:( Zdzisław jest krewnym naszego A. Marszałka, ich ojcowie byli kuzynami (rodzina Zdzisława pochodzi z/spod Łodzi). 

Sędzia Rafał Tymrakiewicz (długopis) ma kategorię mistrza krajowego. Jeden z graczy rzuca sędziemu:'Dziesiątka, Czarne wygrały.'

Pytano mnie nie raz gdzie jest dom z duszą, zamiast tamtej informacji proponuję tę. Japońskie klapki (najprawdziwsze, do chodzenia) i rękawica (również do normalnego użytku) wzmiankowane "D z D ... "

Cukiernia ma szyld i daszek, za rok rocznica. Zmarły niedawno Andrzej i Wiesława Gałeccy (i oni, i córka Ela, następczyni, bardzo sympatyczni) otworzyli sklep i zakład w 1985.

Jestem w sklepie na Żeromskiego, warto było. Np po pastę zębową z dozownikiem znów tu przyjdę.

Straciwszy pracę Halina Florczyk zaczęła 12 lat temu sprzedawać jajka z fermy pewnego hodowcy, nadal to robi (także z dowozem klientowi), w ub. roku otworzyła sklep. Towary, które sprzedaje sprawdza wcześniej  sama i prosi o to znajomych. Jak już wiecie, chemia gospodarcza sprowadzana jest z Niemiec.

Biblia, Prawda, ... . To już stałe miejsce.

USC ma schody jak się  patrzy. W Polsce 2013 to rok Leny i Jakuba, my także mamy Leny i Jakubów. W gminie dziewczynki dostawały najczęściej imię Hanny, Leny, Amelki, Zuzanny, Martyny, a chłopcy Jakuba, Piotra. Pojawiły  się także zapomniane imiona Stanisław, Ignacy,  Michalina. Dzieci przybyło niewiele:(

Dzieje się.


Piekarnia Metro zaczęła wypiekać ciasta, sprzedawane są w paru miejscach, posmakowały.

Tadeusz Gach, miody i orzechy laskowe.


Rzepakowy, lipowy, wielokwiatowy  i nektarowo-spadziowy, wszystkie z własnej Pasieki w Leszczynowym Lasku.             Na targu jabłka i warzywa bez nawozów sztucznych (po wygranym przetargu są dostarczane także do DPSów pod zarządem w Klisinie), przed Świętami ryby. Były  karpie, był ten ponad 4kg sum.

Zewsząd go widać,  śmigi mają teraz czerwone paznokcie.

Pewnego październikowego dnia pod i w  Krotoszynie


Grudniowe koty na Fabrycznej


Mknę do Sudic po ser niva; w Trzebomiu kulki bluszczu, za Trzebomiem chmara malutkich ale bardzo głośnych ptaków. Zaproszenie do szachowania w Kietrzu nie przyjęte, 'W Sudicach w szachy nie grają", w Trzebomiu najwyraźniej też nie.




Kozłówkaci; ufryzowane rzepami konie i szwajcarki dające tłuste mleko


U mnie doroczna wizyta po raz pierwszy (przed laty bywało, chodzili), zaś 6 grudnia w domu blisko Rynku zapalają się sadze. Przyjeżdża strażpoż i pogotowie Dla 5 osób zagrożenie życia nawet po kilkugodzinnym  wietrzeniu. Szczęściem rzecz zdarzyła się w dzień.

Inne zagrożenie- wyrywają kobietom wracającym z pracy, idącym do kościoła torebki.

Zima? Już była. Oto pierwszy i drugi śnieg, trzeciego nie było.

Przed i po huraganie Ksawery (U nas wiał taki sobie wiatr, dzie mu  do huraganu):

Pniaki, gałęzie, zwały ziemi; znikną przed Dniami Kietrza?


Mur pada, księgarnia się zwija. Podobno są ludzie chcący otworzyć nową.


I tu się zwinięto; do wynajęcia.

Dziesiątki tych gołębi niepokoju śmiecą piórami, paskudzą i smrodzą swym guano.

Styl zarządzania naszym śmietnikiem b.z. Chociaż nie, popatrzcie.  Już nie ma wątpliwości co, gdzie. To są napisy dwujęzyczne?


*

Nie ma ich już.

Grób Roberta Larkowskiego przy chodniku i murze, po lewej od wejścia. Jak mówi Tato, od dzieciństwa kochał kolor czarny.

Anna Lampart z d. Szubryt pochodziła z Dzierżkowic. 4 licealne lata przemieszkała w Internacie, podobnie jak jej Brat i Siostra.

Śmierć, podobnie jak następne, uderzyła jak grom.





02:00, open123
Link Komentarze (6) »
niedziela, 06 października 2013

Pierwszy raz do Jędrychowic docieram przez Rogożany i Dzbańce. Niedzielne przedpołudnie,  dzbaniecka kaplica znów zamknięta. W domu z kluczem do niej ktoś jest, nie otwiera, takie czasy. Szkoda. W kaplicy jest obraz przywieziony przez repatriantów 'ze Wschodu'.

Tym razem w Dzbańcach czas smacznych czerwonych śliwek (tylko asfalt, druty i antena sat. mówią, że to nie XVIII-XIX wiek, lubię taki zatrzymany czas.)

Z wioski wiedzie gdzieś polna droga po lewej, nie ma kogo o nią zapytać, a 'wolne'  psy napastują, poza tym mam inne dalekosiężne plany.

Jestem znawcą starożytności równie wielkim jak pan Pickwick; to coś poniżej przypomina mi lokalne spichlerze/lamusy z drewna i żółtej morawskiej gliny ( p. Maków, czeskie Kobierzyce, Rozumice, Pilszcz.)

Jędrychowice

Matka na niedzielnym spacerze z dziatwą, nie ma sielanki!

Dzień za krótki, by dłużej czekać; po drugiej stronie ulicy sklep (wiecie zapewne, że niektóre wioski nie mają sklepu, np Niekazanice, Kozłówki.).

Przy końcu wsi nie bylejaki dom i dom przeminięty (parę kroków dalej polna droga do Bliszczyc i ?)

W środku wsi kościół -zamknięty- i kapliczka przy nim

                    

                  

W innych miejscach wioski kilka ciekawych budynków -m.i. dawna szkoła ,obecnie świetlica i  duży różowy budynek (może przypałacowa oficyna),  przy nim zabudowania gospodarcze, także różne drobiazgi. Za wsią ku drodze do Włodzienina  sporo niepłochliwego ptactwa, tu najciekawszy okaz (miniatura rzadkiego w Polsce czaplowatego bączka, miejsce dla niego stosowne- są w pobliżu trzciny).

Przy drugiej bytności tutaj wyjeżdżam z Jędrychowic na Lewice, trochę mnie śmieszy poniższe ostrzeżenie, mamy gorsze drogi bez znaków ostrzegawczych.

Po chwili widzę te 'wiatraki'  (widoczne już spod Jędrychowic, ich zdjęcie zrobiono w lepszym miejscu) i z górki na pazurki.

Lewice

Brat i siostra stąd kończyli LO w Kietrzu, on jest księdzem i w Austrii prowadzi dwie parafie. Jest  co oglądać, jest o co pytać, być w Lewicach dwa razy to za mało. Zabytkowy kościół otwarty, przy nim kapliczka i kilka grobów (jest też duży cmentarz koło boiska.) W pobliżu dawna szkoła.

                                                

Wnętrze przykościelnej kapliczki:

Hoffrichter, zasłużone lokalnie nazwisko

Na kilku grobach taka roślina z różowymi liściokwiatami:

W pobliżu przystanku PKS  ta kapliczka i Św Jan Nepomucen,  po dwu stronach drogi:

Lewice, Jędrychowice i tereny dookoła, to mekka archeologów. Poniżej lewickie zabudowania i różne 'domowe' detale; dom z rozetami wg jego mieszkańców zabytkowy, wg mnie godny tego.

Dom należący do branickich Sióstr mocno podupadł, drzwi ze 'śladami dawnej urody':


Sportowe zacięcie także widoczne (jak słyszę wioska ma NIE jedną drużynę piłkarską, bodajże trzy,  a poza piłką jeszcze coś sportowego się dzieje, wyleciało mi drugim uchem):


Na dużym trawiastym placu takie dwa wysokie 'stoidła' ozdobne:

Wracając z Lewic przez suchy zalew we Włodzieninie widzę te obrazki:


Nieopatrznie wracając innym razem  przez Lubotyń - Kozłówki  trafiam na świeżo kamienowaną polną drogę (bardzo kurzy, zrzuca z roweru, kamienie fruwają), jak zwykle są tu różne śmieci, np:

W Wojnowicach pasie się łaciata koza/kozioł.


***

Różne

Szachowe Szaleństwa; listopad i grudzień to czas Festiwalu Szachowego w Kietrzu, udział może wziąć każdy, żadnych ograniczeń co do wieku, płci, wzrostu itp.

   3 listopada, od 10:00 w Domu Kultury mecz szachowy Kietrz:Bilovec, drużyny po 10 zawodników,

   8-11 listopada, Dom Kultury, TURNIEJ SZACHOWY, gra ok. 40 zawodników; 4 dni i 7 rund,

   30 listopada, od 14:00 SYMULTANKI; po ok. 20 zawodników gra z wybranym Mistrzem Polskiarcymistrzynią MONIKĄ SOĆKO lub  arcymistrzem BARTOSZEM SOĆKO,

   15 grudnia, od 10:00, TURNIEJ SZACHOWY, ok. 40 zawodników i 9 rund,

   również w grudniu -daty nie ustalono- w Bilovcu mecz rewanżowy.

A w Szkole Podstawowej (i może w przedszkolu) do końca roku szkolnego zajęcia szachowe (pozalekcyjne), prowadzi licencjonowany instruktor szachowy Pol Zw. Szachowego, Czesław Gil.

......................................................................................

     Lubić Kietrz bym bardzo chciała

     Lecz to sztuka jest niemała.

     Czasem bardzo mnie przerasta

     Miłowanie tego miasta.

Okopowa, od dawna dwa pojemniki na plastik stały obok siebie, podobnie dwa na papier, przywykliśmy do tego. Teraz  stoją przemieszane, dla utrudnienia? Żeby niektóre wieka podnieść/opuścić konieczna krzepa Pudziana.

Po niedawnych robotach i wykopach został taki chodnik przy Pawilonie. Kiedy nastaną deszcze i błoto, kiedy śnieg oprószy nierówności, bezpieczniej będzie przefrunąć tędy.

Usunięto kiosk 'samochodowy', przebadano teren archeologicznie i oto, co mamy:

Wylot Kościuszki, kilkanaście znaków informacyjnych. Dla mnie to nie tylko bardzo brzydkie, także niefortunne. Czy przejeżdżający  zdąży  ogarnąć całe to bogactwo?

Na targu kolorowo, na Długiej też. I dzieje się.

Na rogu Głubczyckiej nie tylko okna, także włóczka, pasmanteria (zamki!), ciuchy,  a nawet kilkanaście bardzo kuszących par butów


Zakładam, że dla kleszczy już zbyt zimno, jestem w okolicy Gipsowni

W RGG też kwitną zimowity, jednak są niewidoczne pośród uschłych roślin. Klon przy rezerwacie chyba chory (Takie plamy na klonach widziałam rok temu przy ruinach kościoła w Wojnowicach, to oznaka grzybicznej choroby występującej tam , gdzie powietrze NIE jest zanieczyszczone siarką. Chore liście należy palić.). Boczna droga do rezerwatu ciągle kolorowa.


Na zakończenie sierpniowa pajęczyna z arboretum w Gródczankach. 

***

Tak było


Po roku blogowania i pół roku wcześniejszego gromadzenia materiału przyznaję  sobie trzymiesięczny urlop.

Dziękuję za odwiedziny, dziękuję maleńkiej garstce tych, którzy zechcieli mnie poprawić, uzupełnić, ocenić  komentując  wpisy i inaczej.

Od stycznia zamierzam inaczej i znacznie skromniej blogować na temat Kietrza (i okolic), a ściślej  na temat niedawnej przeszłości.

Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi.


   


00:51, open123
Link Komentarze (17) »
niedziela, 29 września 2013

Do Wiechowic, oczywiście, przez Pilszcz, a w Pilszczu lipa oznakowana jako pomnik przyrody, tego nigdzie indziej u nas nie widziałam.

Między Pilszczem a Wiechowicami widoki i wielka rzesza ptaków, tu tylko ich garstka


Wiechowice -o ile wiem, są już niedostępne polną drogą od Pilszcza- co krok zaciekawia jakiś dom.

Budynek parafii i jego drzwi

Dawna szkoła i jej drzwi

Biblioteka (, bocianie gniazdo, dachówka i 'oczy' dla mnie równie pociągające jak drzwi, bramy, okucia)

Jedna z kapliczek

Kościół -zamknięty- z murem oporowym, kapliczkami wnękowymi i cmentarzem, na którym także dawne groby i płyty nagrobne

Jest rzeka i rzeczka, są kozy, jest i sklep, którego nie pokazuję:

Sąsiedzi zapraszają

Tuż po ostatniej wojnie nader przykra rzecz się zdarzyła. Mieszkanka Wiechowic udzieliła noclegu przyjezdnym (moze szabrownikom), ci zaś nie tylko pozbawili ją życia, pozbyli się ciała w odrażający sposób.

Szkoła w pobliskich Vavrowicach, obok niej stara lipa i pomnik poległym w obu wojnach światowych:

Między Wiechowicami a Dzierżkowicami prastary zabieg polowy:

Dzierżkowice zapamiętam, tu 'Ja sobie nie życzę!' 'Ja nie pozwalam!' To w związku z moim rozpytywaniem o miejscowość i wzmianką X. o ciekawym domu (którego, jak się okazuje,  ta osoba NIE odziedziczyła), najwyraźniej nie życzy sobie także fotografowania m.i. sklepu, ku jej zaskoczeniu sklepowa nie ma zastrzeżeń. Jest też 'Po co Pani to robi?',  to wersja 'Co Pani z tego ma?, które już nie raz słyszałam.

Zadbane niebieskie kapliczka i krzyż, przy nich fioletowe astry, sklep i rzeka. Jedyne zdjęcie domu -jak Cioci Marcelki, tylko większy- nie wyszło, budynki kombinackie nieciekawe.


Bodajże zabytkowy fragment mostu

I ogłoszenie sąsiadów

U Czechów za miedzą tak

Jeżdżąc ostatnio gdzie indziej m.i. takie widziałam rzeczy w

 i pod Oldrziszowem

To już nie kościół

Ptasie dokarmianie przy obsadzonej drzewami polnej czeskiej drodze Oldrziszóv - Rozumice (jej polską część Kombinat zlikwidował)

Pod Ściborzycami W. i Hnevoszicami

Czeska gipsownia odkrywkowa i jej brama z ostrzeżeniem o 'kamerovych systemach'

W Rozumicach gęsi, rzadkość obecnie; gęsi jakieś niegęsiowate- łagodne i nieciekawskie

W Michałkowicach, gdzie sołtys, jaką  inne wioski chciałyby mieć i różnych kształtów betonowe pojemniki


W Kozłówkach i w drodze do i z Księżego Pola

Z Kozłówek do Księżego Pola prastara droga -przez most na Troi i prosto do góry, po deszczu błotnisto przy moście i przy asfaltowej drodze koło Księżego Pola.

Tą drogą z Kozłówek jechałam (i szłam omijając błoto i kałuże)

W  wilgotny dzień od księżopolskich pól taki widok na Nowy Kietrz:

W Kuźni Raciborskiej kapliczki są drewniane; tu także remiza i kościół

***

Różne

Skrzyżowanie na głubczyckiej nie tylko ruchliwe ale i zatłoczone, jest 15! znaków informacyjnych:

Prawa z lewą chyba  się nie zgadza?

Jesienne atrakcje na Okopowej

W Alei Kasztanowej też jesiennie, już spadają!

I w kiosku na Rynku jesień, są gałkowe lody ale i ciasto śliwkowo jabłkowe, bardzo smaczne


We środę na Głubczyckiej; bądź grzeczny, a jeśli nie możesz być grzeczny, bądź ostrożny.


 

 

23:40, open123
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 września 2013

Boboluszki; przyjechałam z Branic, odjechałam na Wysoką. Z Wysokiej można dobrą polną drogą przez Jakubowice (już nią  jechałam) do Kietrza, ja wróciłam przez Dzbańce Os. i Rogożany. 

To widzisz wjeżdżając od Branic

Już w wiosce, niepłochliwe ptaki i inne atrakcje


To ptaszysko -widoczne i powyżej- leciało sobie nad główną droga wioski

Dłuuugi mur i rozległy park przypominają o nieistniejącym już pałacu, dziś tu DPS

Dawno, dawno temu czytaliśmy 'Lassie, wróć' (szkolna lektura?, w lekturach mieliśmy też wyciskacz łez, 'Serce' Amicisa). Lassie wróciła do Boboluszek

Te ptaki urzędują obok domu w środku wioski

Dom Kultury świeżo po remoncie

Na końcu wsi graniczna rzeka, przy niej oczywiście niecierpek himalajski ( już pisałam,że po pierwszym spotkaniu wszędzie go widzę) i kolorowe głazy, będą takie także przy młynie

Młyn na końcu bocznej uliczki, przy nim szumiąca  tama  i sucha dziś młynówka; powyżej tamy ktoś sobie pływa. Ostatni młynarz, R. Behr,  pamiętany jako bardzo dobry człowiek i kolega, w dodatku świetnie zorientowany w historii lokalnej. Młyn podglądam także przez dziurę od klucza.


Przy wjeździe do młyna święty obraz

Przy zamkniętym kościele cmentarz, a na nim także przedwojenne groby

Grób rodziny/rodu  Thulek (?) i inne


Już za wsią pyszniły się takie chwasty

A po drugiej stronie drogi nowiutka ostra maszyna

Ruch na drodze niewielki, miałam pecha- robiąc oba zdjęcia podpadłam pewnemu kierowcy, zdrowo mnie obsobaczył. Mam nadzieję, że uwolnił się od wszystkich codziennych stresów.

Przejazdem w Wysokiej;   zerkam na pałac, roboty trwają, w pobliżu nienowa kapliczka:

(Sporo zdjęć dostępnych z opisami w www.palaceslaska.pl, także pałace w Wysokiej, Nasiedlu, dworek w Gródczanach, nasze kietrzańskie ruiny.)

Tuż przed Rogożanami adrenalina, na mnie spadnie?


W Rogożanach pewien dom, dotąd przegapiany:

***

Różne

Głubczycki chór licealny świętuje; jubileusz. Chór ten śpiewał w naszym LO, ok. 2002.  Sprowadziła go dyrektor I. Król. Na mnie występ zrobił Wrażenie, ciarki przeszywały. Katharsis. Tego się nie zapomina.

Gdzie nie spojrzeć wyrastają takie grzyby; ten w Kozłówkach; rolnicy są zniechęceni cenami za zboże i rzepak jakie tuż po zbiorach im się oferuje, podejrzewają zmowy cenowe i się zabezpieczają.

ZOL w remoncie

Niedawno było tak:

Widzieliście? Przy dawnym szpitalu grota, zdjęcie z lata 2012 (podobna grota przy ruinach zamku):


Spałam na gazie! Środkowoeuropejski emirat? Już poprawili; zauważcie  naprawdę duże litery, nie te mikroskopijne robaczki, których się nie da na ogłoszeniach odczytać. Brawo Gazownia.

I jeszcze inne ciekawostki na Wojska Polskiego



Na rogu Głubczyckiej były 3 kosze, jest jeden i dwa takie kikuty (lokalna zabawa niektórych to podpalanie koszy):

Na tym placu jeszcze kilka lat po wojnie stała parterowa restauracja ze schodkami w dół, 'Lwowska'. Tu się bawiono n.p. w Sylwestra.

Zielone ławki zafundował ktoś b. zdrowy, my mniej zdrowi potrzebujemy ławek z oparciem.

'(...) Był to dziwny rok, różne znaki na niebie i ziemi .... .' Ten znak z 11 września

Takich widoków już chyba nie ujrzę przed zimą ; zdjęcie zrobione przed Posucicami od strony Wódki, Dzbańców O.

***

Przypadkiem pokazując komuś na jego komputerze, jak znaleźć 'Kietrz i okolice' zauważyłam dziś, że w poprzednim wpisie jest (a może była) biała plama po pewnym zdjęciu. U mnie jest o.k. Poprzednie podobne wpadunki też tylko przypadkiem odkrywałam. :(

Kolejne 2 wpisy przedstawiające Dzierżkowice :(((, Jędrychowice,  Lewice i Wiechowice będą zapewne ostatnimi w tym roku. Szykuje się długi urlop. Berło, koronę etc, tak czy owak oddam w dobre ręce, a mój blog nieco zmieni profil.

23:21, open123
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 września 2013

Sssaturday Night Fever w Kietrzu :

INKLUZzz

i

  moc innych grup

sssobota (21 września)

 Finezzzja (dawniej Gaj)

od 19.00

***

W tym roku kilkakrotnie dotarłam do  Branic. 

Ta wioska ma szczęście do ludzi. Widoki, ścieżki rowerowe, kilka cmentarzy, zamek (w ruinie), Szpital, kuranty (Także w Pilszczu słychać kuranty)  itp, itd. Wiele tu rzeczy do zobaczenie, do wypytywania.

Szpital to temat sam w sobie (sto lat temu były tu m.i.  parowa pralnia, podgrzewana podłoga, solaria), u mnie tylko  odrobina; o biskupie J. Natanie niejedną książkę napisano, także w Branicach!

Tuż przy wejściu na szpitalny teren mozaikowa nowość

To naprawdę bardzo solidne drewniane drzwi:


Przy Szpitalu Bazylika, poniżej widziana z wewnętrznego dziedzińca




Kościół 'biały"


Wewnętrzne drzwi kościoła podobne do drzwi przedwojennej szkoły w Kozłówkach

Przy kościele groby, kapliczki i posąg św. Jana Nepomucena na wysokim cokole

Drugi brat Biskupa pochowany jest na innym branickim cmentarzu, a samego Biskupa pochowano w Opawie. (J. Natan z rodziną jakiś czas  mieszkał w Tłustomostach.)

Grobowiec rodziny Schmidt

Mała kapliczka wbudowana jest w mur przykościelny, jej wielokrotnie powtórzony łuk przypomina ten na zdjęciu powyżej.

Nieco większa -zamożnej rodziny Kotulla- przypomina dużą kapliczkę w Bliszczycach ufundowaną  przez rolnika, H. Habla ok. 1910 roku.

Po drugiej stronie ulicy inny cmentarz, a przy wylocie drogi do Głubczyc kolejny



Na dużym cmentarzu m.i. 19 grobów żołnierzy 1WŚw. i  groby Sióstr i pacjentów Szpitala

Jest i drewniany krzyż

Biblioteka jasna i ciepła, jest tu m.i. biografia Lwa Trockiego. Przyznacie, że kusi? Polska nie czyta?

Domy ciekawe też są

Przy drodze w stronę Boboluszek stoją przedwojenna cegielnia (wł. Johann Groetschel i Synowie) i jej budynek biurowo-mieszkalny, wjazd/podwórze wyłożony cegłami (także w Kietrzu i innych miejscowościach spotyka się ceglany bruk).

Ten owad buszował przy wjeździe do Branic (po drugiej stronie drogi przysznicowano ziemniaki):

W innym miejscu wioski taka kolorowa czara

Branice Zamek, 'dzielnica' Branic. Pałac zwany zamkiem to dziś niedostępny zrujnowany budynek. Tylko bardzo szeroka brukowana droga prowadząca do niego przypomina o dawnej świetności. Zdjęcia zrobione w 'zamku' do obejrzenia w internecie w innym blogu, ja tyle widziałam:

Ale atrakcji nie brakuje



Upalny dzień, kura się nawilża, ja brodzę w granicznej rzece. A potem ścieżką rowerową (Czech chce i potrafi!)  na zwiad do sąsiadów  (i przez Branice Zamek, Branice, Boboluszki do domu).


***

Różne

Strzeż się tych miejsc. Mijam kobietę, która poprzednio przechodząc została tu dokumentnie ochlapana, a z wnuczątkiem w wózku jeździ bardzo okrężna drogą. Chodnik koślawy (Jak się tu poruszać, kiedy śnieg ukryje góry i doliny?), a sama ulica niewiarygodnie  koszmarna. Przyjdźcie, zobaczcie na własne oczy (Wojska Pol.nieparzyste numery).

Nie tak kolorowo było przy HH parę dni temu, ale ... .

Tajemnicza roślina, nie tak wyblakła w rzeczywistości

W Hnevoszicach było wtedy raczej szaro-buro. Te ptaki głowy w większości pochowały






                 

01:36, open123
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 września 2013

Będąc  niemłodą blogerkom rozumiecie, że nic nie trwa wiecznie i bez zakłóceń. Znienacka zatrzymana w szpitala znów jestem na wolności.

Bliszczyce, zakończenie

Przy bocznej ulicy w pobliżu kościoła rośnie dąb rpp (na cmentarzu także ładne okazy drzew, ale przedwojennych nagrobków brak).

Parę kroków dalej widok dziś mocno  niepoprawny politycznie

Nieco oddalona od wioski była strażnica WOP, w jej pobliżu jedna z tam na Opie. Mostu na rzece dziś nie ma, a więc ruszając do Cvilina? Krnova? brodzimy -także z rowerem- albo robimy wielką pętlę przez Uvalno; mój przewodnik pokazuje, że da się, przed chwilą pokonał rzekę dźwigając rower, ale ja dziś mknę w przeciwną stronę, kamienistą drogą do Lewic (Droga tylko dla desperados, 3km, ale liczcie że dużo więcej, miejscami nierówności i duże kamienie wyrzucają z roweru i spieszają jeźdźca; jednak warto było).

      

Tama koło WOPu przylega do czeskiej fabryki, wśród nadrzecznych roślin wysokie niecierpki himalajskie z niesamowitymi kwiatami. Niecierpek ten sprowadzono w XIXw. do Anglii, gdzie zdobił pałace, od tego czasu szaleje niezmordowany, jak króliki w Australii, jak barszcz Sosnkowskiego. Widzę go w każdej wiosce, widziano go także w Kietrzu. Kwiaty fioletowe, różowe, białe albo mieszane; jadalny, ja się nie skusiłam. Niski żółty niecierpek pospolity  o podobnych hełmiastych kwiatach znalazłam w zagajniku pod Rogożanami.

                                            

                                

Przy przedszkolu plac zabaw, wioska ma jeszcze 2? 3? trzy inne, poniższy znajduje się w pobliżu zabytkowego kościoła

Tę kapliczkę już pokazywałam, zbudowana w 1911, ufundowana przez rolnika o nazwisku Habel, nazywana Heidrichs Kapelle (inf. od Henryka Hussa.). Mijając ją ruszam do Lewic, a po drodze znów mnie Bliszczyce zaskakują. Przy kilka lat temu postawionej kapliczce dwa stawy, piracka baza Jacka Sparrowa i podobnych typów? Nie powiewa, ale j e s t Jolly Roger. Mniejszy staw pełen kwitnących nenufarów.

Zofia, która pokazała mi kapliczkę Henryka Habla, hoduje ekscentryczne pomidory. Korzeń tkwi w doniczce, a jej dziurawym spodem wyrasta łodyga i pomidorowe etcetera

Jej- Zofii-  karmione m.i. gotowanym makaronem kura  (kwoka) i kurczęta nieeskcentryczne, ale dzisiaj -nawet na wsi- niezbyt  częsty to widok. Moja Babcia karmiła młode ptactwo płatkami owsianymi, górskimi.

Czy można nie podziwiać Bliszczyc? Patrzcie z czym jeszcze się tu spotykam (można zzielenieć z zazdrości). Taki dyplom dostała Mama Zofii na rodzinnym zjeździe zorganizowanym tego lata przez średnie pokolenie krewniaków:

Poniżej fragment innego innego zjazdowego elementu


  ***

Różne

Przy Krotoszynie i RGG rozległa łąka. Niestety. Przyjechali samochodem, Palacze-niby-Czyściochy, zostawili śmieci w łąkowym zakatku(sporo tego- folia, papiery, opakowania).

               

Owszem, pracował tam czyściciel, ale dla jednego malucha za dużo sprzątania; grabarz pospolity ('Czemu ty dręczysz mnie, Córko Grabarza? Świeże kwiaty wciąż przynosisz na mój grób.').

Czułki tego grabarza  jak czerwone szczotki

Ptak na Wieżowej

A opony na Nadbrzeżnej , wjazd od Raciborskiej (kolejna darmowa reklama natywna)

'Gęś wodą, gęś wodą, a kaczuszki strugą. ... jedna za drugą .' Przy przedszkolu

Rozbebeszyli, druty sterczą tuż przy chodniku; strach się bać' Traugutta

W Rogożanach dużo groźniej, bardzo interesujący dom się rozsypuje, nawet schody przed nim karkołomne. Starsza Pani - która mnie obdarowała swymi rudbekiami- nie chce go opuścić,  miejsce do zamieszkania jej oferują. Mówiła mi chyba, że ma 89 lat; niosła2 wiadra z wodą i to pod górkę!


Czy ja mam skłonności? Jednak nie wszystkie martwe zwierzęta wam pokazuję. Między Włodzieninem a Nową Cerekwią pewnej niedzieli,  pechowy- zaskroniec

 

Niedziela w Posucicach była milsza, srebrno różowy obłok wierzbownicy kosmatej:

Znów Kietrz, Okopowa. Tu polecam smaczne wędzone filety drobiowe.

Wojska Polskiego, najbardziej ukwiecony blok?

Na poczcie w Pilszczu (źle kiedyś podałam, nie 24h lecz do 13.00),  Elżbieta Stankiewicz, poprzednia sołtys wioski. Elżbieta z rodziną prowadziła stronę internetowa Pilszcza, Było, minęło.

Wokół Nowej Cerekwi, niby znane - serce i inicjały, a jednak ...:

14-5 września, Park Historyczny we Włodzieninie, będzie się działo.





23:40, open123
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 sierpnia 2013

Wreszcie, w Bliszczycach i to nie raz, przez Lubotyń, Niekazanice, Branice (wracając przez Posucice, Rogożany), ale i przez Posucice (powrót  przez Lewice, Wojnowice) . Za każdym razem jest tam coś 'nowego'. Jedyny Bliszczyc minus- na pobliskie czeskie wzgórze (Cvilin?) i do Krnova dojeżdża się stamtąd b. okrężną drogą, albo mokrą stopą. A więc wzgórze i Krnów na później.

Jadymy. Na Orliku się dzieje, a i pod szkołą niespokojnie.

Kościół w Dzierżysławiu wolny już od rusztowań (przeniosły się na kościół lubotyński)

Pysznią się bramy przy placu zabaw; jego nazwa pochodzi od 5 bram, które otaczały stojący tu do 1945 pałac.

Słychać porohy na rzeczce, czuć wiejskie zapachy, za widokami też można tęsknić.

Lubotyń- kościół w remoncie, opodal owady b. zajęte, a na ostatnim zakręcie wreszcie fotografuję ogrodzenie i jego elementy.

Na słupkach królują kaczki, ale jest i żaba.

Pod Gniewkowicami nie rozszyfrowane badyle (M.G. donosi, że to krwawnica pospolita. Dziękuję, M.G.) W Nasiedlu koło źródełka wspaniale pachną róże.

Niekazanice; czy ja śnię? Wolno lata papuga,  mówi mi 'Dzień Dobry'. Następnymi razami jest ich więcej (YouTube oferuje gadającą szarą papugę z Niekazanic, nie należy za wcześnie przerwać słuchanie/oglądanie) Rozbudowuje się miejsce pracy dla dziesiątków ludzi, po drugiej stronie drogi topola, która ucierpiała i przeróżne róże.

                      

Do tej remizy mam słabość.

Przy topoli rpp (parę dni później straci część konarów) pająk kwietnik

Widoczna z drogi maleńkie Kałduny; kilka budynków i ruin, mieszkańców można policzyć na palcach. Kapliczkę wyremontował Kombinat.

Już prawie w Branicach. Kilka nieściętych czereśni i polna droga- do Wysokiej? Nooo, warto było tu zajrzeć. Sromotnik bezwstydny.

 

Po drugiej stronie drogi olbrzymi stawonóg

Branice. Wioska wymaga osobnego blogowania. Dziś tylko dr Benedykt Pospiszyl i jego książki (niewiele miejscowości ma takie szczęście do oddanych im ludzi). Może zechcecie je znaleźć, przeczytać lub chociaż przejrzeć.

Dr B. Pospiszyl jest dyrektorem przyszpitalnej szkoły i autorem wielu książek (można  wyguglować).  Jak mówi, zajmie się komisariatem kietrzańskim (kościelnym), podlegały mu Branice.

O książce dr Pospiszyla dotyczącej biskupa J. Natana  wspomniałam w naszej księgarni i bibliotece, chętnie bym ją przeczytała.

Poniższy informator (autor dr B. Pospiszyl) miałam szczęście otrzymać w branickim U G. Wiele tu ciekawych informacji o okol. wioskach, nieznane szczegóły kuszą, by wrócić w pewne miejsca (np na cmentarzyk w Wódce). Książce towarzyszy mapa.

Jadąc z Branic do Bliszczyc widzimy zielone  wzgórze. Jest na nim kościół zamykany na zimę, jest i restauracja z Widokiem, może i resztki twierdzy (tu od innej strony).

Przy drodze otoczona lipami rpp kapliczka

Uff,  Bliszczyce.

Kolejna kapliczka i takie drzwi, nieco dalej lipy i dęby rpp (i tablica informująca o wiosce), w innych miejscach dąb rpp i starawy kasztan, jego właścicielka przytacza opinię-  ścięcie kasztana sprowadza nieszczęście.


Kościół na liście zabytków, ksiądz przyjeżdża z Raciborza, na miejscu kościelna. Kameralny kościół robi wrażenie, moje zdjęcia jego uroku nie oddają :(

W pobliżu kościoła 'bogata' kapliczka ufundowana przez H. Habla

Poniżej kapliczki i kościoła dawny wodny młyn

I ...

Nieco dalej 

W wiosce była fabryka napojów chł. i musztardy, budynek rozbudowano, mieści się DPS, natomiast dom Alberta Luckluma,  ostatniego właściciela fabryki nadal cieszy oczy (Fabryka była w podwórzu za nim, niektórzy obecni mieszkańcy -już po wojnie- tam pracowali, wspominają pyszną oranżadę, w domu Luckluma niektórzy  się urodzili, była tam porodówka).

Furtka podobno oryginalna, taka jak na przedwojennym zdjęciu, ozdobne L (i  A ?, K? R jak ...?).

Jadąc z wioski  do Michałkowic mijam kolejnego pechowca -wielu z nich nie pokazuję- i takie zostawiam widoki:


Cdn- karaibscy piraci, zjazd rodzinny, gdzie forsować rzekę, ruina WOPu, niecierpek himalajski, nenufary, którą drogą nie jechać).

***

Różne

5 sierpnia, zarys muru-ogrodzenia w dolnym p. rogu i brukowane podwórze w l. górnym. Już zasypano.

Przed Urzędem ( wg mnie zaszkodzono urodzie budynku 'ozdabiając' kilka okien od strony dawnej MO)

Porządkowano rzeczki

We Włodzienie się dzieje,  kolejna impreza we wrześniu? Podobno za rok chcą 'palić czarownicę' (ja takich zabójczych imprez nie lubię).

Zalew suchy -od Lewic przejeżdżamy go asfaltem- jego najbardziej mokry element

Między Dzierżysławiem a Pilszczem O. poszukiwała ekipa archeologów z Rzeszowa, uwinęli i zwinęli sie w kilka godzin.

Zmarł S. Mrożek, światowej klasy osoba ( znany z lektur szkolnych- 'Tango' itd). Pośrednio związany jest z Kietrzem- to znajomy  J. Szczupała. Ciut starszy Mrożek był jego wioskowym sąsiadem w Borzęcinie, obaj kończyli tę samą podstawówkę (Mrożek senior był wioskowym listonoszem, o dzieci się nie troszczył, matki S. Mrożka i jego siostry nie było. Dobrzy znajomi Sławomira jego niemiłe zachowanie tłumaczyli brakiem opieki rodzicielskiej w dzieciństwie.)

Coroczne sierpniowe wystawy samolotów w Mielcu zaczęły się z Kietrzem łączyć. Łosie, Migi. Zdjęcia -z 2012- zrobił J. Moczulski z Katowic, dziennikarz i fotoreporter lotniczy.

Powyżej Wiesław Moczulski; udostępnił i kilka innych zdjęć. Rodzina pochodzi z Radytycz k. Gródka Jagiellońskiego ( napisano wspomnienia o życiu w wiosce), Wiesław zajmuje się losami jej mieszkańców- zbiera inf o ich powojennym miejscach zamieszkania, grobach itp. Jeśli zechcecie pomóc (może i  skorzystać), okazja! Ludzie z Rodatycz osiedli m.i. w Ludmierzycach.



01:11, open123
Link Komentarze (4) »
środa, 31 lipca 2013

Nie lubię jeździć do Głubczyc, kto jeździ tam (i z powrotem) autobusem, dobrze rozumie dlaczego. Od lat jednak dostrzegam liczne w Głubczycach atrakcje. (Kiedyś, nawet przy największym pośpiechu, obowiązywały nas gofry i wdrapywanie na niedźwiedzia.)

Dziś jeszcze bardziej niezobowiązująco i od niechcenia; do zobaczenia w parku koło poczty i dworca kolejowego:

Drzewa rosnące w tym parku to osobny temat. Na ulicach i w domach sąsiadujących z parkiem mnóstwo cieszących oko rzeczy

W pobliżu Rady Miasta, ale już na Kochanowskiego rozległy budynek naprzeciwko skweru, z mieszkaniem koleżanki, stąd wiem, że zarówno klatka schodowa jak i 'lokale' zdecydowanie nieciasne. Tu dom z bramą wjazdową-tunelem i wieżyczką

(Podobną skromniejszą wieżyczkę zobaczyłam  na budynku między Warszawską a Sobieskiego.)

Na Sobieskiego i w pobliżu; w połowie lipca kwitnie magnolia (ul. ..., przedłużenie Warszawskiej).

Ciekawy dom, chociaż blokowisko- okrągłe okna, kształt budynku, narożny posąg

Nieco dalej i pod drugiej stronie Sobieskiego stoi budynek z trzema medalionami, oto jeden z nich:

Między Warszawską a Sobieskiego dom z wieżyczką jak na Kochanowskiego i zielony dom (tu tylko jego część):

Koło Biedronki 'swe ciało pręży i gnie' wielka bestia:

W tzw Starym Szpitalu tuż po wojnie przebywali 'wysiedleńcy' przed  wyjazdem do Niemiec, czasem przymusowym, już poza swymi mieszkaniami/domami,  w zawieszeniu; miejsce to nazywano gettem. 'Nowi' czasem odwozili swoimi furmankami tych ludzi i ich dobytek (np z Pilszcza), czasem też przywozili im chleb, który dla nich upiekli i kawę (zbożową) z mlekiem od swoich krów (np z Kozłówek). Autochtoni, ale i niektórzy 'Nowi' utrzymywali, utrzymują kontakt z tymi ludźmi.

Uliczka miedzy Sobieskiego a Kochanowskiego zaskakuje mnie, to jakaś pociecha, schodziłam nogi daremnie szukając widzianego tu wcześniej  Końskiego Łba (W naszej okolicy mówi się 'łeb od konia', 'córka od Tadka'. Może to wpływ znanego niegdyś 'ucha od śledzia'?).

W pobliżu Ratusza

Tu kupiłam 'Rody opolskie' J. Banik z informacjami o Gaszynach i wzmiankami o Kietrzu. Droga  (dla mnie)książka, bogato wydana.

Ratusz zimą zdecydowanie mi się nie podobał, ale teraz słońce sprawia, że jego zewnętrzne ściany wyglądają ciekawiej (złudzenie optyczne działa).

Do Muzeum! I w dół, żeby obejrzeć kietrzańskie 'wykopki',  na wieżę Ratusza,  w głównej części Muzeum zobaczymy militaria, efekty 'wykopków' okolicznych i dalszych, wystawę związaną z życiem codziennym nieodległych przodków.

Mój skromny muzealny wybór wybór, na pierwszym planie drewniana pralka wahadłowa

Czarny przyrząd to korkownica do butelek, pochodzi z głubczyckiego browaru:

Nareszcie na własne oczy możemy zobaczyć słynną Księgę Głubczycką:


Kurhan i grób:


 

***

Ludzie

Justyna Semanyszyn-Sobczak zajmując się sklepem Gatta (ciuchy- bielizna, koszule, bluzki itp) i domem (dwu synów i mąż) chce i potrafi znaleźć czas na sport. Pobiegła w naszym ostatnim półmaratonie -2godz 08 min-, z kobiet była 30, a biegło ich 51. Dwa razy w tygodniu gra w siatkówkę, biega, jeździ na rolkach, wkrótce nauczy się jeździć na nartach i wystartuje w zawodach w Wiśle. Zacznie także uprawiać  tenis ziemny. Cieszy się widząc, że coraz więcej Kietrzan, zwłaszcza kobiet, uprawia sporty.

Na półmaraton się spóźniła, czoło było już pod Krotoszynem, gdy ona wystartowała. Dlaczego spóźniona? Rano zrobiła w domu co się dało, m.i. prała i pranie rozwieszała. (Czy wiecie, że maratończycy mają na nogach czujniki rejestrujące czas?)

Daniel i Dawid

Zofia z Bliszczyc, która mi zechciała pomóc ( Bliszczyce, Branice, Kałduny itp w mojej Poczekalni). Zofia, dawniej pracownik kultury, teraz na emeryturze sprzedaje w sklepie. Tu stoi przy kapliczce wielce  zagadkowej dla mnie.

Mam kaprys, chcę kupić wiśnie, w Kietrzu tylko niespełnione obiecanki (Także kupno kukurydzy nierealne, a łany kukurydzy dookoła). Jadę przez Księże Pole polną drogą do Nowej  Cerekwi, licząc, że może tam ... . Nie, ale na innej polnej drodze pod N.C. pojawiają się Szwajcar i Warszawianka z trzema ułożonymi psami (Oni wiśnie ze swego drzewa zdżemowali). To codzienny ich spacer.

Nie tylko tych dwoje zjeżdża do nas ze świata, z większych miast, żeby na stałe lub w urlopy, weekendy tu pomieszkać. Spotykam takich sama i słyszę  o ludziach z Rybnika, Gliwic, Wrocławia, Opola, którzy nabywają domy w  Bliszczycach, Nowej Cerekwi, Ściborzycach W., Ludmierzycach.

w końcu mam wiśnie i to pyszne. Ten jeden koszyk zechciał wyszukać na giełdzie i przywieźć R. Ch. :) Nie sprawdzam, czy są robaki, okulary dla komfortu zdejmuję.

Już? Czerwienieje jarzębina koło MO i UMiGu.

W księgarni jeszcze do kupienia CD naszego zespołu, ja kupiłam.

Niestety, to już historia. Decyzją Urzędu Czekańscy musieli opuścić to miejsce, gdzie będą teraz? Zdążyłam zobaczyć w sklepie ciekawy gracik.


              

                             

Taki widziałam Kietrz kilka dni temu:

Łamaniec w kolejnym stadium upiększania:

Chociaż panuje moda na sztuczne bociany, ten z Raciborskiej jest staromodny, żywy.

Zapewne w następnym odcinku Kałduny, Branice, Bliszczyce ... :






22:02, open123
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 lipca 2013

Kozłówki, nieduża położona przy dawnej drodze do Kietrza wieś. Brak sklepu, dawny sklep stał się Domem Kultury. Tama i inne ślady po młynie.

Okazałe, zdobne  budynki mówią, że niektórzy przedwojenni mieszkańcy żyli tu dostatnio, a pomnik w polu od strony Kietrza, że zdarzały się dramaty; szyld nieistniejącej biblioteki; skład opału; konie, rogacizna, nierogacizna i kolorowy drób.

Oto widoki pod Kozłówkami w marcu i w maju tego roku

Wiejski Dom Kultury:Na stojącym w polu pomniku Ecce Homo dziś obecna jest tylko dolna część posągu i tylko jedna z czterech płaszczyzn poniżej jest wypełniona, podaje ona nazwiska kolejnych właścicieli pechowego gospodarstwa (patrz: Atlas Wsi):


 

Tama przypomina o młynie, który pracował także dla powojennych mieszkańców.

Kozłowki oferują różne widoki, wiejskie i niekoniecznie  wiejskie. Mniej młodzi z nas pamiętają różnego rodzaju furmanki (Kiedy furmanka ruszała, my dzieciaki miastowe wskakiwaliśmy na wystające z tyłu deski, żeby się przewieźć, ależ atrakcja):

Te kamienie żółciowe 17 lat męczyły pewną mieszkankę Kozłówek:

Szkoła i punkt biblioteczny to już tylko wspomnienia.

Dzięki Heńkowi H. mamy zdjęcie z otwarcia szkoły w 1933:


Szkolne WC

Zewnętrzne i wewnętrzne drzwi dawnej szkoły

            

W budynku obok szkoły mieszkały nauczycielka Maria Frankiewicz i jej krewne.

Z tymi osobami wiążę się pewne tajemnice i ukrywanie się przez dziesiątki lat, więc zdjęcia są niedostępne. W zamian  podpis nauczycielki

Julia -z domu Lis- to matka sióstr

Siostry Maria i Kazimiera; Maria tajnie nauczała w czasie wojny (za to Władysława Zemła trafiła do obozu w Oświęcimiu, a jej syn do Polenlager w Kietrzu),  Kajeczka narażała się inaczej.

W 1942 lub 1943 Maria Frankiewicz znalazła się i uczyła we wsi Łempice (szkolne lekcje odbywały się w domach prywatnych, budynku szkolnego wieś nie miała do 1949 roku). Pamiętana jest jako sumienna i oddana środowisku; podobnie jak w Kozłówkach bardzo się starała kształtować nawyki higieny osobistej i otoczenia. Kiedy Niemcy zabronili nauczać, Maria na prośbę rodzin, z którymi była związana, uczyła potajemnie kilkoro dzieci. Przebywała i znów oficjalnie uczyła w Łempicach jeszcze po wojnie, bodajże do 1946 włącznie ( podaję za  www.lempice.edupage.org). Potem przez pobliski Raków trafiła do Kozłówki i tu, aż do emerytury uczyła w czteroklasowej szkole; nie tylko czytanie, pisanie itp, także czyste ręce, chusteczka, wyczyszczone buty, spodnie z kantem, okazywanie ludziom  szacunku.

Jak się okazało po jej śmierci, siostra Marii Kazimiera, zwana Kajeczką, podczas wojny działała w AK, oczywiście narażając się władzom niemieckim.

Jak wiemy, także polskie powojenne władze karały za działalność w AK, doświadczyli tego Władysław Zemła i Jan Kosiński, ojciec Krystyny Grochowskiej ,pseudo Tłumacz.

Z więzienia/aresztu śledczego w Czeladzi uwolniła ich tzw Odwilż, która nastała po śmierci Stalina.

Kazimiera Klocowa pracowała w Prezydium Rady Powiatowej w Głubczycach, gdy dowiedziała  się, że 'pytają' o nią rzuciła pracę i została szkolna sprzątaczką w Kozłówkach. Na pogrzebie Kazimiery znaleźli się przedstawiciele AK, którzy  poinformowali zebranych o żołnierskich konspiracyjnych zasługach zmarłej, Kazimiery Frankiewicz, pseudo Kloc. Na tablicy nagrobka umieszczono stosowną ozdobną płytkę. Nie ma jej obecnie -odpadła, albo została 'zezłomowana'- są tylko dziury po jej zamocowaniu.

O innej sekretnej rzeczy, którą ta szlachetna osoba wraz z rodziną robiła 'ze względu na wzgląd' nie wspomnę.

W budynku szkolnym zamieszkali Beniakowie, nauczycielka Bronisława, jej nieżyjący już mąż Edward i dzieci. Edward Beniak był przez 4 lata na zesłaniu, w  obozie na półwyspie Magadan, gdzie -50 stopni mrozu to normalka. Bez komentarza. Tak wyglądał Edward, gdy on i Bronia poznali się załatwiając we Lwowie swoje repatriacyjne sprawy w roku 1958 :

Poniżej pierwsza miłość Broni, tu w mundurze szkoły wojskowej:

Edward dopadnięty w jakiejś wojennej łapance podał fałszywe nazwisko, pod tym nazwiskiem zesłano go na roboty przymusowe do Niemiec. Z 'papierami' na to nazwisko przez Czechy wracał po wojnie do swej matki. Dla kontrolujących go był z powodu nazwisk, swojego i fałszywego  tak podejrzany (jako oczywisty szpion), że trafił na 10 lat Syberię. Wysyła stamtąd kolejne listy-apelacje  do władz w Moskwie. Po czterech lat uwolniono go, pojechał do domu. W siarczyste morzy po  Lwowie spacerował w marynareczce, cóż to dla zimno dla Sybiraka.

Jakoby nie ma w stosownej dokumentacji śladu, że jakiś E. Beniak przebywał na zesłaniu.

Przez ostatnie lata życia pracował jako magazynier POMu w Głubczycach.

Wcześniej kończył różne szkoły i kursy w Polsce i na Ukrainie:

 

Jego metryka urodzenia:

Na cmentarzu Edward Beniak spoczywa w ostatniej kwaterze po lewej, tam gdzie są groby Sióstr.

Bronisława Beniak z d. Wołoszyn urodziła i wychowała się w Biskowicach,  tuż pod Samborem, w połowie drogi między Przemyślem i Lwowem. Dziewczyny tej wioski tak się stroiły od święta:

Bronia zachowała zdjęcie akordeonisty kolędującego w Biskowicach, chłopaka na koniu, tamże i gościa, u którego wynajmowała w Samborze mieszkanie (ze skórzaną teczką jaką i ja nosiłam do szkoły, a z podobną tekturową walizeczką mniejszych rozmiarów wyjeżdżałam na nadmorskie kolonie)):

Edward Beniak nie lubił wracać do lat spędzonych na Magadanie, łzy się sypały z jego oczu. Jednak trochę opowiadał, a żona zapisała jego relacje.Pamiętam go jako serdecznego i wesołego człowieka.

U Beniaków zobaczyłam takie ładne krzesła (metalowe!), przyjechały tu z Kaszub.  Żannę Biczewską, bardzo lubianą kiedyś za ballady, ulepił Z.B., on też zrobił 'stare' zdjęcie szkoły, które tu wykorzystałam.

      

Józef Sobczak, nieżyjący już , był społecznikiem, udzielał się w wiosce i na szerszą skalę.

Szkoda, że nie mogę przedstawić Słynnego Bitnego Koguta rodziny Preisnerów. Zawsze-w-niedzielę, kiedy w Kozłówkach spotykali się krewni z tej rodziny, prędzej lub później pojawiał się w rozmowie ten kogut, najwyraźniej batnam i jego liczne awanturnicze przygody. Kiedy po raz enty ostro walczył z innym kogutem, wydeptywał szerokie koło w ziemi. Znikł, kiedy przez wioskę przechodził wojenny front i  z nim oddział Madziarów. Zapewne przepadł w kociołku madziarskim. Poniżej koguty rasy batnam (?) z Kozłówki 2012:

Mieszkańcy Kozłówek wywodzą się z miasteczka Otynia i pobliskich wiosek, takich jak Grabicz.

Spora część mieszkańców Otyni osiedliła się w Ligocie Książęcej pod Namysłowem, tam też zabrano obraz Matki Boskiej Otyńskiej słynący z cudów. Obraz i inny cenne kościelne cenności repatriańci przemycili pośród swojego dobytku.

Kościół w Otyni:Matka Boska Otyńska na ołtarzu w Ligocie Książęcej i mieszkańcy Kozłówek na wyprawie do Ligoty i do swego otyńskiego obrazu:


Podczas wojny mieszkający w Grabiczu brat Anieli Świętanowskiej Stanisław Krawczyk  (nieżyjący mąż Anieli wiele lat sołtysował Kozłówce) konspirował, rzeczy związane z konspiracyjną 'robotą' trzymał w ukryciu. Niestety, został zdradzony przez bliska osobę, żonę Ukrainkę. W grusza poniżej była skrytka, znaleziono ją, brata skazano na dożywocie na Syberii. List proszalny do Stalina poskutkował, karę zmniejszono do 10 lat. Po uwolnieniu, po zakończeniu wojny brat wyjechał do Kanady.

Związani z oddziałami Andersa mieszkańcy parafii Otynia wdzięczni za ocalenie życia w wojennej zawierusze ufundowali chorągiew z obrazem Matki Boskiej, wśród zaangażowanych w to  osób są ksiądz biskup Józef Gawlina i kapral Stanisław Krawczyk (patrz także: www.ania.bluesoft.pl):


Naszą lokalna atrakcją są nie zwyczajne duchy lecz utopki, utopce, utopełżki. Z pracy Z. Skoczylasa o folklorze Kietrza dowiedziałam  o takim niedobrym stworku, który żył przy tamie w Kozłówkach.

****

Aktualne atrakcje: to wejście na wieżę Ratusza i wystawy w Muzeum głubczyckim, bardzo polecam, zwłaszcza wystawę  w podziemiach z wydobytymi w Kietrzu archolo (otwarta do 11 pazdz.),  kietrzańskie rozrywki dla dzieci i innych:

W muzeum między innymi:

     

Poważne sprawy

Pochowaliśmy H. Kwaśną, autochtonkę. Bruno, Tomasz i Mikołaj Murlowscy znani m.i. z pięknego śpiewania,  to jej bracia.

Robert Larkowski

O wiele za wcześnie, Robercie.

Chociaż mieszkał w Raciborzu, często mijaliśmy go na ulicach i skwerkach Kietrza, gdy spacerował albo siedział na ławce. Kiedy pozwolił się fotografować do tego blogu, wspomniał o niedyspozycji zdrowotnej, która nie pozwoliła mu odsłużyć wojska - dla osoby o jego poglądach podwójnie przykra sprawa.

Jeśli na drugim świecie jest prasa, Robert będzie się w niej udzielał.




03:37, open123
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3